Mam kota, na punkcie kota!

Wiele rzeczy w naszym życiu, jak mawiają moje zacne koleżanki, z pewnej równie zacnej grupy, gdzieś na końcu świata, po prostu nas znajduje. I czy tego chcemy, czy też nie, stają przed naszymi oczyma, pozwalając się ujrzeć. I wtedy już nie ma przebacz, trzeba się owemu zjawisku przyjrzeć z bliska, przetrawić, zaakceptować, a kto wie, może nawet przysposobić???Jak pisują w wielu uczonych księgach, nowatorskich czasopismach, jedyne czego możemy być pewni to zmiana, a że zmiany, chociażby w naszej psychice, następują po sobie w odstępach bodajże siedmio, ośmioletnich, to i upodobania nam się nieco przeinaczają. A że o gustach i guścikach podobno się nie rozmawia, zatem przejdę do konkretów. Otóż zalążki mego „zwierzolubstwa”, miały drastyczne początki i jak zapewne wiecie z moich wcześniejszych wpisów, nie należały do przyjemnych czy też chwalebnych, zarówno dla mojego jestestwa, jak i godności mojej mamy. I tak od lęku przed psami, trudnej w zrozumieniu i opanowaniu przez innych, ale i mnie samą miłości do psów, dotarłam do kolejnego etapu. Najpierw, z niewyjaśnionych dla mnie powodów, atakowana byłam przez koty, nawet w czasie mieszania łyżeczką herbaty, tudzież sięgania po cukiernicę. Jak twierdzili niektórzy „znawcy” kocich zwyczajów, mało było we mnie spójności. Jakaś taka roztargniona byłam, w głowie burza myśli, w sercu ciągle jak nie wiosna, to burza z piorunami. Życie jednak lubi płatać różne figle i w niedługim czasie po tym, jak coraz częściej otrzymywałam informacje o własnych zmianach, a co za tym idzie o nabieraniu spójności, na mojej drodze stanął KOT. A w zasadzie misja wyboru i zakwaterowania wyżej wspomnianego sierściucha , na nieznanym mi językowo dotąd lądzie.

Dodatkowym wyzwaniem dla mnie, było przekonanie własnej siostry, o dobrodziejstwach wynikających z posiadania takiego mruczydła. Ale jak tu przekonać kogoś do czegoś, do czego jakoś samemu ma się mizerne przekonanie, nie wspominając o rzetelnej wiedzy, na temat behawioryzmu owych drapieżników. Przegrzebałam internetowe poradniki, przepytałam online paru speców i gotowa, oczekiwałam na decyzje, przyszłych właścicielek obiektu moich rozważań. Udało się, werdykt zapadł, kot miał się pojawić na urodziny siostrzenicy. Oczywiście wszystko się odbywało w kompletnej konspiracji. Siostra ogarniała logistykę i sprawdzała godziny otwarcia schroniska, a ja przygotowywałam z Nią tort i zagadki, które Milcia musiała odgadywać, przechodząc od koperty do koperty, aby wreszcie wygrzebać, gdzieś w czeluściach samochodu, na przy blokowym parkingu, KUPON NA KOTA 🙂

cats-1040954_1920
Na miejscu, rozpoczęło się oglądanie przeróżnych kociaków, wypytywanie o ich zachowania, czytanie kart informacyjnych oraz kontakt bezpośredni. Po czarnym niczym smoła, puchatym, mruczydle, które co prawda pozwalało się pogłaskać, za to złowieszczo syczało przy każdej próbie podniesienia byłyśmy zniechęcone.
Po przekłuciu palca pazurem kolejnego adepta, już miałyśmy zrezygnowane wyjść z budynku bez futrzaka. Wtem, uwagę solenizantki przykuł kocur, który ze względu na swoją wielkość, zwrócił i moją uwagę, ale po przeczytaniu informacji o tym, że zapodaje miłosne kąśnięcia, trzymałam się z daleka. Młoda, przeczytawszy te informacje, ucieszyła się przeogromnie i nim się zorientowałyśmy, wpadła do wewnątrz boksu. Całą resztę historii pominę. Faktem jest, że zwierzak stał się częścią mojej rodzinki. Po pierwszej stresującej nocy, z grasującym po mieszkaniu stworem i skoku na klatę, w środku relaksującej autohipnozy stwierdziłam, że jakoś Go przetrawię. Od tamtego czasu, zmieniłam nastawienie do kotów i chwilami brakuje mi kociego ogona, w filiżance z kawą. Będąc zdeklarowaną psiarą, po śmierci Neo i traumie z tym związanej, zdecydowanie podążam w stronę kociego indywidualizmu. Oczywiście psy zagoszczą jeszcze w moim życiu, jak tylko nastaną ku temu dogodne warunki. A ponieważ w łóżku mam sporo miejsca i w lodówce zawsze znajdzie się jakaś rybka, to i kotek z głodu nie padnie 😉

cute-343756_1920
Łazi za mną kot, no co tu dłużej rozprawiać? Śnią mi się koty, natrafiam na programy o kotach i nieustannie myślę, jakby to było zabawnie, powalczyć o miejsce na kanapie, swobodny dostęp do laptopa i parapetu, a przy tym nie zbierać po nikim skarpetek. Jak już wiecie lubię zmiany, a wyzwania sprawiają, że moje życie jest ciekawsze. Wprowadzam plan, w celu zdobycia nowego przyjaciela. Cel w zasięgu wzroku, strategia generalnie rozpracowana, czas na konkretne działania 😉 Uprzedzam jedynie, potencjalnych chętnych do uraczenia mnie kotem, że ja dokładnie wiem jakiego chce osobnika i na jakich zasadach ma się pojawić. A przynajmniej ten pierwszy hahahaha…w końcu to ja, będę z nim pomieszkiwać do sześćdziesiątki??? Prawda? A póki co, powyobrażam sobie, czy siedząc z książką w toalecie, kot wpakowałby mi się na kolana, utrudniając przewracanie stron, czy też przyglądałby mi się ze znudzeniem, z parapetu łazienkowego okna…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.