Same podróby teraz łażą???

Bycie rodzicem, to nie tylko blaski, ale i cienie. Nie odkrywam tym zdaniem niczego nowego, niczego nowego dla Was- rodziców. Jak zapewne wiecie z moich wpisów, nie dane mi było zostać matką. Nie żalę się i nie tracę nadziei, lecz fakt pozostaje faktem. Mając w gronie znajomych i przyjaciół całe rodziny, co jakiś czas mam okazję, spędzać wolny czas pod dyktando obowiązków rodzicielskich. Zarówno tych przyjemnych, ale i nie tylko. Pisząc do Was ten tekst, próbuje z całych sił pozostać w stanie skupienia, co nie jest proste, słysząc za plecami tekst:
– „Ześwirowałam, i nie wiem co mam robić, czy mam Cie kochać czy może znowu pobić … Nie lubię sprzątać, odkurzacz mnie wkurza…”

Jezuuuu, kto pisze teksty wykonawcom disco polo i dlaczego dzieciaki, tak za nimi przepadają?! Spędzam czas z pociechami mojej przyjaciółki, która w tym czasie, zapewne przygotowuje się mentalnie do występu na scenie. Ale do rzeczy…
Uwielbiam spędzać czas z dzieciakami, zwłaszcza rozmowy z nimi niezwykle mnie inspirują. Mało kto jak one, potrafi tak trafnie zauważać i komentować rzeczywistość. Bez zawoalowania i innych zbędnych uników. Wykładają przysłowiową kawę na ławę! Ubawiła mnie rozmowa z ośmioletnią już praktycznie Vicunią, która opowiadając mi o kolejnym spotkaniu z Mikołajem stwierdziła:

  • Ciociu, co sie dzieje z tym światem, same podróby teraz łażą?!
  • Dlaczego tak mówisz Słonko?
  • Byliśmy z wujkiem w Biedronce, a tam był Mikołaj – i tu jej buzia spochmurniała.
  • Ooooooto super, dostałaś kolejny prezent? Może coś słodkiego?- zapytałam.
  • W ogóle do niego tak blisko nie podeszłam!
  • Ale dlaczego? -nie dawałam za wygraną.
  • Bo mu spod czapki czarne włosy wystawały, a jak się nachylił, to spod płaszcza wyszły mu gacie! – odpowiedziała niemalże na jednym tchu.

No tak, szczegóły są niezwykle istotne. Nikt inny jak właśnie dziecko, potrafi zauważyć mistyfikacje i wyczuć brak szczerości. Na szczęście, dzień wcześniej, Mikołaj osiedlowy, machający do dzieciaków z balkonu jednego z mieszkańców, był jak najbardziej prawdziwy. A już z pewnością gacie mu znikąd nie wystawały 😉 Pozostając w temacie jeszcze niejako świątecznym, choć po świętach pozostały głównie pokiereszowane choinki, wypadające z balkonów, tudzież sterczące w najprzeróżniejszych konstelacjach pod śmietnikami, to nie inaczej jak 14 stycznia właśnie, miałam przyjemność obejrzeć JASEŁKA. Tak, tak…dobrze czytacie….

Przybyłam na nie z powodu dwóch dziewczynek, które bardzo mnie o to prosiły. No jak rzesz bym mogła odmówić??? Wpakowano mnie do pierwszego rzędu, co szczerze mówiąc było dla mnie ogromnym dyskomfortem. Fryzura spod czapki, świecąca się od maści dla alergików twarz i małe, dziecięce krzesełko pod….Usiadłam i zaczęło się. Najpierw rozpacz Vicky, bo inne dziewczynki były umalowane, a ona nie. Na nic się zdało tłumaczenie, że przecież Dziewczynka z zapałkami, żyjąc w głębokim ubóstwie, nie mając jednego buta na stopie ( obecność skarpetki pominę :P), nie może być umalowana?! Moja argumentacja spotkała się z zupełnym niezrozumieniem, co widać było w widocznie wydętej na zewnątrz, dolnej wardze Małej. Nagle podbiegł do mnie…SMERF i merdając zajęczym ogonkiem na pupie zapytał:

  • Ładny mam ogonek psze pani?
  • Fantastyczny- odpowiedziałam powstrzymując gromki śmiech.

Szukałam wzrokiem mojej podopiecznej z zapałkami. Jest, znalazłam. Stała w drzwiach naburmuszona. Rozbawiony Smerf podbiegł do niej i zapytał:

  • Jak wyglądam?
  • Głupioooo!– odrzekła

Smerf posmutniał i stanął pod ścianą. Wyjścia nie było, trzeba było zmotywować Dziewczynkę z zapałkami, bo wybitnie groził nam pożar. Jak wiecie, z zapałkami nie ma żartów, o wkurzonej kobiecie nie wspomnę. Kiedy sala zapełniła się rodzicami, dziadkami i ciociami, a Mali Artyści, grzecznie czekali na swoich miejscach, wygrzebałam z torebki różowy błyszczyk. I tak, podrasowana postać z bajki, postanowiła jednak wziąć udział w Jasełkach. Dzieci wypowiadały swoje kwestie niemalże na jednym tchu, ewentualnie skandowały słowa, a w oczach rodziców pojawiały się łzy wzruszenia. Pomyślałam, że czuję się jakoś nie na miejscu i zazdroszczę im trochę bycia rodzicem. Moją głęboką zadumę, przerwało śpiewanie kolęd, z jednoczesnymi wymachami ramion i podskokami. Na zakończenie, cała gromadka głośno krzyknęła:

                                                                          WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!

A Ania zapytała: Ale których???  Obie wybuchnęłyśmy śmiechem….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.