Metamorfozy…

Zawsze chciałam być drobnej budowy, wysoką jasnowłosą, chudziną. Natura jednak postanowiła inaczej.

Będąc w rzeczy samej niezwykle upartą bestyjką, co tylko mogłam, postanowiłam dopasowywać zgodnie z własnymi pragnieniami, wbrew naturze. I tak oto miedzy innymi…jestem blondynką 😉

Z roku na rok, problematycznym stało się utrzymywanie wagi. W pewnym momencie przestałam także rosnąć. Wyrabiając jednak swój pierwszy dowód osobisty, po orientacyjnej wizycie w gabinecie pielęgniarek, celem dokonania pomiaru wzrostu, dumnie mogłam wpisać 175 cm.
Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas badan okresowych, pielęgniarka uznała za stosowne, dokonanie ponownego pomiaru. Pomimo trzykrotnych prób, w żaden sposób nie byłam wstanie osiągnąć poprzedniej wysokości. Poczułam jak ciśnienie mi rośnie i w jednej dosłownie chwili zrobiło mi się gorąco. Prawda była bolesna….zostałam okradziona! Tylko kiedy?, Jak?, Kto się ośmielił??? Gorączkowo przeszukiwałam w głowie listę znajomych, próbując odnaleźć winowajce. Pięć centymetrów na minus względem młodszej siostry?! Z trudem nauczyłam się akceptować te różnicę. Jednak siedem centymetrów, to już była czysta przesada!

Zanotowałam również pewien nieoczekiwany i zupełnie niechciany przyrost masy. I nie były to bynajmniej mięśnie. Opona tirowa, jakiej w zupełnej nieświadomości, stałam się właścicielką, była skutkiem antykoncepcji. Ta ostatnia z kolei wynikała z ogromnej świadomości i odpowiedzialności za własne czyny. A szkoda….

Rozpoczęłam tedy krucjatę. Diety, siłownia, aerobic. Wszystkie te bitwy przypominały raczej syzyfowe prace. Pięć kilogramów na minus, dziesięć na plus! A kompleksów przybywało….
Kiedy walka wręcz, nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, zamieniłam ją na bitwy psychologiczne. I tak, zamiast zmieniać wygląd, usilnie próbowałam go zaakceptować.
Wbijałam sobie do głowy teksty typu :”Nikt nie jest idealny”, „Jeśli jakiś mężczyzna będzie miał cię pokochać , to pokocha taką jaką jesteś” itp. Rzecz jasna rodzina wspierała jak mogła :”Jak cię nie zaakceptuje brudną, to i czystą trudno!”. Szkoda, że nie dotarło do mnie to, co wiem teraz…. „Jeśli nie podoba ci się twój wygląd, waga, ubiór to po prostu go zmień!”, „Aby móc uszczęśliwić drugą osobę, najpierw musisz być szczęśliwa sama ze sobą?! „. Banalne…jednak w czasie moich batalii zupełnie mi odległe. Ciągle miałam jakieś wymówki. Wiecznie twierdziłam, że nie dam rady. A w chwilach totalnej rozsypki, zajadałam się lodami, ciastami i innymi temu podobnymi przysmakami. Pochłaniałam masę kalorii, a później ta masa pochłaniała mnie….psychicznie!
Nie byłam wstanie patrzyć na swoje odbicie w lustrze, nie wspominając o umiejętności przyjmowania komplementów.
Poczułam, że rozpaczliwie potrzebuje zmiany. Poszukując owej zmiany skróciłam włosy. W ciągu zaledwie miesiąca, z włosów o długości niemalże do pasa, pozostała mi króciutka, męska  fryzurka. Potem z ciemnego koloru, poprzez dyniowaty dotarłam do blondu. Szkoda tylko, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, iż nie o zmianę fryzury tu chodziło, a o zmianę męża ?!

apple-661670_1280
Skłamałabym, gdybym napisała, że nigdy żadnej walki o siebie nie wygrałam. Mam na swoim koncie parę konkretnych metamorfoz. Niestety znając moją tendencje do powielania, starych przyzwyczajeń żywieniowych, wracałam do poprzedniego stanu rzeczy, często z nadwyżką. Kiedy dotarłam już na skraj wytrzymałości, nie będąc wstanie wykonać tak prostego ćwiczenia, jak powiedzenie sobie do lustra ” Jesteś ważna!”, „Lubię Cię!”, postanowiłam to zmienić. Podjęłam decyzję o zmianie własnego życia, wyglądu, powrocie do siebie sprzed lat, sprzed małżeństwa.

Od pół roku nie jem żadnego mięsa z wyjątkiem ryb. Ponadto moje posiłki składają się głównie z warzyw lub/i owoców. Jako ważny element mojej zmiany, wprowadziłam aktywność ruchową, która z pewnych względów ograniczała się jedynie do zestawów ćwiczeń i spacerów. Poległam… Po miesiącu systematycznego ćwiczenia, planki, nagle przegrałam walkę ze sobą. Obecnie dochodzę do siebie po kontuzji jakiej się nabawiłam podczas sprzątania. Nie zmienia to jednak faktu, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w tej sprawie.

 

 

3 thoughts on “Metamorfozy…

  1. Pięknotko, coś Ci powiem. Od zawsze jak tylko Cię widziałam w mojej ocenie byłaś, jesteś i będziesz jedną z najpiękniejszych dziewczyn, jakie znam! Nawet jak Cię spotykałam gdzieś na osiedlu w drodze po bułki do sklepu albo z psiakiem to myślałam sobie, że Ty to jesteś piękna zawsze, nawet po przebudzeniu 🙂 Serio! Niestety będziemy mieć w świadomości pęd do dążenia do ideału, tylko czym tak naprawdę jest ideał? Czy ideał istnieje? Ja odkąd pamiętam chciałam być wyższa niż 162 cm, mieć mniejsze łydki, większy biust i mniej widoczne żebra na dekolcie. Jedyny kompleks z jakim udało mi się wygrać to krzywe zęby. Tylko to dało się we mnie „naprawić”. A reszta – trudno, jest jaka jest. W konkursach piękności startować nie będę, a z wiekiem nauczyłam się akceptować ciało, jakie dostałam od losu. Madziu, jesteś piękną kobietą, niezwykle inteligentną i wrażliwą. I wiele dziewczyn Ci tego zazdrości 🙂

  2. Dziękuję Ewo za te wszystkie komplementy….szkoda , że nie dane mi było ich słyszeć jak szłam ze zwieszoną głową z psem albo po bułki właśnie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.