Nowe zmiany i stare niezmienne.

Niby dzień jak co dzień….zaskoczył mnie jednak obfitością emocji i tym, że nawet w tym momencie nadal się uśmiecham.
Od samego rana, wszystko wokół mnie pędziło w szalonym tempie. Rozmowy z pacjentami, wycinanie elementów z kolorowego papieru, które już za chwilkę, wśród wesołych rozmów, przeistaczały się w łąki kwiatów. Jakby tego było mało, odbyłam niezwykle inspirującą rozmowę, z przystojnym mężczyzną o radiowym głosie, który w trakcie rozmowy….nieistotne cóż on takiego zrobił…Ważne jest to, że pomimo upapranej klejem i bóg wie czym jeszcze bluzie szpitalnej, groteskowej fryzurze, uzyskanej poprzez zupełnie przypadkowe upięcie pasma włosów, tworzących niegdyś grzywkę, maleńką spineczką,na czubku głowy…kurcze, była w tym wszystkim jakaś chemia! Wyglądałam jakbym miała 5 lat i kręcone zęby…. bez szans na kontynuacje…szlag by to!!! Odnajduje w tym poplątaniu z pomieszaniem jakiś plus…poprosił o numer telefonu….i go dostał!

Zapewne znacie określenie „jeść w biegu”…ale czy na pewno???? W drodze na kolejny oddział szpitalny, w którym również prowadzę zajęcia, poczułam głód. Moja jaźń została opętana przez myśl o drożdżówce…zatem, takową nabyłam w szpitalnym bufecie. Obładowana niczym juczny osioł, szurałam klapkami służbowymi biegnąc alejką parkową, dzielącą oba moje miejsca pracy. W prawej dłoni, trzymałam worek z nabytkiem, na widok, którego dosyć obficie się śliniłam.
W efekcie, biegnąc – pochłaniałam to cudo! Kiedy do szurałam do schodów wejściowych, wpychałam do ust ostatni kęs. Na drugim piętrze, gdzie dotarłam schodami, z trudem łapałam oddech. Ledwo przekroczyłam próg oddziału, ze swojego gabinetu wyskoczyła Oddziałowa. Podbiegła do mnie i wskazując mnie palcem wykrzyknęła:
–  ZOSTAJESZ!
Powiedziała to z uśmiechem na twarzy, po czym obracając się na pięcie, wróciła do swojego biurka. Przez chwilę byłam zaskoczona, ale za jej namową, postanowiłam upewnić się co do tej informacji w kadrach. Decyzja ta nie ma jeszcze oficjalnego charakteru, ale sposób jej przekazania rozbawił mnie konkretnie. Moje wewnętrzne bateryjki dostały kolejnego kopa. Z pewnością powodem tego kopa był fakt, że od tygodnia mentalnie przygotowywałam się do odejścia.

Po tych wydarzeniach zaczęło się…wygłupy z pacjentami i odwiedzającymi ich rodzinami, żarty z personelem i hurtowe wycinanie płatków do kwiatów, jakie zasilą gigantyczną łąkę, którą od pewnego czasu, tworzymy z pacjentami na zajęciach grupowych. Nawet nie wiem kiedy, kolejny dzień mojej pracy, w rekordowym tempie dobiegł końca. Byłam jak staruszek, któremu zakwita dróżka. Z uśmiechem niczym orka, podjechałam do szpitalnego szlabanu, a ten otworzył się nim zdążyłam wyjąć kartę. Po drodze mijałam ludzi, na zmianę zastanawiając się, czy widzą te „uchachaną” babę w seicento, a może nikt niczego nie zauważa, bo niby na co tu się gapić??? Ot mechaniczna pomarańcza, a w niej blondyna z uśmiechem a’la Jocker 😛

W domu czekały na mnie dwa pokolenia kobiet, wystrojone i gotowe do drogi. I nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie fakt, że w trasie ryczałyśmy z mamą ze śmiechu. A to siwiejący pan, w idiotycznym kaszkiecie za kierownicą kabriolet’a, o wdzięcznej rejestracji : W…HJP (zagramaniczna taka hahahah), który jak za dotknięciem czarodziejskiej „pały” zrzucił owo nakrycie i przegrabił coś, czego pozostało mu już niewiele, obczepioną złotem dłonią. Mama stwierdziła, że takim autkiem to by nie pogardziła, co ja skwitowałam tekstem:

– Tylko tego dziada trzeba by wysadzić!

Kiedy docierałyśmy do hipermarketu, sprawdziłam przytomność umysłu babci, w trakcie parkowania na podziemnym parkingu wołając:

 – Babcia, a teraz do piwnicy!

escalataor-698641_1280
Pech chciał, że z podziemnego parkinu, jedyne wejścia na teren hipermarketu to schody. Zwykłe i ruchome, płaskie pasy. Musielibyście widzieć to, co wyczyniałyśmy, aby ta nasza starowinka dotarła na górę w pozycji pionowej, a nie horyzontalnej?! Ja ją trzymałam pod rękę, a mama na klacie, gdyż babcia jak na złość leciała do tyłu. W drodze powrotnej jeszcze lepsze jaja. Nie było człeka, który by się za nami nie obejrzał. Ja przodem, babcia za mną trzymając mnie oburącz w pasie, a z nią mama…z torbami i ciupagą , która robi za laskę babci. Zamiast naklejki „dzielny pacjent” zafundowałyśmy babci waniliową gałkę, na ławce w parku.

ice-cream-690403_1280
Tak to żyjąc w przyjaźni ze zmianami, akceptując je, otrzymujesz coś, czego zupełnie się nie spodziewasz i na dodatek świetnie się przy tym bawisz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.