Życie z turbo doładowaniem!

Pozostając w strefie komfortu, tam gdzie wszystko jest nam takie znane i takie przewidywalne, prowadzimy mega spokojne życie. Bardzo często pozbawione barw i naszej wiedzy o tym, że tak naprawdę nie żyjemy, tylko prześlizgujemy się w zabójczym tempie, od weekendu do weekendu, od wiosny do zimy. Dlatego będąc w takim właśnie stanie, egzystując w letargu, z naiwnością przeze mnie nazywanym życiem, odkryłam, że to była zwykła fikcja. O zmianach już pisałam…i pomimo, że nadal mają miejsce w moim życiu, to chciałabym w kilku zdaniach, no może znacznie dłużej, napisać o tym, czego ostatnio doświadczam. Wiosną tego roku, do grona moich znajomych, dołączyła pewna przesympatyczna osóbka. Wiele takich osób przewija się przez moje życie. Zatem nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie fakt, że nasze drogi skrzyżowały się pewnego letniego wieczoru. To był jeden z tych wieczorów, w których uśmiech na mojej twarzy i w moim sercu zgasł. Straciłam powody do wdzięczności, o radości nie wspominając. Pod górkę, ciągle pod górkę…

W poprzednim wpisie, opowiadałam Wam, jak pomimo przeciwności dotarłam do Gdańska, na Festiwal Wdzięczności i Motywacji. Na owym festiwalu, poznałam osobiście Annę, z którą miałam za sobą długie rozmowy na Facebooku i jeszcze dłuższe, bo paro godzinne konferencje telefoniczne. Rozmawiając ze sobą, doszłyśmy do wniosku, że łączy nas tak wiele, iż trudno w to uwierzyć. Nie wchodząc w detale, naszej dosyć oryginalnej znajomości, powiem jedynie, że dzięki jej motywacji i ogromnemu wsparciu, podjęłam przełomową decyzje w swoim życiu.

Festiwal miał miejsce 26 września tego roku. Do domu wróciłam 28 rano, spóźniwszy się do pracy, z powodu opóźnienia pociągu. Dwa dni później otrzymałam telefon z gdańskiego szpitala, w którym zapraszano mnie na rozmowę rekrutacyjną. Następnego dnia, ruszyła kolejna lawina zdarzeń. Wypowiedzenie, karta obiegowa, sprzedaż samochodu i pakowanie. W międzyczasie, byłam zarzucana ogłoszeniami w sprawie wynajmu mieszkań, tudzież pokoi w Gdańsku. Pamiętam, jak na pytania zaskoczonych znajomych i przyjaciół odpowiadałam, że wszystko już na mnie czeka na miejscu. Uśmiecham się na samą myśl o tym, jaka była prawda. I tak piątego października rano, z pomocą cudownej Magdusi i jej pakietu startowego, wpakowałam się z całym swoim światem, upchniętym w dwóch walizkach do pociągu!

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w czasie wsiadania, nie przywaliła kością piszczelową w schodki wagonu…Syknęłam z bólu, znalazłam swoje miejsce w wagonie bezprzedziałowym i pożegnałam się z moim Aniołkiem ze Śląska…ehhhh i pomyśleć, że poznałyśmy się w trakcie rekrutacji i powpadałyśmy sobie do serducha. Przy czym to ów Anioł mnie rekrutował. Zamiast pracy, otrzymałam znacznie więcej….przyjaźń przez ogromne „P”. Kiedyś Wam o niej opowiem…

Zapewne ciekawi jesteście co zawierał pakiet startowy? Otóż wymienię tylko niektóre, z całego zestawu rzeczy jakie taszczyłam ze sobą przez Polskę. Sery, suszone pomidorki, sól, kasza, gąbeczki, ściereczki, ciasteczka, winko….Do winka przyssali się dwaj mundurowi, zanim jeszcze pociąg ruszył…teoretycznie, gdyż werbalnie zaoferowali pomoc przy opróżnianiu butelki 😉 Ciasteczka pomogły mi przetrawić smak serwowanej w pociągu kawy, a sery złagodziły głód na parkingu pod gdańskim szpitalem…ale to inna historia.

Do sedna…dotarłam do Gdańska ok 18:00, dokładnie 5 października. Następnego dnia rano, byłam na rozmowie rekrutacyjnej i biegałam w poszukiwaniu mieszkania. Spędziłyśmy z Anią dwa dni, na przeczesywaniu ogłoszeń i sprawdzaniu lokalizacji. Trzeciego dnia miałam mieszkanie, a czwartego, gdzieś w okolicach przymierzalni, w butiku odzieżowym, otrzymałam informacje o tym, iż dostałam pracę w szpitalu. Piąty dzień zakończyłam dodatkową pracą, a nie minął jeszcze tydzień od mojego przyjazdu. Szaleństwo…istne szaleństwo…
Odkąd poznałam Anię, moje życie pędzi z turbo doładowaniem. A ja mówię mu z uśmiechem TAK!

received_944744672229307
Przytoczę Wam fragment jednej z naszych rozmów, który ubawił mnie konkretnie:

Ania: No, to masz gdzie mieszkać, pracę, przed nami Twój rozwód i nowy,przyszły mąż! Generalnie sensowny facet dla Ciebie…także na Sylwestra idziemy w czwórkę! Hahahahaha….
Ja: Tiaaa a w przyszłym roku razem ciśniemy z wózkami przez miasto? 😛
Ania: Kto wie? Póki co, umówiłam Cie do dentysty na dzisiaj….
Ja: Jezuuuusie :/

Plan na życie kompletnie przemyślany i poukładany. Cóż zatem pozostaje??? A no żyć i cieszyć się tym życiem bezgranicznie. Jeszcze nie zdążę otworzyć ust, a już mój gdański Anioł Stróż stoi obok ze wsparciem, ciepłą kawusią, czekoladowym torcikiem lub szaleje ze mną w samochodzie z muzyką na full, ku zaskoczeniu
współużytkowników drogi, jak również pieszych. Jakim cudem??? Zapomniałam dodać, że szyba od strony kierowcy była otwarta. „Zimny łokieć”, dla takich dam jak my, to byłoby jawne przegięcie, ale przetestowanie możliwości fabrycznych sprzętu grającego??? Why not???
Pewnie dlatego, obie dzisiaj z trudem przełykamy ślinę, Ania kaszle, mnie cieknie z nosa…ale co użyłyśmy to nasze! Wnukom będziemy opowiadać, a co???

generations-462134_1920

Dziękuje za Twoją przyjaźń Aniu Gałek :*

1 thought on “Życie z turbo doładowaniem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.