W pogoni za ideałami!

Czy singiel to wolny, świadomy własnej wartości osobnik, a może poturbowany przez życie, zagubiony w marzeniach o idealnym partnerze samotnik? Co decyduje o tym, że udaje nam się stworzyć pozytywną relację, a co sprawia, że zaliczamy porażkę jeszcze na starcie?W moim prywatnym życiu, kwestia relacji, ich zawierania i kończenia, stanowi sporą ilość materiału na bloga. Ba! Nawet na całą książkę… Z tego powodu, podjęłam wyzwanie, przyjrzenia się temu problemowi. Rozpocznę od najwcześniejszych wspomnień. Kiedy sięgam pamięcią w przeszłość, z uśmiechem na twarzy, zauważam ogromne zmiany, jakie zachodzą w sposobach zawierania znajomości i tworzenia relacji. Na ile odchodzą one od tendencji pierwotnych ? Te kwestie, pozostawię ku rozważaniu antropologom.

person-840748_1920
Pamiętam ciągnięcie za włosy, jako przejaw ogromnego zainteresowania. Dokuczanie, tudzież tajemnicze liściki z napisem „I love you – to znaczy kocham Cie”, zakończone kulfonem w kształcie serca. To były czasy, kiedy chłopcy chcieli z dziewczynami „chodzić”, ale gdzie i po co? Tego nikt nie potrafił jasno sprecyzować. Raz jeden, nieśmiały jegomość, wyraził ową chęć przez nieco bardziej światłego kolegę. Poznawszy miejsce pierwszej „niby” randki zdębiałam. Ów absztyfikant, zapragnął dzielić ze mną, wątpliwe jak dla mnie, rozkosze łowienia ryb. I być może, rozważyłabym „moczenie kija” nad pobliskim stawem, gdyby nie pewien bonusik. Owym bonusem była całkiem spora grupka jego kolegów. Wszyscy byli starsi ode mnie minimum 2 lata. Hmmm…lampka alarmowa wewnątrz mojej głowy, niemalże się przepaliła. Marne były początki tejże znajomości, toteż dokonała żywota nim się w pełni narodziła.
Rosłam, dojrzewałam, niestety moi adoratorzy, byli niezwykle oporni na tego typu rozwój. Z tego powodu właśnie, jako nastolatka, byłam narażona na dosyć oryginalne sposoby podrywania oraz konwersacji. Zaproszenia na randki przy piwie lub o suchych ustach, jeśli delikwent nie wpadał na pomysł, napojenia swej wybranki. Godziny marznięcia na spacerach lub prowadzenie w ulubione miejsca, które tuż za drzwiami, okazywały się obskórnymi „spelunami”. Odrywanie ramion i podrygiwanie w przeciwnym do partnerki kierunku, podczas dyskotek, to tylko część atrakcji, jakie serwowano mi w ramach zdobywania.

W czasie jednej z takich imprez, chwiejąc się niczym manekin (rzecz jasna dostosowywałam się do prowadzącego, co było nadzwyczaj męczące), na moje pytanie…
– Czym się zajmujesz na co dzień? Usłyszałam odpowiedź:
– „No wisz, no bo jo robia na Murckach!”

Zamurowało mnie. Nie miałam pojęcia jak zareagować. Uśmiechnęłam się jedynie nerwowo, udając zaskoczenie. Kanony sztuki podtrzymywania konwersacji, nakazują odpowiedzieć, zatem wypaliłam:
– Jaaaaa?…co w gwarze śląskiej oznacza „tak?”.

Po czym, kontynuowaliśmy taniec „wahadła”, aż do końca utworu…więcej ze sobą nie rozmawiając.
Zastanawiam się swoją drogą co lepsze? Nic nie wnosząca, zdawkowa wymiana zdań, czy zarzucenie potencjalnego kandydata słowotokiem? Generalnie, pełniąc rolę zarówno uczestnika zdarzeń, jak i ubawionego lub zaskoczonego obserwatora stwierdzam, że ilu ludzi, tyle metod.

vest-1031127_1920
Można wyróżnić wiele rodzajów relacji. Jedna z bardziej opornych na dalszy rozwój, to relacja nazwana przeze mnie syndromem „Czapli i żurawia”, gdzie jedno chce, a nie chce drugie. Kolejna równie specyficzna, to próba stworzenia związku z osobnikiem, przekonanym o swojej „boskości”. Przykładowo „Pan Boski” lub „Pani Gwiazda”. Powyższe określenia, zostały przeze mnie świadomie użyte, aby ukazać kontrastowość owych typów względem typowej kobiety lub typowego, że się tak wyrażę mężczyzny. Kolejnymi, potencjalnymi zabójcami związków, są układane w naszych głowach listy cech, jakie powinien posiadać oblubieniec. Niestety lista tworzona przez kobiety, jest niewspółmiernie dłuższa od męskiej. Nie dziwi mnie zatem fakt, że szukanie zlepków owej litanii, jest porównywalne do szukania igły w stogu siana albo Yeti… Tu i gromnica nie pomoże w myśl powiedzenia, „…że takiego to ze świecą szukać”. Nikt z nas nie jest idealny i raczej się na to nie zanosi. Jednak jeśli na Twojej drodze stanie ktoś, z kim prozaiczne czynności będą przyjemne, a problemy zmienią się we wspólne wyzwania, to warto się uważniej mu przyjrzeć. Kiedy Wasze wspólne chwile, będą sumą uśmiechów, wspólnych trosk, zwycięstw, czułości, namiętności, ale i kłótni oraz błędów. Gdy właśnie Twój Partner/Partnerka, pomimo wszystko będą potrafili przyznać się do pomyłek, w myśl tezy iż jesteśmy tylko, albo i aż ludźmi. A w obliczu rozstania, każdą swoją cząstką, będziesz odczuwać jego brak ,to czegóż chcieć więcej??? Śmiej się w szczęściu, krzycz w złości, kochaj, tęsknij, dbaj o te relacje i zapomnij o ideałach! Ideały nie istnieją! Czym szybciej to sobie uświadomimy i poukładamy tę wiedzę w naszej podświadomości, tym lepiej dla nas samych… A tym czasem, gaszę świecę, palę listę i wychodzę do ludzi, jak zwykle odziana w najszerszy uśmiech na jaki mnie stać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.