Niespodziewanie szybki gość…!

Kiedy po dwudziestu paru godzinach jazdy autokarem, bez możliwości oddania moczu, z wielu dość zabawnych powodów, dotarłam do Teramo, czułam się jak rozbitek po wielomiesięcznym dryfowaniu. Dlatego stawiając stopę na włoskiej ziemi, miałam wręcz ochotę ją ucałować.

Jedynym moim marzeniem było dopaść toalety. Jednak nie o tym chciałabym dzisiaj napisać, a o moich perypetiach z mieszkańcami tegoż miasta. Rozpoczynając moją edukację w kwestii języka włoskiego, mama zaczęła od przeprosin. Mówiła:
Wybacz córciu, nie takich słów chciałabym uczyć własne dziecko, ale uwierz mi, jestem przekonana, że niedługo Ci się przydadzą?!

Wkrótce miałam się przekonać, że miała rację. I tak nauczyłam się miedzy innymi mówić„ spieprzaj” (delikatnie rzecz ujmując) hahahaha.

Był piękny słoneczny dzień, kiedy umówiona z mamą, w jej miejscu pracy, wsiadałam do autobusu miejskiego jadącego pod szpital. Tam właśnie pracowała moja mama. Stanąwszy przed drzwiami wejściowymi, szybko odtworzyłam wszystkie znane mi formy powitania i zdanie wyjaśniające powód mojej obecności w tymże przybytku. Wzięłam głęboki oddech, po czym zrobiłam krok do przodu. Drzwi się przede mną rozstąpiły, a ja przeszłam środkiem niewzruszona, delikatnie zerkając w stronę portierni. Niestety, najwidoczniej wzbudziłam zainteresowanie jednego ze strażników, bo podszedł do mnie i zaczął zasypywać mnie serią słów w swoim ojczystym języku. Patrzyłam na niego jak ciele w malowane wrota, po czym uśmiechnęłam się i wydukałam „naumianą” historyjkę o tym, kim jestem i do kogo tu przyszłam. Zrozumiał, bo na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
– Aaaaa Edi?- zapytał, a ja domyśliłam się , że pod takim pseudonimem tu mama funkcjonuje.
– Si! – to jedyne co na szybko przyszło mi do głowy.
Strażnik machnął ręką wskazując mi drogę. Odetchnęłam z ulgą. Pierwsze koty za płoty. W pewnym momencie, zobaczyłam mamę wychodzącą z windy. Ucieszyłam się niesamowicie. I tak, po zapoznaniu się z paroma koleżankami mamy z pracy, dotarłam do wielkiego holu.
Tam miałam czekać do końca jej zmiany. A później obiecany spacer w drodze do domu. Miałam przy sobie, sporej wielkości torebkę, a w niej zestaw rozmówek, słowniki i kilka drobiazgów bez, których kobieta nie może się obejść 😉 Całość stanowiła dosyć ciężki ekwipunek. Za to byłam przygotowana na każdą wręcz ewentualność. I ta ewentualność miała nastąpić jeszcze tego samego dnia…

Spędzając czas na czytaniu rozmówek, kątem oka…tak, tak mam kąt oka :P, zauważyłam starszego mężczyznę, wolnym krokiem zbliżającego się w moim kierunku.
Moją uwagę przykuły jego trzęsące się dłonie. W jednej z nich dzierżył kawałek papieru. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów starszy pan, zatrzymał się dosłownie przede mną. Zaczął mnie poszturchiwać bełkocząc coś pod nosem. Poczułam lekkie zdenerwowanie, ale podniosłam wzrok na jegomościa, starając się ustalić o co mu chodzi. Przez moment nawet poczułam coś na kształt litości. Ale jedynie do chwili, kiedy zobaczyłam, że papierek, który trzyma w lewej dłoni to banknot 10€. Palec wskazujący prawej dłoni, skierowany miał na swój rozporek, a językiem wypychał policzek. Wyraźnie dawał do zrozumienia, czego ode mnie oczekuje. Nie chodziło mu z pewnością o wymianę waluty. Krew zagotowała się we mnie, a w miejsce litości pojawił się gniew. Próbowałam się opanować, niestety jego natarczywość nie ustępowała. Wstałam gwałtownie wypowiadając głośno zestaw słówek nauczonych przez mamę, do wykorzystania w sytuacjach „alarmowych”. Ta wybitnie do nich należała! Gdy ten obleśny staruch nadal tkwił przy mnie nie zaprzestając swoich gestów, zrobiłam zamach i przywaliłam mu z całych sił torebką. Usłyszałam krzyk, po czym ten, jak dotychczas niemrawy dziadek, zaczął rozwijać niespodziewane jak na swój wiek prędkości. W tym momencie wbiegł strażnik pytając mnie czy wszystko w porządku. Potwierdziłam, po czym wyjęłam z torebki telefon aby skontaktować się z mamą.

Minęło parę dni. Kolejny słoneczny, cudowny dzionek we Włoszech, nigdzie indziej niespotykany zapach powietrza. Idziemy z mamą chodnikiem wzdłuż dość ruchliwej uliczki. W pewnym momencie rozmowę przerwał nam widok starszego panna wbiegającego przed samochód.
– Życie mu niemiłe czy co?- zapytała mama.
– Mamo, to ten obleśny dziadek ze szpitala!!!- krzyknęłam do mamy, rozpoznając osobnika, który biegł na złamanie karku, oglądając się za siebie w naszą stronę.
– A to leć i mu popraw- zażartowała mama.
Zaśmiałyśmy się obie, a ja z wyraźnym zadowoleniem zerknęłam na torebkę, którą jak zwykle niosłam na ramieniu, gotowa na wszelkie, nowe znajomości 😉

1 thought on “Niespodziewanie szybki gość…!

  1. Uśmiałam się jak czytałam Twoją historię =D I przypomniałam sobie swoją. Parę lat temu jak byłam w US na Work & Travel, wylądowałam w takim miejscu, gdzie tej „work” było tyle, co kot napłakał. Pewnego dnia, gdy po raz setny przeszłam wzdłuż i wszerz 3 milową ulicę w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy i oczywiście kiedy znowu nic nie znalazłam, usiadłam załamana na przystanku, ubrana jak na egzamin w szkole czyli w białej bluzeczce i czarnej spódniczce, czym odstawałam od reszty Amerykanów, i zastanawiałam się, co robić. Podszedł do mnie Murzyn w białym T-shircie i grubym złotym łańcuchu na szyi niczym z teledysku MTV i zapytał, czemu jestem taka smutna. Opowiedziałam, jak bardzo potrzebuję pracy, tylko że jej tu nigdzie nie ma, a on powiedział, że ma dla mnie świetną propozycję. Pełna ufności zapytałam -„jaką?”, a ów Murzyn wyjął z kieszeni plik banknotów niczym karty do gry w pokera i powiedział, że jego dziewczyna jest czarna, a on chciałby wiedzieć, jak to jest być z białą dziewczyną. Zaniemówiłam i do tej pory żałuję, że nie dałam mu wtedy porządnie w twarz! Jakiś czas potem potrzebowałam szybko dostać się z pracy do domu, a skoro miałam wprawę w łapaniu stopa to wystawiłam rękę i za dwie sekundy ktoś się zatrzymał. Wsiadłam, za kierownicą był uśmiechający się Murzyn, a po chwili zapytał, czy go pamiętam. Na szczęście nic mi nie zrobił, a ze strachu wysiadłam na zupełnie innym osiedlu domków, niż wtedy mieszkałam. I kiedy łapałam stopa, nie wsiadałam już do aut z Murzynami za kierownicą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.