„Szwedy…kombinujo i kombinujo!”

Odkąd rozpoczęłam przemieszczanie się z miejsca na miejsce, w szczególności mam na myśli zmianę kraju, gdziekolwiek się znalazłam, bez trudu byłam wstanie wyłuskać z tłumu Polaka. Jakbym przynajmniej miała wbudowany sonar.
I niestety, ten sonar w 99% funkcjonował bezbłędnie. Marudzenie i kombinatorstwo mamy tak głęboko zakorzenione, że jesteśmy pod tym względem również klasyfikowani i oceniani przez inne nacje. A szkoda, bo jak jesteś pozytywnie nastawiony do życia, odznaczasz się poczuciem humoru i najnormalniej w świecie za cholerę nie masz ochoty biadolić, to inni , ci przed tobą, już zadbali o twoją reputację… odpowiednio! Narzekanie, tak głęboko weszło nam w nawyk, że nie jesteśmy się wstanie opanować, nawet na portalach społecznościowych. Co drugi post traktuje o chorobach, złym dniu, bólach, bezsensowności żywota, potwornej pracy i beznadziei politycznej w naszym kraju. I miej tu człowiecze dobry nastrój po przebudzeniu….już twoi znajomi zadbają o to, aby ci się „polepszyło”… Cokolwiek  próbujesz zrobić, przekonać, że można inaczej. Ciągle słyszysz „nie da się, nie mogę, ja tak nie umiem, bo muszę zrobić to i tamto?!”. Skoro masz przed sobą coś, na co nie masz najmniejszego wpływu jako jednostka, to odpuść! Spraw, by twój dzień był lepszy, zamiast masochistycznie upajać się swym nieszczęściem!

Spacerując po ulicach Sztokholmu, co chwilkę mijałam uśmiechniętych ludzi, którzy na pytanie ” co u ciebie?” odpowiadali ” dziękuję, w porządku, a jak ty się miewasz?”. Jak tylko zdarzyło mi się napatoczyć na Polaka, odpowiedzią na to samo pytanie, było niemal zawsze „a daj spokój albo szkoda gadać, tudzież eeeeeee…” Po czym, następowało charakterystyczne machnięcie ręką, dla podkreślenia jak bardzo jest do dupy!

Kiedy ocierałam łezkę, po rozstaniu z siostrą na dworcu w Sztokholmie, a autokar ruszył w kierunku lotniska, usłyszałam dobiegający z siedzenia za mną, taki oto monolog:

– No cześć Kaśka, jaka pościel? Nieeee, ja tam tego nie zmieniam…uny tam majo tako pościel, wiesz śpio na kasie to i imprezujo. A jak gości majo, to czasem jaki zlegnie na tym wyrze.
Jak to gdzie śpio…na gorze śpio! Kawa? Uny pozwalajo jeść co się chce, kawy se robić pozwalajo. Ja? Uny nie majo tego co ja jem…kanapki zabieram…swoje jem.
Iiiiiii…ja tam tego nigdy nie robię…omiatam co na zewnątrz. Szmata? Jaka szmata? Aaaaa to walnij jo na te półke…no, na te! Gwiazdki? Jakie gwiazdki? Szwedy to gupie so za dziećmi, one dla dzieci zrobio wszystko…mowie ci! U nich jak dziecko chce gwiazdki na podłodze, zamiast jak się należy na suficie, to uny im je na podłodze lepiom. Nie chco się odczepić? Znaczy, że tam majo być! Przejedź szmatom i nie odrywaj!
Nie, jutro do ciebie nie przyjdę, jadę do Polski…matkę mam w szpitalu….no….padaczkę dostała…lekarz mówił, że tak bedzie, drugo półkule jej zajęło. Iiiii kontaktu z nio ni ma. Lekarz mówi, że cholera wie czy słyszy, ale można spróbować do niej gadać. Dobrze? Ja tam nie wierze, że bedzie dobrze! Wracam w środę…no chyba, że się matce zemrze…to wiesz…bede musiał zostać dłużej. Dzięki Kaśka, że mi pomagasz…no jak wrócę to się odwdzięczę. Masaż? Pomyślę, wpadnij do mnie Kaśka to ci zrobię jak cie boli. Jaki? Erotyczny? Ja robie normalne masaże, taki to niech ci mąż zrobi! hahahaha no dobra Kaśka, pomyśle…jak mi dobrze zapłacisz, to się bardziej postaram i wytężę mięsień więcej hahaha. No dobra…trzym sie Kaśka!

Z trudem powstrzymywałam wybuch śmiechu…i kiedy już mi się udało, usłyszałam jak ten sam mężczyzna zanosi się od płaczu. Dotarło do mnie, że zapewne płacze z powodu matki. Tak naprawdę chłopina nie wiedział, czy nie jedzie jej już pożegnać?! Wyjęłam z kieszeni opakowanie chusteczek higienicznych i już miałam się do niego odwrócić, gdy usłyszałam jak smarka…głośno…z całkiem donośnym „trąbieniem”. Znaczy się chusteczki posiada…pomyślałam. Nie dawało mi to jednak spokoju. Moja współpasażerka, pochłonięta była rozwiązywaniem krzyżówek, wiec pomyślałam, że mogę się na coś przydać…Może moje wesołe gadulstwo sprawi, że chociaż na chwilkę zapomni po co jedzie do kraju?! Wzięłam głęboki oddech i kiedy zamierzałam się odwrócić do jegomościa, usłyszałam donośny dźwięk jego telefonu, zwiastujący kolejną, zapewne interesującą rozmowę. I nie myliłam się…

Tereska? No cześć….u mnie? A nic…wiesz jade se, popłakuje troche…gadałem z Kaśką.
Podali ci koda do drzwi? Nieeee do wejścia do klatki masz jeden kod, a do drzwi drugi, wiesz…zamiast klucza.
A daj spokój…kombinujo i kombinujo. Na chuj taki długi kod…sześciocyfrowy…i jeszcze kurwa gwiazdki!!!
Mowie ci Tereska..ostatnio z klatki nie umiałem wyjść….no nie wiem…Kaśka se dywan podkłada…ja nie pale to problemu nie mam! Napij się lepiej drynka a nie bedziesz kopcić. No mowie Ci z tymi kodami to ich doszczętnie pojebało….niedługo kominem bede musiał wchodzić i też pina wpisać!
Rozmowa trwała jeszcze z parę minut, ale ze względu na kumulacje łaciny podwórkowej podaruje sobie dalsze cytowanie, a Wam czytanie…Po zakończonej rozmowie, facet ponownie wpadł w tryb rozpaczy i zalewał się łzami, do kolejnego połączenia telefonicznego.

landscape-644323_1280
Na lotnisku natomiast, udało mi się zająć drugą pozycje w kolejce Krajan, do odprawy bagażu. Na moje nieszczęście stanowisko, które po chwili zostało uruchomione, znajdowało się w przeciwległym kącie tej części terminalu. Z rozbawieniem obserwowałam, jak ludzie łapiąc co popadło w ręce, przebiegali szumnie z kolejki za mną, do owego stanowiska. Ze stoickim wręcz spokojem, wzięłam swoje walizki i stanęłam na końcu nowo utworzonej kolejki. Przy odprawie celnej było równie ciekawie. Nauczona procedury niczym małpka, zwinnie zdjęłam z siebie dzwoniące gadżety, buty, kurtkę i bagaż podręczny ułożyłam w skrzynkach na taśmie. Bezszelestnie tym razem, przeszłam przez bramkę ( w tamta stronę, w Pyrzowicach dzwoniły moje fiszbiny). Zakładając buty i kurtkę, usłyszałam jak w polskim języku, kobieta obwieszona biżuterią niczym choinka, z zaskoczeniem tłumaczyła szwedzkiej celniczce, iż nie ma pojęcia co jej tak dzwoni?

W samolocie, po całkiem spokojnej podróży, zaraz po wylądowaniu usłyszałam gromkie brawa. A taką miałam nadzieje, że skoro w tamtą stronę udało mi się uniknąć tej żenującej sytuacji, to i tym razem, będzie mi oszczędzone tego doświadczyć. Niestety….
Na szczęście po wyjściu z samolotu, poczułam na twarzy przyjemne promienie słoneczne….co w pełni zrekompensowało mi „trudy podróży” 🙂

1 thought on “„Szwedy…kombinujo i kombinujo!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.