Mamy tę moc!!!

Każdy z nas prędzej czy później styka się z pojęciem przyciągania. Nie mam na myśli grawitacji lecz przyciąganie ludzi i sytuacji. Najczęściej jesteśmy zupełnie nieświadomi własnego udziału w tych zdarzeniach. A jednak…Spróbujcie sobie przypomnieć momenty, w których całą uwagę skupialiście na powtarzaniu w myślach, czasem na głos. słów typu :“nie chce się przewrócić, nie chce się przeziębić,, nie chce przytyć “. To jedynie przykłady wyrażeń z “nie” jakie wypowiadamy setki razy.
Tak bardzo skupiamy na tym całą swoją uwagę, że w końcu “słowo staje się ciałem”.
Przez większość swojego życia trwałam w strachu przed tym, co może mi się przydarzyć. Nie chciałam się dowiedzieć co znaczy zdrada, śmierć dziecka, rozpad małżeństwa.
A wszystko to otrzymałam i mogłam przetestować na własnej skórze. Ktoś pewnie pomyśli-taka karma! Też tak myślałam…Uważałam, że moje życie jest okrutne i niesprawiedliwe.
Uważałam, że wszystko co negatywne wyczuwa mnie na kilometry i szybciutko rozsiada się w moim życiu jak w wygodnym fotelu. Karmi się moimi lękami, dobrym sercem, czasem być może i naiwnością w stosunku do podobnych mnie “ uciśnionych”. Ludzie pojawiali się w moim życiu i tak jak szybko się pojawiali, tak szybko znikali. Winiłam ich za to wszystko. W tym momencie pisząc te słowa umieszczam te wszystkie negatywne wyobrażenia w imaginowanej skrzyni z grubego metalu, zamykam wieko na klucz , a klucz wrzucam do oceanu. Może to się wydać trywialne, ale na mnie działa, wręcz magicznie.
Ale do sedna….Ponad piętnaście lat temu, fascynując się wszystkim co osobliwe miałam okazje przeczytać książkę pt.” Potęga Podświadomości” Murphy´ego. Wielu z Was pewnie o niej słyszało, a może nawet ją czytało. W każdym razie po trzykrotnym przeczytaniu tej pozycji, postanowiłam swoja wiedzę przetestować.
I tu należą się przeprosiny dla dwóch moich Bogu ducha winnych koleżanek z hipermarketu , w którym wtedy pracowałam. Mimowolnie stały się częścią mojego eksperymentu. Jestem przekonana, że byłam zbyt młoda aby przeprowadzić ten eksperyment zgodnie z tym co miał na myśli autor. Podjęłam jednak to wyzwanie.

Czasy to były zaiste magiczne. Pomimo 12 godzin sterczenia na pasażu, byłyśmy wstanie szaleć na parkiecie w szpilkach do białego rana, po czym wrócić do pracy dnia następnego na 10 godzin. Na samą myśl jestem już wykończona i mam ochotę założyć nogi na biurko.
Na jednej z takich właśnie dyskotek poznałam pewnego modela. Przystojny, zabawny i z daleka.
Z początku nie byłam zainteresowana. Zwłaszcza kiedy wylał na stolik i podłogę szklankę coli podanej przez kelnerkę. Mając na uwadze odległość jaka nas dzieliła nie chciałam kontynuować tej znajomości. Dzięki “uprzejmości “ koleżanek mój numer telefonu przestał być tajemnicą. Szykowałam się na dziesięciogodzinny maraton przez męki kiedy odezwał się telefon.Dzwonił z pytaniem gdzie pracuje i w jakim mieście.
Podałam mu lokalizacje z przekonaniem że w życiu nie trafi….trafił. W mgnieniu oka stal się obiektem żywego zainteresowania koleżanek z otaczających moje stanowisko butików. I tak rozpoczęła się nasza znajomość.
Pewnego dnia przestał dzwonić i się pojawiać. Próbowałam się z nim skontaktować. Na próżno…I tu zaczyna się mój eksperyment.
Jak już wcześniej wspominałam, w moim życiu często działy się rzeczy zupełnie niespodziewanie. Bez planu i jakiegokolwiek przygotowania. Postanowiłam wykorzystać ten fakt. Stworzyłam w głowie historyjkę. Nie przygotowana, włosy ulizane, związane w kucyk, makijażu brak. Nie licząc odrobiny pudru na twarzy i tuszu na rzęsach. Ubiór stanowiły czarne spodnie, eleganckie półbuty i jakiś golfik. Czas i miejsce akcji to pochmurna niedziela, czas odkurzania wykładzin na stoiskach( przynajmniej za moich czasów tak było). Na miejscu czekają na mnie dwie wcześniej wspomniane koleżanki i na “dzień dobry” umawiamy się na wspólne picie kawy. Ten jedyny miły moment dnia w hipermarkecie przerywa nam hostessa z odkurzaczem.
I gdyby nie moje podejrzenie co do nalotu szefostwa nawet by mi brewka wtedy nie pykła. Ale cóż….służba nie drużba! Wstaje, chwytam za rure i jazda!
Kończąc ten uciążliwy proceder mym oczom ukazał się mężczyzna. Jasne dżinsy, marynarkowa, skórzana kurtka, okulary. Mrugam oczami ze zdumienia. Tak to mój model. Z uśmiechem a´la Jack Nicholson wola: “ Cześć Bąbel!”
Mnie wypada z rąk rura odkurzacza a moja kumpela otwierając usta z zaskoczenia wydusza z siebie: “ Ja pier….”. 😀
Snułam te opowieść dzień po dniu. Jak długo? Nie pamiętam. W każdym razie pewnej pochmurnej niedzieli słowo stało się rzeczywistością w każdym szczególe. Czarownica ? Skądże !
Uważajcie na to o czym myślicie i czego pragniecie, a nóż pojawi się na Waszej drodze??? 😉
Podsumowując, chciałabym Wam powiedzieć, abyście nie bali się marzyc bo warto!

9 thoughts on “Mamy tę moc!!!

  1. coś w tym jest. Ja marzę całe życie, kilka marzeń i pragnień się spełniło. Teraz też mam marzenie a może marzenia i czekam czasami działam ale obecnie czekam. Marzyć i pragnąć jest super.

  2. Witaj!

    Nareszcie powstało to cudo!!! Tak czekałam i w końcu jest.
    Marzenia się spełniają, wszystkie! Tylko to zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od naszego zaangażowania.
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następne notki.

  3. Muszę przyznać, że fajnie się Panią czyta 🙂 czekam na więcej 🙂 i od dziś raz na godziną będę marzyć 🙂 pozdrawiam 🙂

  4. Od 17 lat mam tylko jedno marzenie. Miałam już się poddać, ale może faktycznie niewarto?? Poczekam więc jeszcze a co mi tam. 🙂

  5. Droga Aneto wiara czyni cuda, zwłaszcza ta w nas samych! Nie poddawaj się, nigdy! 😉

  6. nigdy się nie poddawaj , pielęgnuj obraz marzenia, ale też otwórz się na możliwości i podejmij działania przybliżające Cię do realizacji marzenia

  7. Taki właśnie mam cel. Kroczek po kroczku wprost do realizacji marzeń. Dziękuję za każde dobre słowo i pozdrawiam cieplutko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.