Śpiąca Królewna w kąpieli…

W ostatnim tygodniu bardzo źle sypiałam. Sen był różnej długości, jednak jakość pozostawiała wiele do życzenia. Byłam coraz bardziej wyczerpana. Znajomi obserwując mnie w roli Śpiącej Królewny,do której w żaden sposób nie można się było dodzwonić czy też „dopisać”, zaczęli w trosce o moje zdrowie, zasypywać mnie radami: „Zrób badania, sprawdź czy nie masz wokół siebie negatywnych ludzi, którzy pobierają twoją energię, może masz cukrzyce?”…Itd, itp…
Swego czasu, po stresującym dniu, uwielbiałam zanurzyć się w wannie pełnej ciepłej wody z pianą. W tle ulubiona w tym czasie muzyka, na rogach wanny świece, a w dłoni pyszny deser, kawa lub kieliszek wina. Nie miałam ochoty zeń wychodzić…Świat zewnętrzny przestawał istnieć, za to budził się do życia świat wyobraźni, w którym wszystko się działo tak, jak ja tego chciałam…
Nie zawsze jednak możemy sobie pozwolić na takowy luksus, zwłaszcza kiedy w naszych małych łazienkach, mieści się jedynie ciasny prysznic. Pół biedy jeśli posiada głęboki brodzik…w końcu od czego wyobraźnia i kreatywność? Nie mniej jednak, biorąc pod uwagę ilość sytuacji stresogennych w naszym życiu, musielibyśmy w tej wannie spędzać długie godziny, tygodnie, a może i nawet miesiące? Nie zawsze jest to możliwe i z pewnością dosyć kosztowne. No chyba, że zamieszkujemy Szwecję? Tam zużycie wody, nie powoduje dziur budżetowych w gospodarstwach domowych. Wróćmy jednak do Polski…
Odkryłam wczoraj kąpiel, która nie wymaga użycia wody, ani żadnego preparatu myjącego. Jest niezwykle wartościowa, dlatego posiada swoją cenę. Polecam ją wszystkim bez względu na wiek, płeć oraz stopień zabrudzenia. Nie mniej jednak, wypada przystępować do takowej kąpieli, w przynajmniej przyzwoitym stanie higienicznym, choćby ze względu na sympatię dla „kąpiącej”.Tak, tak…dobrze czytacie! W tej kąpieli, zanurzała mnie przesympatyczna i niezwykle ciepła osoba. Joanna Materek, bo o Niej mowa, posiada to „COŚ”, co sprawia, że cały rytuał staje się swoistego rodzaju misterium, podczas którego czujemy się bezpieczni, „zaopiekowani” i zrelaksowani do tego stopnia, że nie wiedząc kiedy, odpływamy…balansując pomiędzy jawą a snem. Tam, kołysani dźwiękami, które wydobywa właśnie Joasia, z tych cudownych instrumentów jakimi są misy tybetańskie, doświadczamy niesamowitych rzeczy. Zarówno na poziomie świadomym, jak i kompletnie podświadomym. To, co się ze mną działo i jak przyjemnych wrażeń mi dostarczały wibracje mis, pamiętam jedynie do pewnego momentu.

singing-bowl-235269_1920
Kiedy się obudziłam, moje ciało nadal drżało, jakby nadal było pod wpływem drgań. I zapewne tak właśnie się działo. Odczucie miałam mniej więcej takie, jakbym się wybrała na zimowy spacerek w samym sweterku. Trudno opanować drżenie mięśni,ale nie jest to nieprzyjemne odczucie, wręcz przeciwnie. W trakcie rozmowy z Asią, moje ciało uspokajało się. W pewnym momencie, poczułam potrzebę podniesienia się z materaca, na którym przez całą godzinę, leżałam na brzuchu, a później na plecach. Czułam się niezwykle odprężona i pełna energii. Na moje i gospodarzy nieszczęście okazało się, że łączy nas wiele wspólnego,pominąwszy miłość do zwierząt, zatem resztę wieczoru, spędziliśmy przy kolacji i rozmowie. Wskutek czego, spóźniłam się na ostatni tramwaj do domu. Błąkałam się na trasie między Wrzeszczem a domem do około pierwszej w nocy i o tej też godzinie, dotarłam na miejsce. Mycie było szybkie i obejmowało strategiczne dla mojego funkcjonowania części ciała. Upewniwszy się, iż budzik mam ustawiony na właściwą godzinę, dosłownie padłam. Pięć godzin później, radosna niczym skowronek o świcie, przemierzałam odcinek pomiędzy pokojem a łazienką, wdeptując niemalże w różową, plastikową miseczkę wypełnioną słodyczami…jakim cudem znalazła się w progu mojego pokoju??? O tym następnym razem….

2 thoughts on “Śpiąca Królewna w kąpieli…

  1. Bardzo mi jest miło z tego powodu, dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.