Nie bój się wyrażać emocji

Codziennie próbuje zmienić swą naturę i zostać rannym ptaszkiem, z różnym skutkiem… Czasem, niespiesznie pijąc kawę, ginę gdzieś w czasoprzestrzeni. I codziennie próbuję coś zmienić, wcześniej kłaść się spać, nastawić budzik na wcześniejszą godzinę. Efekt tego jest taki, że po dziesiątej „pobudce”, zbieram swoje zwłoki z ciepłego posłania i próbując nie zderzyć się z futrynami, trafić do kuchni po ulubioną, codzienną porcję, porannej kofeiny.

Odkąd podjęłam decyzję o zmianach, zmiany pchają się do mego życia drzwiami i oknami. Ludzie pojawiają się w moim życiu na chwil parę, inni znikają, a w ich miejsce, z uśmiechem na twarzy i życzliwością w sercu, stają kompletnie nowi. Z zaskoczeniem odkrywam na sobie samej, jak ludzie równie chętnie wydają osądy, co moralizują. Różnego charakteru i maści rady, kłębią się w mojej głowie, a ja niczym sprawny rybak, próbuję wyłowić te najwłaściwsze, przecedzić przez własne serce i intuicję, aby na końcu wprowadzić je w życie. I jak się później okazuje, nie zawsze Ci, którzy zarzekają się, że chcą naszego dobra, istotnie mają takie pragnienia.

Za oknem słychać wiatr, niezwykle donośnie huczy. Czuć jego siłę i mam wrażenie, jakby jego obecność nie była przypadkowa. Jego dźwięk, kojarzy mi się z wymiataniem z mego życia wszystkiego tego, co zbędne, co szkodliwe lub niepotrzebne. Ot taki mój prywatny, w części osobisty WIATR ZMIAN
Skumulowałam w sobie dużo złości. Złości na siebie, na to co się wokół mnie dzieje, coraz częściej wbrew mnie samej. Złości na to, że pozwalam innym decydować o sobie, o tym co zrobię ze swoim życiem i wolnym czasem. Czuję się jak lew, w zapyziałym, wyleniałym ciele kotka, którego wszyscy głaszczą wbrew jego woli. Jaki jest tego skutek? A no taki, że to, co w sobie kumuluje, zaczyna wyłazić ze mnie w postaci psychosomatycznych objawów. Rozpaczliwie poszukuję jakiegoś rozwiązania. Czegoś, co pozwoli mi się pozbyć tej nieprzyjemnej dolegliwości. Jedynym rozwiązaniem na to, jest wyrzucenie z siebie gniewu, powiedzenia na głos wszystkiego tego, co trzymam głęboko w sobie. Czegoś, co siedzi wewnątrz skrzyni z napisem WDZIĘCZNOŚĆ, a z wdzięcznością niewiele ma wspólnego, bo i za co?! Szkoda, że musiało minąć tyle dni, tyle rozmów musiałam przejść z ludźmi, zanim otworzyłam oczy, tak naprawdę. Dotąd jedynie wydawało mi się, że mam oczy otwarte, kiedy tak naprawdę zerkałam na świat przez mikroskopijną szparę, pomiędzy powiekami?! Smutne, aczkolwiek prawdziwe….

banner-1023856_1920
Obecnie, jestem na etapie poszukiwania sposobu na to, jak się pozbyć tego co we mnie siedzi i nie pozwala mi głęboko oddychać. Co trzyma na mej twarzy uśmiech, kiedy miałabym ochotę warczeć lub nawet gryźć?! Jak cudownie, że życie to jedna wielka zmiana, bo zarówno to co dla nas dobre, ale i to co destrukcyjne, kiedyś ulega transformacji. Nie warto zatem poddawać się bezwolnie ludziom, rzeczom, emocjom, które nas niszczą, a w zamian tego szukać rozwiązań do zapoczątkowania zmian. Bo właśnie te zmiany, jak ten wiatr za moim oknem, wymiatają z naszej egzystencji wszystko, z czym nie warto iść przez życie, a przywołują to, co sprawia, że nasze życie staje się pełniejsze. Zatem moi Drodzy nie bójmy się zmian, one i tak nadejdą. A negatywne nastawienie do nich, stawia nas z góry na przegranej pozycji…

Jak mawiał LEM : ” Bądźmy dobrej myśli, bo po co być złej?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.