Pomagać czy nie…?

Czy mieliście kiedyś poczucie, że jednocześnie robicie coś dobrego, ale i złego? Przy czym to dobre odnosi się do osoby, której pomagamy, którą wspieramy, a to złe do nas samych? Czy normalnym jest odczuwanie dysonansu, za każdym razem kiedy jesteśmy proszeni o pomoc? Czy to kwestia osoby proszącej, czy też nas samych? Kiedy całe życie robimy coś dla innych, aby sprawić im przyjemność, a zupełnie zapominamy o sobie, to czy to poczucie, jest sygnałem naszej zmiany na lepsze, czy na gorsze? Jesteśmy Ci źli, a może nareszcie dobrzy dla samych siebie?! Odkąd pamiętam, pochylałam się nad każdym potrzebującym. Znosiłam do domu brudne i zapchlone psy. Przygarniałam do mieszkania rodziców znajomych , którzy z różnych powodów, nie mieli gdzie się podziać. Niestety za każdym razem, ta cienka granica mojej cierpliwości była naruszana. Czy coś z tą sytuacją robiłam? Nie, zaciskałam jedynie bezradnie zęby lub płakałam w poduchę, nie umiejąc asertywnie odmówić. Zmiany jakie we mnie narastają od pewnego czasu, pokazują mi obraz zupełnie innej mnie. Coraz częściej i z większą satysfakcją potrafię dbać o swoje. Nie jest to być może jeszcze stan idealny, ale o niebo doskonalszy od lat poprzednich…i to mnie ogromnie cieszy.

Praca nad sobą to ogromnie ciężki i długi proces, dlatego jestem wdzięczna za to, że swoją decyzję już dawno podjęłam, a jej konsekwencją jest wszystko to, czego doświadczam i ludzie, których na swojej drodze spotykam. Nie wierzę w przypadki. Wierzę, że wszystko co nas spotyka jest po coś, a ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu, by za chwilę zniknąć, także nie robią tego dla rozrywki. Uczę się nie przywiązywać ani do miejsca, ani zbytnio do ludzi. Jeśli jednak czuję, że są jakiego powodu mi bliżsi, lub wnoszą w moją egzystencję ogromną wartość, to staram się im na bieżąco o tym mówić. Dzisiaj krócej niż zwykle…zmęczona jestem potwornie, lecz przed snem chciałam się podzielić taką oto refleksją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.