Póki nie przeminie…

13838479_530209043829754_237073621_o
To miał być kolejny tekst o babci… Gdy siedząc w pociągu, zastanawiałam się czym mnie tym razem zaskoczy nasza Seniorka, kompletnie nie spodziewałam się tego, co zastałam na miejscu…Pierwsze co postanowiłam sprawdzić zaraz po zdjęciu obuwia było to, czy nadal jestem rozpoznawalnym członkiem tej rodziny w oczach babci, czy też obcym babskiem, które bez pytania plącze się po chałupie?! Na moje „dzień dobry” odpowiedziała tym samym, lecz jej oczy zdradzały jakiś niepokój. Po chwili wymówiła moje imię. Pamięta…uśmiechnęłam się, całując Jej pomarszczone niczym rodzynki policzki. Rozpoznała i moją siostrę, lecz kilka chwil później zapytała naszej mamy, czyje jesteśmy?

Już nie mruczy pod nosem, nie łazi za nami i nie wygania do własnych domów. Nie pamięta jednak o tym, że dosłownie przed minutą była w toalecie…że jadła i co jadła…Jeszcze w Wielkanoc wyglądała jak beczułka na dwóch zapałkach. Teraz owa beczułka ledwo się przemieszcza, zapomina dokąd szła i po co? Czasem nie zabiera swej laski, którą jeszcze niecały rok temu, okładała mnie siarczyście, budząc w nocy światłem latarki.

Nie będzie to kolejny zabawny tekst o babci, lecz o starości, o przemijaniu i miłości. Gdy sięgam pamięcią do dzieciństwa, jak przez mgłę pamiętam skalpowanie podczas czesania, zmuszanie do jedzenia i zabranianie kompletnie wszystkiego, co budziło wtedy naszą dziecięcą ciekawość. Pamiętam za to wszystko to, co było dobre. Wspólne siedzenie na schodach przed domem, pachnące i smaczne, świeżo obrane ogórki zielone. Pamiętam kanapki z pomidorkiem, truskawkami i kawę inkę. Z uśmiechem wspominam wieczorne granie w karty i spanie w poprzek łóżka, z kocykami na krzesełkach, na których spoczywały nasze stopy. Oczami wyobraźni, widzę kieszenie domowej podomki, które wypchane były słodyczami….nie brakowało ich zresztą u babci w całym domu. Poupychane były we wszystkich możliwych kątach i zakamarkach. To właśnie babcia Łukaszkowa, przemierzając wioskowe uliczki, rozdawała dzieciakom cukierki. Nie omieszkała przy okazji, każde z osobna przepytać…

Jednak zawsze spieszyła z pomocą. To Ona znała wszystkie przepisy na ziołowe mikstury. Wiedziała co podać na kaszel, co na gorączkę, a co z kolei ukoi ból wątroby. Ludzie przychodzili do Niej się wygadać, ale i po pomoc. Teraz, kiedy patrzę jak śpi na kanapie zwinięta w precelek, taka bezbronna i pomarszczona, to łezka mi się w oku kręci. Ta bezbronna staruszka, czasem doprowadzająca swym zachowaniem do furii, zdana kompletnie na moich rodziców, jest naszym ostatnim łącznikiem, z dzieciństwem w Sandomierzu. Najstarsza i ostatnia SENIORKA w naszej rodzinie… Ile jeszcze z nami pobędzie? tego nie wie NIKT! Dlatego tak ważne jest to TU i TERAZ …z NIĄ…PÓKI NIE PRZEMINĘŁA

 

1 Comment

Filed under Tu i teraz...

One Response to Póki nie przeminie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.