Z perspektywy ciała…

Nie jestem istotą usportowioną…chyba, że mamy na myśli ducha. Taaaak, ten jest mega wygimnastykowany.Nie mniej jednak, kiedy uda mi się rozruszać moje prywatne „zwłoki”, czuje się jak nowo narodzona. W pracy, to pospolite ruszenie ciała, odbywa się w ograniczonym zakresie. Wiele zależy od tego, gdzie mam miejsce do kreatywnego działania i w jakim nastroju są moi pacjenci. Zatem bardziej od ciała, zazwyczaj bywa wykończony mój umysł. Aby zupełnie nie zastygnąć i nie stać się pewnego dnia niewolnikiem własnej sylwetki, co jakiś czas uczestniczę w różnego rodzaju aktywnościach, warsztatach, na których mogę z nią popracować….ale nie tylko. Oprócz wielu inspiracji, mogę pobyć bezkarnie uczestnikiem i poudawać, że kompletnie nie wiem o co chodzi. Albo najnormalniej w świecie nauczyć się czegoś nowego, tudzież spojrzeć na ZNANE, z innej perspektywy.

Od pewnego czasu, poszukiwałam kolejnych wyzwań o takim charakterze, lecz przeszkodą bywała to kasa, to odległość. Do czasu, gdy pewnego wieczoru, po niezwykle inspirującym i kobiecym spotkaniu Wenusjanek, z mojej torebki dobył się dźwięk telefonu. Odebrałam nieco zaskoczona, gdyż osoba która wtedy do mnie dzwoniła, nie robiła tego często. W słuchawce usłyszałam ciepły i sympatyczny głos, który zaproponował mi Warsztaty Pracy z Ciałem i Emocjami. Ucieszyłam się ogromnie, bo kwota przystępna, a i lokalizacja bliska. Mogłam swobodnie na owe spotkanie przyjść w kapciach 😉 Naturalnie założyłam buty, które i tak kompletnie do niczego mi się nie przydały, bo całość zajęć spędziłam w skarpetkach lub na bosaka.

13702349_10210190430655210_1414149390_o
Miejsce miało swój urok. Stara kamienica, z różnego kształtu i wielkości oknami. Sala wyłożona parkietową podłogą i zamykana ogromnymi, wiekowymi drzwiami. Wewnątrz, przy ścianie stało pianino, a pod jednym z okien, były poukładane w stosiki grube koce i nieco mniejsze, kolorowe pledy z polaru. Instruktorka, poczęstowała nas pyszną herbatką i domowej roboty pasztetem warzywnym. Dzięki tym zajęciom, nie tylko przypomniałam sobie o wszystkich stawach i mięśniach jakie posiadam, ale pobudziłam do pracy kubki smakowe. Podczas zwykłego picia wody, która nie do końca była zwykła, odkryłam że lubię takie innowacje. Woda z anyżem, lawendą, pomarańcza z cytryną i goździkami, oto niezwykłość oferowanych nam w przerwach wód. Razem z „Gospodynią” było nas sześć. Po wstępnym zapoznaniu i paru słowach o sobie, rozpoczęłyśmy rozgrzewkę. Przez pierwsze chwile zastanawiałam się, na ile moje ciało pozwoli mi na działanie, a na ile stanie się moim prywatnym więzieniem?

lemon-1203562_1920
Poruszałyśmy się po sali we własnym rytmie, prowadzone głosem Sonii (SONIA KURAŚ). Sprawdzałyśmy możliwości poszczególnych partii, obracałyśmy się, przylegałyśmy do ziemi, kołysałyśmy się w różne strony, wirowałyśmy, zanurzałyśmy się wewnątrz naszego ciała. Od czasu do czasu stawałam się oczekiwaniem. Na co czekałam, czego mi było brak? Pozwoliłam sobie na to, aby w tej danej chwili, nie znać odpowiedzi, na kłębiące się w mojej głowie pytania. Pracowałyśmy w grupie i w parach. Byłyśmy ruchem, ciałem i emocją, zamiennie obserwatorami. Skupiałyśmy uwagę na samym ruchu, na jego nazewnictwie, pomijając odczucia w ciele, emocje i nasze subiektywne osądy. Z czasem, do kolejnych ćwiczeń dołączałyśmy pomijane wcześniej elementy. I tak, świadomość naszego ciała w nas wzrastała…a przynajmniej ja to tak dzisiaj odbieram. Całość trwała po kilka godzin dziennie przez weekend i po każdym dniu, zasypiałam niemalże w locie.

Co innego wiedzieć, a co innego poczuć. Z zaskoczeniem słuchałam tego, czego doświadczały współćwiczące ze mną kobiety. Nie miałam pojęcia, że swoim ruchem, jego ekspresją, wywoływałam u innych tyle emocji. Wśród nich wzruszenie, poczucie bezpieczeństwa, spokoju. Wspólne doświadczanie, dzielenie się nim, przekraczanie na pozór cienkich granic naszych możliwości, bardzo nas wszystkie do siebie zbliżyło. Śmiem twierdzić, że właśnie ta bliskość, pozwoliła nam wejść tak głęboko w nasze wewnętrzne przeżycia i doświadczyć towarzyszących im emocji tak mocno i prawdziwie. Nie bez znaczenia była obecność naszej Nauczycielki. Ona to właśnie, wraz ze swą uroczą, młodzieńczą osobowością, z nieukrywaną radością w przekazywaniu nam posiadanej wiedzy i miłości do tej formy ekspresji sprawiła, że my również przyjęłyśmy to tak swobodnie i dawało nam to aż tyle satysfakcji.

Pod koniec niedzielnego popołudnia, czułam zupełnie zbędną mi wtedy nad aktywność lewego błędnika, który swego czasu, dał mi się nieźle we znaki, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie, o pracy nie wspomnę. Wyznając zasadę, że trzeba być twardą a nie miękką, po zakończonym warsztacie, wybrałam się do kina z koleżanką. Przysypiają na drugim z filmów, jaki wybrałyśmy w ramach karty unlimited, dotrwałam do końca niezwykle owocnego weekendu.
Podsumowując, jeśli nie było Wam jeszcze dane doświadczyć tak intensywnie własnego ciała i poruszać nim w nieco niekonwencjonalny, jak na czasy siłowni i fitnessu sposób, to polecam tego typu zajęcia. Pod tym tekstem, zamieszczam link do kontaktu w sprawie kolejnych edycji oraz stronkę, na której znajdziecie wiele ciekawych rzeczy. Kto wie, może jest tam coś dla Was, czego do tej pory nie odważyliście się jeszcze zrobić? Jakieś niespełnione marzenie?…

Dla zainteresowanych, wklejam również opis warsztatu:

Z perspektywy ciała – Authentic  Movement z elementami metody Laban Bartnenieff.

Ten warsztat ma przede wszystkim na celu danie uczestnikom szansy rozumienia siebie lepiej, poszerzając perspektywę o to co wyrażane jest poprzez ciało. Ruch autentyczny jest narzędziem/metodą poznania  z wieloletnią tradycją, ze ściśle określonymi zasadami praktykowania:
->określony przedział czasowy
->role, które może przyjmować osoba praktykująca: osoby poruszającej się lub świadka, który w skupieniu obserwuje zarówno ruch osób poruszających się, jak i swoje reakcje w ciele na to co widzi
->etap wymiany wspomnień i doświadczeń pomiędzy osobą poruszająca się i świadkiem.

Praktyka ruchu autentycznego wpływa silnie przede wszystkim na wzmocnienie poczucia własnej wartości i na rozwój postawy nieoceniającej/niekrytykującej  siebie i innych.
Formę i ideę czerpie z terapii tańcem, psychoterapii ruchem, medytacji w ruchu, praktyki duchowej, pracy z ciałem. Często przysłowiowo określany jest mianem psychoanalizy w ruchu. Ruch Autentyczny jest swobodnym, intuicyjnym ruchem wykorzystywanym do łączenia odczuć z ciała, emocji i myśli. Następnie zostaje wykorzystany do interpretacji życiowych doświadczeń. Prekursorką Ruchu Autentycznego była Mary Whitehouse w latach 50-tych, a jej prace kontynuowała i rozwinęła Janet Adler.

Po co? Dla:

-> pogłębienia uważności siebie i świadomości odczuć innych
-> wzmacniania zaufania do własnego doświadczenia i własnych odczuć
-> doświadczenia akceptacji i życzliwości, wolnej od oceny i wartościowania

 Co zyskam?

-> poprawę jakości życia, dzięki uwolnieniu napięć i tłumionych emocji
-> wzmocnienie własnej samooceny
->dostęp i wrażliwość na wewnętrzną percepcją (każdego dnia w ok. 90% procentach jesteśmy zorientowani na postrzeganiu tego co na zewnątrz)
->umiejętność wyrazu wewnętrznych procesów.

OPEN VOICE STUDIO