Radykalne Wybaczanie.

hugs-1613208_1920
Nasze życie jest pełne sytuacji, zdarzeń i ludzi, niczym obrazek poskładany z fragmentów puzzli. Niektóre sytuacje nas dowartościowują i wzmacniają, inne dołują i pozbawiają poczucia własnej wartości. W relacji z ludźmi bywa podobnie…a później nosimy w sobie albo bukiet wzniosłych doświadczeń, albo walizkę bólu, cierpienia i żalu.  W tym pierwszym przypadku, wystarczy solidny wazon naszych własnych poglądów na swój temat, natomiast owa walizka, potrafi zamienić naszą podróż przez życie, w koszmarną , surwiwalową przeprawę donikąd!

Czy taka wyprawa ma jakikolwiek sens? Czy trwanie w poczuciu bycia krzywdzonym, co oznacza bycie ofiarą własnego życia i innych ludzi, cokolwiek nam daje? Czy dzięki trwaniu w poczuciu krzywdy wzrastamy, a nasze życie nabiera wartości? Czy z taką kulą u nogi, możemy gdziekolwiek dojść, a jeśli nawet to, czy będzie to miejsce przez nas wybrane, czy kwestia siły przetrwania zmusi nas, do dowleczenia owej kuli najdalej jak wystarczy nam sił?! I ostatnia kwestia….Czy jesteśmy wstanie świadomie ocenić czy to, w czym się obecnie zatracamy to rola ofiary, a może Pana własnego życia? Jak odróżnić jedno, od drugiego?

question-1422582_1920
W dzisiejszym wpisie dotknę zaledwie każdego z pytań, gdyż jak sami wiecie, temat wybaczania i życia w poczuciu krzywdy to temat niemalże rzeka…i to najdłuższa na świecie… Zresztą odpowiedzi na te pytania u każdego z Was będą inne. Chociaż kto wie, może będą miały jakiś wspólny mianownik?

Żyłam w poczuciu bycia ofiarą życia i ludzi. Ciągle ktoś mnie krzywdził. „A przecież tyle dobrego robiłam dla innych?! Starałam się, poświęcałam swój czas i swoje własne życie?!” Znacie to skądś??? „Mąż mnie porzucił, chłopak zdradził, matka mnie nie rozumie, a ojciec krytykuje! Żona chciała ode mnie tylko pieniędzy! Wszyscy ciągle czegoś ode mnie chcą i zalewają mój dom, okupują telefon gdy potrzebują mojej pomocy, a kiedy ja potrzebuje wsparcia to nie ma nikogo?!”

Nie macie uczucia deja vu ? Ja do niedawna miałam… Dopóki nie zrozumiałam, że to JA im na to pozwoliłam! Przecież mogłam powiedzieć NIE… Niestety sama, bez nacisku, pistoletu przy skroni mówiłam „TAK”. I nauczona schematami, powtarzanymi z pokolenia na pokolenie, że skoro ja zrobiłam dla kogoś coś dobrego, to w ramach wdzięczności TA osoba powinna zrobić coś dla mnie. Gdybym nadal trwała w tym przekonaniu, to zastałby mnie siwy włos na skroni, a pomoc nadal by nie przyszła, nie wspominając o przejawach wdzięczności innych. Szczere DZIĘKUJĘ w zupełności wystarczy…a dobro powraca, na innych nogach 😉 Świadomość owej prawidłowości, pozwoliła mi wyzwolić się nieco z okowów OFIARY. Gdyby sama świadomość była wybawieniem? Hmmm… Każda zmiana zaczyna się małymi krokami, od świadomości poprzez uważność, decyzje i działanie, aż do transformacji…

Jest jednak coś, od czego należy zacząć. Nie będzie to proste. Nie samo w sobie, lecz kwestia zmierzenia się z samym/samą sobą, szczerze, bez oszukiwania…stanowi niejaką przeszkodę-siebie nie oszukasz! WYBACZENIE…pełne, ostateczne, bez żadnego „ale”… Czy spotkaliście się kiedykolwiek z określeniem RADYKALNE WYBACZENIE? Ile razy słyszałam „Nigdy mu nie wybaczę!”. Sama wypowiadałam te słowa nie jeden raz. I właśnie to przekonanie i bycie zatwardziałą w nim, doprowadziło mnie pewnego dnia do załamania…. Stanęłam przed wyborem, albo życie albo powolna śmierć z NIM. Tak naprawdę nadal jeszcze noszę w sobie jakąś część tej krzywdy, ale pracuje nad tym aby wybaczyć…raz na zawsze, radykalnie. Nie dla niego, ale dla samej siebie?! Tyle lat tak naprawdę prześlizgiwałam się przez życie. Raz górka, a raz dołek. Tylko gdzie w tym wszystkim było miejsce dla mnie?! Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że tkwię w przeszłości, pławię się w niej i zalewam nią innych, postanowiłam coś z tym zrobić. Po co?
Po to, aby moje życie, mogło się naprawdę zacząć, aby mogło pójść naprzód, a wraz z nim JA. Innej drogi nie ma…Należy rozliczyć się z przeszłością, pozamykać sukcesywnie wszystkie STARE drzwi, wybaczyć sobie i innym, a następnie z ufnością i spokojem w sercu otworzyć NOWE.

doors-1613314_1920
A teraz słów kilka na temat mojego spotkania z RADYKALNYM WYBACZANIEM i RADOMIRĄ .
Jak zwykle, z zaciekawieniem wzięłam udział w mini warsztatach, zorganizowanych przez moich gdańskich przyjaciół. Rzecz miała miejsce w ich mieszkaniu. Gdy jak zwykle z przygodami dotarłam na miejsce, wewnątrz już siedziała popijając bodajże herbatkę, reszta uczestników. Przywitałam się, wymieniłam uprzejmości, opowiedziałam w skrócie o sobie. Parę zdań względem wstępu do warsztatów, po czym rozpoczęliśmy część praktyczną. Najpierw indywidualnie z arkuszami, którymi w formie do pobrania, podzielę się z Wami pod koniec tego tekstu. Później praca w parach.

Generalnie towarzystwo było głównie żeńskie, z wyjątkiem jednego młodego mężczyzny, siedzącego po mojej prawicy. Coś wewnątrz mnie, pomimo wszelkich uprzejmości i kurtuazyjnych uśmiechów sprawiało, że czułam ogromny dystans do tego człowieka i ostatnią rzeczą jakiej wtedy chciałam, była praca właśnie z nim. Teraz wiem, że cały mój opór względem niego wynikał z tego, co mam w sobie do przepracowania w temacie WYBACZANIE. Tak to już w życiu bywa, że czasem Opatrzność, czy jak to nazwiecie sami, stawia na naszej drodze WYZWANIE, z którym albo się zmierzymy dobrowolnie, albo nie będziemy mieli poniekąd wyjścia… I tak Ów Człek podszedł do mnie i zapytał, czy zechcę pracować z nim w parze? Wszystko we mnie krzyczało NIEEEEE! Ale na twarzy, niczym mina pokerzysty, malował się uśmiech i nim się zdążyłam zorientować, zgodziłam się i już za chwilkę siedzieliśmy na przeciw siebie, kolanko w kolanko.

Tematykę do praktykowania wybaczania, wybierałam ostrożnie czując, że gdy dotknę sedna, rozsypię się niczym domek z kart. Zatem w arkuszu pracowałam nad sobą, a w parach z polipem. To co się później wydarzyło, zaskoczyło mnie niebywale. Z moich oczu płynęły łzy, a wokół rozlegał się głośny, pełen rozdzierającego bólu szloch. W moich uszach słychać było czuły i ciepły głos Radomiry, prowadzącej nas krok po kroku, przez to DOŚWIADCZENIE. Jeszcze kilka głębokich oddechów, potem cała artyleria szybkich wydechów, które wyrzucały z naszego wnętrza wszystko to, co spowodowało poprzedni płacz, by w chwilę później, płynąć w różowej wizji kłębiących się obłoków
( to moje subiektywne odczucie, każdy czuł i widział coś innego) z poczuciem głębokiego spokoju…

hug-1315545_1920
Warto było przełamać w sobie, wszystkie bariery przed tym wyzwaniem, by ujrzeć w oczach siedzącego na wprost mnie mężczyzny wdzięczność i wzruszenie…. Z perspektywy czasu, dostrzegam bezsens upartego trwania w cierpieniu i wylewania z siebie „gorzkich żalów”. Tyle zmarnowanych miesięcy, tyle straconych lat. A wszystko skumulowane i przetransformowane w choroby, które mnie nawiedzały skutecznie i dość często. Minimum jedno L4 w miesiącu…Cóż, zostawiam to za sobą. Mam już narzędzia, które pomagają mi sukcesywnie, krok po kroku, wychodzić na plusie z przeszłości, a tym samym cieszyć się coraz lepszym zdrowiem. A polip? Ha!… Z dnia na dzień oddycham coraz lepiej, bez żadnych medykamentów. Proces rozpoczęłam od masaży i kąpieli w dźwiękach, po drodze w mój życiowy bukiet, wpięłam radykalne wybaczanie, operacje fantomowe i swoją pracę nad samą sobą. Kiedy czuję wściekłość na cokolwiek i zaczynam zachowywać się jak zraniona łania, korzystam z arkusza lub piszę TRZY LISTY przez TRZY DNI. A kiedy je palę i spuszczam z wodą w toalecie, odzyskuje pełen spokój. Uczę się kochać siebie i dbać o własne potrzeby.

14114621_10210572764693322_359160006_o
Uśmiecham się na myśl ewentualnych oskarżeń o bycie egoistką, bo nareszcie nią jestem i to w najbardziej z pozytywnych sposobów. Czego i Wam życzę z całego serducha!
Wszystkich zainteresowanych zgłębieniem tematu RADYKALNEGO WYBACZANIA, albo jeśli nie bardzo wiecie jak to zrobić samemu, zapraszam do kontaktu z Radomirą, do której Facebooka link znajdziecie w tym tekście powyżej.

 

arkusz-radykalnego-samowybaczania

 

 

 

 

 

Leave a Comment

Filed under Tu i teraz...

Comments are closed.