Poranne paranoje…

Dopijam poranną kawę, wycierając monitor. Poplułam go osobiście, czytając komentarze umieszczone na moim blogu, przez kolejnego ze spamerów. Tym razem SPAMER był „zagramaniczny” i posłużył się zapewne do stworzenia owego komentarza translatorem. Wyraził swą  niezwykle błyskotliwą opinię do tekstu pt. „Człowiek zwierzę stadne..”. A oto sam komentarz: „Tylko czy Zwierz nie wie ze swinki tak samo jak szczury sa stadne? Irenka bedzie nieszczesliwa bez prosiaczkowego towarzysza.” Umarłam…..hahahahaha, biedna Irenka 😛

Nie wiem co na to Irenka, ale ja przez chwilę nie udźwignęłam wagi owego spostrzeżenia, opluwając własnego laptopa. Tego typu przypadki, ostatnio podążają za mną, gdziekolwiek się nie udam. Najświeższa historia miała miejsce wczoraj i z przykrością muszę stwierdzić, że pasażerowie z rana, pozbawieni są kompletnie poczucia humoru. Być może ten fakt, może mieć swoje podłoże w izolacji od świata zewnętrznego, za pośrednictwem słuchawek i muzyki z niej płynącej? I tak oto, codziennie rano, przemierzam ulice Gdańska, wewnątrz pojazdu wypełnionego ZOMBI. Nikt się nie uśmiecha. Każdy obserwuje ukradkiem lub zupełnie jawnie gapi ci się w twarz. Złapany na gorącym uczynku, ucieka wzrokiem lub nie robiąc sobie nic kompletnie z tego faktu, nadal się gapi.

Kierowca pojazdu, którym wczoraj udawałam się do pracy, słuchał dosyć głośno radia RMF FM. Szczęśliwie trafiłam na kolejny felieton Olbratowskiego. Tym razem, rozprawiał nad upadkiem czytelnictwa w Polsce. Porównywał statystycznych czytelników, tudzież ów spadek do ilości poparcia dla PiSu….ale ja nie o tym, od polityki trzymam się jak najdalej tylko mogę…Ubawiły mnie próby streszczania wielkich dzieł literatury polskiej, do dwóch maksymalnie zdań oraz przełożenie dramatycznej historii miłosnej, na coś w kształcie slangowego tekstu. Ubolewam, że nie pamiętam o jaki tytuł chodziło, gdyż z chęcią przytoczyłabym ów skrót. Tak czy inaczej, felieton zakończył się szablonowym sposobem reklamowania przez banki swoich kredytów. Coś w stylu: ” Przykładowa książka, taka nówka, nie jakiś bestseller, kosztuje ok 30 zł. Tylko 30zł, a ileż w niej słów w tak niskiej cenie??? Biorąc pod uwagę ilość dni w miesiącu, albo i w całym roku, jeden wyraz mamy prawie za darmo!” Parskałam śmiechem jeszcze dwa kolejne przystanki, wzbudzając zainteresowanie reszty pasażerów….

A tu macie linka do owego felietonu, który znalazłam specjalnie dla Was….normalnie kocham GOŚCIA!!!

FELIETON OLBRATOWSKIEGO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.