Serce nie sługa!

couple-407150_1920
Dotyk skóry o skórę, zmysłowe muśnięcia ust, pożądliwe spojrzenia, niekontrolowane zwilżanie ust i przygryzanie ich. Kolorowy zawrót głowy. Przyspieszony oddech, mocne bicie serca, nadające rytm naszym ciałom. Bum, bum, bum….drżenie ciał, szaleństwo doznań i potyczki zmysłów, za którym jako pierwszym podąży nasz umysł? On milczy…nie on tu teraz rządzi…Gdy po raz pierwszy się ujrzeli na stacji kolejowej, zmysły prysły. Wodzili za sobą wzrokiem, z aktorskim kunsztem grali swe role. Przywitali się na pozór serdecznie, choć kto wie, co się działo z ich ciałami? I kto do cholery włączył ten pieprzony magnes?! Grawitacja oszalała. Stopy odrywały się od ziemi, a ciała zbliżały głodne jak wilki. Z nerwowymi uśmiechami wymieniali słowa, a każde muśnięcie, było niczym rażenie prądem o niskim napięciu, lecz na tyle mocnym, aby na chwilę plątać słowa, gubić myśli…

Nie wychodząc z roli, poruszali błahe tematy, by zagłuszyć bicie ich własnych serc. Przy każdym zakręcie busa, którym jechali do jej mieszkania, wpadali na siebie…bardziej niż wskazywałaby na to, siła zakrętu. Przełykali ślinę, modląc się w duchu o znak, który pozwoli im wyjść z odgrywanych ról.

Nie rozumiała o co chodzi, tysiące razy pytała sama siebie o to, co się właśnie dzieje….I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od utarczek słownych, na jednym z portali randkowych…

Ileż takich sytuacji dzieje się niemalże codziennie? Najpierw niechęć, może nawet nienawiść. Patrzysz na czyjeś zdjęcie, słuchasz opowiadań o nim i myślisz sobie ” NIE MA TAKIEJ OPCJI”!!! Zatem skąd się pojawia owa opcja? Kochamy umysłem, sercem, duszą, a może to zmysły decydują o wszystkim? Na zdjęciu całkiem niezły, w rozmowie buc…a potem nawet nie wiesz kiedy, staje się najbliższy na świecie….przez tę krótką chwilę, by wstrząsnąć całym naszym światem i odejść….tak po prostu, bez do widzenia.

Uwięziona we własnym ciele, chyba od zawsze uważała, że nie potrafi tańczyć…zwłaszcza w parze. Teraz unosiła się nad ziemią niczym obłoczek. Ściśle przylegała do niego, a każdy ruch jego ciała, doprowadzał ją do szaleństwa. Fale uniesień na dzień dobry i fale ekstazy na dobranoc. To było jak sen, jak marzenie wręcz niewyobrażalne na tyle, aby mogło stać się rzeczywistością. Było nią jednak….było jak cholera!

I tak jak nagle się zdarzyło, równie błyskawicznie stało się przeszłością, która stworzyła w zakamarkach serca i umysłu wzór, szablon nie do podrobienia. Niedościgłe uczucie, za którym już od teraz tęsknić będzie ona, nie mogąc ułożyć sobie życia na nowo…chociaż się starała, dzień po dniu.
I choć już czasem brak jej sił, to nadal tli się w niej nadzieja. Nadzieja na to, że jeszcze się przydarzy… Nawet, jeśli po raz kolejny, musi opatrywać rany, oszukując sama siebie, że to nic….to kolejne doświadczenie, kolejny paciorek w różańcu życia….

engagement-1718244_1920
Siedzę sobie na wprost okna, obserwując przejeżdżające samochody. Moje myśli wędrują gdzieś daleko. Rozmyślam nad tym, ile razy w życiu trzeba zbłądzić, aby siebie samego odnaleźć? A skoro każda miłość, każde uniesienie jest inne, to czy można ponownie poczuć to, do czego przez resztę życia się tęskni? A jeśli to niemożliwe, to co dalej z tą miłością?! Ile razy można trafiać kulą w płot?
I skąd brać siłę na nowe….na to, czego dane nam będzie jeszcze doświadczyć w życiu? Wracać do starego, czy podążać za nowym? Jak z odwagą w sercu otwierać się na kolejną miłość ? I czy w ogóle ma to jeszcze jakikolwiek sens?

 

 

Leave a Comment

Filed under Tatuaże z przeszłości...

Comments are closed.