Przebudzenie

To był początek października, piąty albo szósty jego dzień, kiedy mój sen został przerwany dźwiękiem z telefonu oznajmiającym nadejście powiadomienia z Facebooka.
Tak bardzo nie chciało mi się wstać i nie był to problem danego dnia akurat, ten stan trwał już dość długo…za długo…
Westchnęłam wyciągając rękę w stronę telefonu, kilkoma kliknięciami znalazłam się w powiadomieniach i przed moimi oczami pojawiła się informacja o śmierci Anny Przybylskiej…miała 36 lat, dokładnie tyle ile ja mam obecnie. Była piękna i młoda, miała dla kogo żyć a teraz jej już nie ma…Czas się dla mnie zatrzymał w miejscu bo oto dotarło do mnie, że jestem potwornie nieszczęśliwa?! Jestem w związku, który mnie niszczy jako człowieka i kobietę, zabija we mnie energię i chęć do życia, radość, optymizm…nie dając nic w zamian, nic pozytywnego. Odkryłam, że jestem w miejscu, w którym tak naprawdę nie chce już być i z człowiekiem, z którym nie chce być, ale nie umiem go opuścić bo go kocham?! W chwilę po tym płakałam jak małe dziecko a mój donośny szloch echem odbijał się od ścian mieszkania. To był początek głębokiej otchłani w jaką zaczęłam się staczać…
Całą drogę samochodem do pracy przepłakałam przy dźwiękach ,dedykowanego A. Przybylskiej w radiu utworu : 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.