Pozytywny egoizm???

Z pewnością nie jeden raz w życiu, wpakowaliście sobie ma talerz więcej, niż byliście wstanie zjeść. I jestem przekonana o tym, że nawet kiedy wasze własne ciało domagało się odpoczynku, to nadal dokładaliście sobie tak zwanych, ważnych spraw do zrobienia przed snem. I po co to komu? Nadrobiliście w ten sposób jakieś zaległości? A może zrobiliście sobie nowe ? Nie wyspani, wykończeni po nocy, która wedle wszelkich prawideł powinna być regeneracyjną? Kwitniemy, niczym zombi, wisząc na rurkach w autobusach. Śliniąc się niemiłosiernie, tkwimy z głowami przy szybach, pozostawiając na nich tłuste plamy.

A propo’s dokładek…Czy są wśród moich czytelników tacy, którzy w imię dobrego serca, życzliwości i chęci bycia pomocnym, pomagają innym zapominając kompletnie o sobie? Z powodzeniem wśród wielu osób, znalazłabym szerokie grono klubowiczów, gdybym takowy klub postanowiła założyć. Ale nieeee….wolałabym abyście się nareszcie przebudzili?! Często zastanawiam się co sprawia, że wszyscy tak pędzimy, wręcz bez opamiętania do przodu? Co sprawia, że uważamy siebie, za wręcz nieśmiertelnych lub planujemy życie na emeryturze, której możemy w ogóle nie dożyć?! Nie, nie..ja nie zamierzam nikogo tu straszyć, tylko przelewam na bloga to, o czym ostatnimi czasy myślę bezustannie…

Ludzie nadal nie umieją żyć tym co dzisiaj. Ciągle tkwią albo w przeszłości, rozpamiętując to, co mogłoby być inaczej, lub odkładają prawdziwe życie na później. Żyją według jakichś dziwnych schematów, przekazują sobie z pokolenia na pokolenie reguły, które nie uszczęśliwiały ani ich przodków, ani ich samych. A teraz wdrukowują tę teorię swoim ukochanym dzieciom, w imię miłości, chcąc dla nich wszystkiego co najlepsze.

Czy to się kiedyś skończy?! Czy uda nam się wreszcie wyzwolić z tego obłędu? Kiedy nareszcie zrozumiemy, że zmiany zaczyna się od siebie, a nie próbuje się bezustannie mówić innym, co mają zmienić w sobie? W dobie szeroko propagowanego rozwoju osobistego, nadal wszystko to, o czym czytamy w książkach, pozostaje w sferze gadania. Czynów kompletnie brak, albo są one tak mało skuteczne i tak wielokrotnie powtarzane, że stają się zupełnie bezużyteczne. Ciągle skupiamy się na tym co inni powiedzą lub co zrobią, zamiast zająć się własnym życiem, od podstaw.

Dochodzę do wniosku, że prawdą jest iż ludzie tak naprawdę nie chcą się przebudzić i kompletnie nie zależy im na szczęściu. A jeśli nawet mówią coś innego, to jest to czysty, pozbawiony głębszego sensu frazes. Dlaczego tak myślę? Otóż przytoczę wam tutaj słów parę z  książki Anthony de Mello „Przebudzenie”, które wywarły na mnie ogromne wrażenie:

” Pierwszym krokiem do przebudzenia jest uczciwe przyznanie się, że to ci się nie podoba. Nie chcesz być szczęśliwy. Chcesz przeprowadzić mały test? No to spróbujmy. Zajmie Ci to dokładnie minutę. Możesz zamknąć oczy lub pozostawić je otwarte. To nie ma znaczenia. Pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz, z kim jesteś bardzo blisko, o kimś kto jest Ci bardzo drogi i powiedz do niego w myślach: BARDZIEJ PRAGNĘ BYĆ SZCZĘŚLIWY, NIŻ MIEĆ CIEBIE. Zobacz co się dzieje. WOLĘ BYĆ SZCZĘŚLIWY, NIŻ MIEĆ CIEBIE. GDYBYM MIAŁ MOŻLIWOŚĆ WYBORU, BEZ WAHANIA WYBRAŁBYM SZCZĘŚCIE. Ilu z was podczas wypowiadania tych słów czuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie co z nami zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: JAK MOGĘ BYĆ TAKIM EGOISTĄ. Ale spójrzcie, kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie : JAK MOŻESZ BYĆ TAKIM EGOISTĄ, ŻE WYBIERASZ SZCZĘŚCIE ZAMIAST MNIE? Czy nie miałbyś ochoty wówczas jej odpowiedzieć : WYBACZ, ALE JAK MOŻESZ BYĆ TAKIM EGOISTĄ, ŻEBY WYMAGAĆ ODE MNIE, BYM WYŻEJ CENIŁ CIEBIE OD SZCZĘŚCIA? 

Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn- jezuita- głosił rekolekcje w kościele Jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami : SPEŁNIENIEM MIŁOŚCI JEST POŚWIĘCENIE, JEJ MIARĄ BRAK EGOIZMU. Wspaniałe stwierdzenie. Zapytałem ją:

Czy chciałabyś, abym Cię kochał kosztem mego szczęścia?
-Tak – odparła.

Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nieważne, niech żyje miłość. ”

Ten fragment książki, zmienił diametralnie moje podejście do samego szczęścia jak i do miłości. A co Wy o tym myślicie? Czy nadal uważacie, że chcecie być szczęśliwi, a może wolicie kochać pomimo wszystko? Czy można wymagać od drugiej osoby, aby w imię miłości zapomniała o własnym szczęściu, uszczęśliwiając tym samym NAS SAMYCH?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.