Przepis na garba na plecach!

Przegryzając kolejną porcję sałatki warzywnej, na etapie rozdrabniania ogórka zielonego, w mojej głowie zaczęły się pojawiać takie oto refleksje : Co jeszcze będę musiała przeżyć albo co stracić aby ruszyć z miejsca???

Kiedyś uważałam, że z racji pochodzenia i mądrości przekazywanych z pokolenia na pokolenie, kariery wielkiej to ja nie zrobię. Wręcz przeciwnie…w myśl ulubionego powiedzenia mojego taty „głową muru nie przebijesz”- zaliczę dno, ewentualnie będę miała odciski na rękach od łopaty.

Wszyscy dorośli, z którymi miałam do czynienia, jako misję życiową uważali sprowadzanie mnie na ziemię i podcinanie skrzydeł…Nieeee…. no według ich głębokich przekonań to starali się mnie ustrzec przed złem i rozczarowaniem. Wiem, że na ówczesne czasy robili to, co najlepsze dla mnie, według własnego mniemania, ale skutki tych starań były raczej mizerne. Jak tylko ośmieliłam się podzielić swoimi marzeniami, patrzyli na mnie z ubolewaniem i rozpoczynali wykład umoralniajacy, wskutek czego gasili we mnie wszelki entuzjazm. Byłam jednak młoda, niepokorna i pełna energii zatem, na pierwsze porażki długo czekać nie musieli…

Po każdej kolejnej, z braku wsparcia lub słabej motywacji, zatracałam wiarę w siebie i swoje możliwości. Jednym z moich większych marzeń, za którym podążałam niczym ćma do ognia, była miłość. Miłość romantyczna, wzajemna, nieśmiertelna…taka wiecie…ona szara myszka, on bożyszcze tłumów, który poza nią świata nie widzi. Tiaaaa za dużo chorowałam jak widzę, a z braku laku to i Harlequin dobry 😛

Jako niepoprawna romantyczka o niezwykle mocnym kręgosłupie moralnym, wchodziłam i tkwiłam w przedziwnych związkach. Tak, wiem…dzięki nim mam teraz spory bagaż doświadczeń, z których mogę czerpać niczym ze źródła, albo innej skarbnicy. No i oczywiście dzięki każdemu z tych doświadczeń, jestem taka a nie inna. Nurtuje mnie jednak pytanie…”Czy ten bagaż nie mógł być nieco mniejszy?!”…Jak tak dalej pójdzie to się garba dorobię zamiast szczęśliwego związku !!!

Moja sytuacja finansowa również pozostawia wiele do życzenia… Utknęłam na dnie i w dzień największej tęsknoty za miłością, ubrana w chabrową sukienkę, popierdzielałam przez miasto, z walizką w kwiaty, wypełnioną przedmiotami na sprzedaż. Nadal jednak wierzę w to, że zanim zacznę rozważać sprzedaż nerki, zdarzy się coś, co zmieni moje życie. Póki co lista wierzycieli rośnie, a mnie czasem w nocy płyną łzy ze wstydu. Obiecałam sobie jednak, że się nie poddam,a moja opowieść tak się nie skończy!

Tak to podążanie za miłością wpakowało mnie w sidła małżeństwa, a w efekcie końcowym na garnuszek do mamy i babci. Cała ta sytuacja jest dla mnie potwornie trudna. Uczy mnie pokory i zmusza do czegoś, z czym dotychczas miałam ogromny problem. Otóż uczę się proszenia o pomoc i przyjmowania jej. Kiedy pisze te słowa z moich oczu kapią łzy, bo dociera do mnie jak trudna to lekcja…

Na domiar tego wszystkiego, tracę po kolei wymówki. Jedną z nich był mój pies. Teraz go nie ma i tak naprawdę mogłabym pojechać gdzie chce i robić co tylko mi przyjdzie do głowy, ale nadal jestem tu, gdzie byłam. Dlaczego??? Nadal szukam na to pytanie odpowiedzi, choć pewnie ją znam, ale boje się do tego przyznać?! Moje życie to ruchoma szachownica, z której znikają różne postacie, a w ich miejsce pojawiają się inne, piękniejsze, bardziej wartościowe. I ta właśnie sytuacja, chociaż boli, to jednak napawa mnie radością.

Fotografie077a
Z dnia na dzień, materialnie mam coraz mniej, za to pomnaża się we mnie bogactwo mentalne i emocjonalne. Zmieniają się wartości, sama zaczynam stanowić wartość dla siebie i innych, o czym codziennie dają mi znać dobrym słowem czy gestem. To cieszy i buduje mnie niezwykle. Przy kolejnej stracie materialnej odczuwam spokój i coraz mniejszy strach. Relacje z ludźmi są znacznie głębsze i lepiej się komunikujemy. Jedni odchodzą nie szczędząc mi przykrych słów, a pojawiają się nowi lub dawno nie widziani, i to w chwilach kiedy najbardziej potrzebuje pomocy…

list-800759_1280
Jeśli chcesz aby Twoje życie się zmieniło, aby zmienili się ludzie wokół Ciebie to zacznij te zmiany od siebie! I ja to właśnie robię, czasem świadomie, a czasem nie.

Na koniec kilka słów do wszystkich życzliwych mi osób, do moich prawdziwych przyjaciół…DZIĘKUJE, ŻE JESTEŚCIE PRZY MNIE!

2 thoughts on “Przepis na garba na plecach!

  1. Piękny tekst Madziu , przyjemnie się to czyta 🙂
    Dodatkowo bardzo do mnie przemawia to , w jaki sposób piszesz
    i dobierasz słowa .
    Cieszę się , że dane mi było Cię poznać 🙂
    Dziękuję 🙂

  2. I wzajemnie drogi Arturze…i wzajemnie, cieszę się, że lubisz mnie czytać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.