Sztuka prowadzenia wojny…

Wrzaski, zaciśnięte zęby, pięści. Wzrost poziomu stresu, przykre, bolesne słowa. Kto z nas tego nie doświadczył??? Konflikty, nad tym tematem chciałabym się pochylić w dzisiejszym wpisie. No dobrze…pożarłeś się z przyjacielem, pokłóciłaś z matką, właśnie rozpoczynasz ciche dni w związku??? Co się zdarzyło, to się już nie odstanie?! Tylko co dalej, co z tym fantem począć? Jak tego typu sytuacji uniknąć, albo jak sobie z nimi radzić? Co zrobić, aby oczyścić atmosferę?
Parę dni temu, było mi dane przyjrzeć się temu zagadnieniu z bliska. Co prawda w formie konstruktywnej dyskusji, ale odkryłam parę istotnych kwestii, które miały miejsce w moich relacjach. Sęk w tym, że nie byłam wstanie adekwatnie ich nazwać, nie wspominając o logicznym poszukiwaniu rozwiązań. Dotarło do mnie jak wiele zależy od metody jaką wybieramy…

Mamy kilka rodzajów działania, które możemy obserwować w czasie owych konfliktów. Mam taką cichą nadzieję, że tym właśnie wpisem pomogę Wam zrozumieć pewne mechanizmy. Być może zyskacie wiedzę, która pozwoli Wam szybko i bezboleśnie zakończyć takie kłótnie. A teraz słów kilka na temat charakterystyki postępowań w takich sytuacjach. Pominę książkowe definicje i opiszę to najprościej jak potrafię.

UNIKANIE…czyli potoczne zamiatanie pod dywan ?! Udawanie, że problemu nie ma, odwlekanie konfrontacji. Powodem takiego zachowania może być głębokie przekonanie, że kłótnie są złe i poniżające. Strach przed konfrontacją, to równie silny argument za unikiem.
Najczęściej, do niedawna, wykorzystywaną przeze mnie metodą było ŁAGODZENIE. Mentalnie lądowałam z twarzą w przysłowiowym „błocie”, rezygnując zupełnie z siebie i swojego szczęścia. Na moje nieszczęście, ta technika na stałe gościła w moim małżeństwie. Z kolei mistrzem w kolejnej był mój małżonek. A przynajmniej z perspektywy czasu tak to widzę. O czym mówię??? Otóż o KONKURENCJI. W ramach konkurencji, strona konfliktu podchodzi do całej sytuacji jak do rozgrywki, którą za wszelką cenę należy wygrać?! Tylko co, dla wygranego miałoby być nagrodą?
Satysfakcja??? A może rozpacz „przegranego”?!

silhouettes-812125_1920
Jedną z moich ulubionych metod, niestety nie najprostszą, jest KOMPROMIS. Tu każdy coś traci, ale i każdy zyskuje. W sytuacjach spornych osiągnięcie takiego rezultatu nie jest najłatwiejsze, ale najbardziej sprawiedliwe. I na końcu KOOPERACJA. Wspólne poszukiwanie takich rozwiązań, które zarówno dla jednej strony, jak i drugiej będą do zaakceptowania. To chyba najtrudniejsza z metod, ale pozwala na przyjrzenie się szczegółom konfliktu, jego przyczynom.
Podsumowując te wszystkie informacje, wychodzi na to, że najlepszym rozwiązaniem, najbardziej konstruktywnym, byłoby przestrzeganie czterech podstawowych i uniwersalnych zasad. Przede wszystkim należy skupić się na na celach, a nie na stanowiskach (1), wyłączyć z dyskusji osoby postronne (2), omówić różne opcje i warianty (3). Na końcu spór rozstrzygać w oparciu o obiektywne argumenty(4). Podstawą każdej prawidłowiej relacji jest poprawna komunikacja! Innej opcji nie ma! Uczmy się ze sobą rozmawiać i rozmawiajmy o wszystkim. Nie ma nic bardziej smutnego jak dwoje ludzi, żyjących pod jednym dachem, a nie znających się kompletnie i nie mających sobie nic do powiedzenia?! I taka dygresja na koniec, szkoda, że nie miałam tej wiedzy we własnym związku. Z drugiej strony lepiej się czegoś nauczyć po fakcie, niż wcale. Prawda???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.