Pierwsze koty za płoty!

Siedzę sobie właśnie wygodnie, na fotelu przed komputerem. Nogi ułożone mam na łóżku obok, a na kolanach trzymam prezent urodzinowy mojej siostrzenicy. I właśnie ten prezent, do niedawna, budził we mnie dosyć spory lęk. Jako dorosła osoba, ciocia, która pomagała w przygotowaniach i wyborze tegoż prezentu, nie mogłam sobie pozwolić na dezercje.Zwłaszcza na widok tego oto osobnika. Owym prezentem, jest cudownej maści kocur. Ten czteroletni futrzak, wzbudził we mnie ogromne uczucie do siebie i co ważniejsze sprawił, że zamiast odczuwać dyskomfort w jego obecności, czekam aż wskoczy na moje kolana. Wbijając pazury w uda, aby zabezpieczyć się przed upadkiem, włącza wewnętrzny, niby głośniczek, z tak donośnym, wibrującym pomrukiem, jakiego dotąd jeszcze nie słyszałam. Masochizm w imię miłości? W tym przypadku jak najbardziej taaaak!
A pisze o nim, w kontekście przełamywania lęków, bo każdy z nas ma je różne, różniste, czasem wręcz niewytłumaczalne. W trakcie głaskania, kotek ten, postanowił wbić mi pazury w rękę z obu stron. Dopełniając całości, tego zaskakującego incydentu, zęby wbił mi w przedramię i tak zastygnął.
W pierwszej chwili, poczułam ogromną potrzebę odskoczenia od niego i intensywnego machania ręką, w celu oderwania tej pijawki od siebie. Biorąc pod uwagę moją siłę, zapewne wylądowałby na ścianie, a ze strachu, nie wylazłby spod łóżka do mojego wyjazdu. Stała się jednak rzecz dość przedziwna. Kiedy opanowałam te obezwładniającą potrzebę, dotarło do mnie, że to…czego właśnie doświadczam, zupełnie nie boli. Co prawda czuje jego wbijające się pazurki i ząbki, niczym igiełki,  ale jest to jak najbardziej do przeżycia.. Jakby czytając w moich myślach, kotek puścił. Przeżyłam…Za to po tym wydarzeniu , poczułam jakby jedna z blokad, spowodowanych strachem puściła.

Kolejną rzeczą jakiej doświadczyłam dzięki temu kotu, to próba zaśnięcia ze świadomością, że w każdej chwili może na mnie wskoczyć. Dlaczego taka opcja była w ogóle możliwa? Gdy pierwszego już wieczoru, kiedy położyłyśmy się z siostrą spać, kot ów, z rozpędem,  wpakował się na nasze łóżko i jako miejsce spoczynku, wybrał moją klatkę piersiową. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa fakty. Pierwszy, to sam sposób w jaki to zrobił, a po drugie, byłam akurat podłączona do płyty z nagraniem hipnoterapeutycznym, które od jakiegoś czasu testuje. Wyobraźcie sobie….pokój pogrążony w ciemnościach, ja leżę na plecach, wsłuchując się w głos, który mi mówi „ wszystkie twoje mięśnie są rozluźnione…” gdy nagle wskakuje na mnie, ni stad ni zowąd, bez najmniejszego ostrzeżenia bestia. Do tego mości sobie wygodne posłanie z mojej koszulki, wpychając swoją głowę pod moją brodę. Znam to nagranie dość dobrze, ale od pewnego momentu, wysłuchawszy zaledwie jednej trzeciej tej płytki, zasypiam niczym kamień. Tym razem było jednak inaczej. Wysłuchałam całości do końca…ponad godzinna audycja heh…Bo jak tu się rozluźnić, skoro nieznany tobie bliżej typ, zalega Ci na klacie?

Pierwszy stolec w kuwecie, będzie kolejnym doświadczeniem, jakie zapamiętam po wsze czasy. I ten bieg siostry do okien i drzwi tarasu, a potem skok pod kołdrę, spod której wystawały nam jedynie oczy…na szczęście oczami, nie byłyśmy wstanie poczuć w pełni tego smrodu. Gdzie w tym czasie była dumna właścicielka kota? Spała w najlepsze 😀 A na wspomnienie owego wydarzenia odpowiada: „ No przecież spałam, hello???” albo „ ale jesteście miłe….własnemu dziecku tego życzycie!” I tak, pierwsze dni z kotem, upłynęły nam na zadrapaniach skóry, odciskach zębów i pieszczotach. Jego zachowania, były równie irracjonalne, jak i moje obawy względem niego. Tak było jeszcze w poniedziałek…..dzisiaj nie mogę się doczekać, aż znowu mnie odwiedzi, bo gdzieś w międzyczasie polazł….

IMG_5190
www.eyenne.com „Szijo” 😉

 

4 thoughts on “Pierwsze koty za płoty!

  1. Jak będziesz się go za bardzo bała, to możesz mi go odstąpić. Chętnie się nim zaopiekuję, pomiziam i w ogóle.
    Pozdrawiam!

  2. Hmmm…nie jestem wstanie oddać zwierzątka, które nie należy do mnie…a nawet gdyby należało, wolałabym przełamywać swoje lęki niż go oddać komuś, niezależnie jak dobrym byłby człowiekiem. Skoro decydujemy sie wziąć zwierze do siebie, to czyż nie jestesmy za nie odpowiedzialni do końca jego życia????

  3. Zarąbiste kocisko!!! Ale się uśmiałam 😀 Sama bym takiego chciała, gdyby nie moja cholerna alergia. Przepraszam za wyrażenie, ale to jest złośliwość losu – tak bardzo kochać zwierzęta i nie móc mieć takiej przytulanki w domu. Straszne! A tak w ogóle to miałaś zamieścić filmik, jak kocisko Cię drapie 😀 Czekam z niecierpliwością na następne wpisy o przygodach Twoich i Pana Kocura 😀

  4. Masz racje…miał być filmik…i być może będzie, niestety z pewnych powodów technicznych, nie byłam wstanie go tym razem dodać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.