Macierzyństwo…

Kiedy byłam młodą dziewczyną, myśl o macierzyństwie dosłownie mnie przerażała. Nie z powodu samego posiadania dziecka bo to akurat było super, lecz ze względu na sam proces porodu. Niestety jestem mało odporna na ból. Tak czy owak wprawę w zajmowaniu się dziećmi miałam już od podstawówki. Co jakiś czas ,można mnie było zobaczyć z jakimś dzieckiem, a to za rękę a to w wózku. Taka osiedlowa niania za darmoszkę. Dlatego kiedy dorosłam na tyle, aby mój instynkt macierzyński mógł ujrzeć światło dzienne, zapragnęłam zostać mamą. Ku mojemu rozczarowaniu żaden z moich paroletnich związków nie dość, że nie przetrwał to jeszcze nie obfitował nawet w połowę dziecka.Cóż….nie zamierzałam się poddawać. W końcu byłoby cholerną niesprawiedliwością, gdyby taka “Matka Polka” jak ja, zmarła bezdzietnie. Prawda?

Ponad pięć lat temu, będąc w jednej z najgorszych relacji, w jakie mogłam się wpakować, dowiedziałam się , że będę mamą. To było jak grom z jasnego nieba. Trzymając w rekach wyniki badań beta HCG. kompletnie nie wiedziałam co powinnam czuć. Zadzwoniłam do mamy, jej głos w słuchawce…chociaż starała się cieszyć był raczej ponury. Wiem…to przez NIEGO. Usiadłam na ławce w parku, niedaleko przychodni, rozmyślając co dalej?! Trudno mi było w to uwierzyć, bo pamiętałam jeszcze jak miesiąc wcześniej, wracałam z badań USG zgięta wpół z bólu.Wtedy też, straciłam resztki zaufania do mojej lekarki. Tak…będę mamą?! Te myśli, kołatały się po mojej głowie, nie dając się skupić na niczym innym.Wróciłam do mieszkania. W jakich okolicznościach oznajmiłam o tym ówczesnemu partnerowi, nie pamiętam. To, co nastąpiło w niedługim czasie po tym, mogę określić jedynie słowem TRAUMA.

Związek, w którym byłam, z mojego punktu widzenia, nie miał sensu. Prawda była słodko-gorzka, to z NIM właśnie byłam w ciąży. Kiedy zamieszkaliśmy razem, w niedługim czasie po tym, trafiłam do szpitala. Byłam przerażona. Opinia lekarza była jednoznaczna, ciąża była zagrożona. Przykuta do szpitalnego łóżka, byłam zdana na pomoc swojego partnera. Nie wolno mi było nigdzie spacerować. Co do potrzeb fizjologicznych, też miałam specjalne zalecenia. Mimo to wierzyłam, że urodzę to dziecko.
Nocami śnił mi się śliczny chłopczyk, z blond włoskami, wołający do mnie “ Mamo, chodź!”. Spośród wszystkich kobiet na sali, jako jedyna miałam niebieską pościel, przypadek? Być może…?
Miałam też cudowną koleżankę obok, z którą paplałyśmy jak najęte, śmiałyśmy się i jadłyśmy codziennie punkt 23:00. To Jej mąż spełniał nasze zachcianki, to śledzik, to słodycze….mój partner, korzystał z mego mieszkania i pieniędzy.Poza nimi byłam sama. Czułam się momentami, jak mała dziewczynka, która zgubiła się w obcym mieście, w obcym kraju. Starałam się być silna….niestety nic wokół mnie temu nie sprzyjało. Rodzina była daleko i nie mogła być przy mnie wtedy, kiedy przeżywałam jedne z najgorszych chwil w moim życiu. Te emocje są we mnie nadal tak żywe, że nawet teraz, opowiadając Wam o tym, płaczę. Ale wiem, że muszę to zrobić aby żyć dalej i cieszyć się tym co tu i teraz.

To był piątek, mojej współtowarzyszki nie było już obok, gdyż Jej ciąża, zaczęła prawidłowo się rozwijać i mogła wrócić do domu. Zostałam sama również na sali. Wezwano mnie na kontrolne badanie USG. Trzęsąc się jak osika, szłam potulnie za pielęgniarką i lekarzem, do gabinetu na innym pietrze. Tam kazano mi usiąść i poczekać chwile. Ta chwila, dla mnie nie miała końca. Przerażenie niemal mnie obezwładniało. Dłonie i stopy miałam lodowate, a szczęki tak mocno zaciśnięte, że aż bolało. Nadeszła moja kolej. Weszłam do środka i zgodnie z instrukcją, przygotowałam się do badania. Starałam się powoli i głęboko oddychać, czekając na diagnozę lekarza. W pewnym momencie, poprosił na konsultacje kolegę po fachu. Serce mi biło jak szalone. Nie umiałam opanować drżenia nóg. Usłyszałam pytanie:
“ Wie pani o tym, ze ma dwurożność macicy?! “ Nie wiedziałam.
“ Co z moim dzieckiem?!”– zapytałam, lecz widząc ich miny, przeczuwałam najgorsze.
“Przykro nam, pani dziecko nie żyje, nie wyczuwamy żadnych oznak życia, proszę się przygotować do zabiegu”

Całą drogę do sali, zanosiłam się od płaczu. Ludzie mijający mnie na korytarzu, oglądali się za mną z zainteresowaniem. Nie zdążyłam do nikogo zadzwonić, podzielić bólem. Siedziałam na łóżku i wyłam. W tym czasie pielęgniarka zakładała mi wenflon i poleciła wziąć kołdrę. Byłam zrozpaczona i potwornie samotna. Kiedy dotarłam na miejsce, podeszła do mnie niezwykle serdeczna kobieta. Przedstawiła się i poprosiła o położenie się. Zadano mi kilka standardowych pytań, w trakcie podawania mi różnego typu preparatów. Rozpoczęło się odliczanie….100, 99, 98…9…
Półprzytomną, odtransportowano mnie na sale. Nie mam pojęcia ile spałam. Podobno przed zaśnięciem, a nie pozwalali mi od razu zasnąć , gdzieś zadzwoniłam. Nie pamiętam gdzie…Kiedy się obudziłam, pode mną była ogromna plama krwi, a na klatce piersiowej miałam kartkę papieru. To był akt zgonu. Jak się później okazało, na moje nazwisko. Pomimo, że od jakiegoś czasu, była zmiana przepisów w tej sprawie.Dowiedziałam się o tym, osuwając się po ścianie prosektorium. Stoczyłam bój z lekarzami, o wypisanie prawidłowego druku. Na silnych lekach przeciwbólowych, mimo zakazu lekarza, własnoręcznie włożyłam urnę, do wykopanego przez grabarzy dołu. I od pięciu lat, zamiast zabawek, kupuje mojemu synkowi wieńce, kwiaty i znicze. Nie udało mi się ponownie zostać matką, ale wierze, że nią będę.
I nie ma dla mnie znaczenia, czy je sama urodzę, czy po prostu adoptuje. Biorąc pod uwagę ogrom mojego instynktu macierzyńskiego, spokojnie mogłabym zaadoptować całą wioskę afrykańską.
Wiem, że to co było mi dane przeżyć, miało swój sens. Pomimo tego, ile wycierpiałam. Spójrzcie w tej chwili na Wasze dzieci, jeśli je macie i zobaczcie w nich cud, jakiego dane Wam było doświadczyć.
Dzieci są najprawdziwszym cudem na tym świecie….tak jak i samo życie.

20 thoughts on “Macierzyństwo…

  1. Dziwnie się to wszystko układa. Miałam bardzo podobną sytuację, tyle, że ciąża pozamaciczna i też wiedziałam, że to był chłopczyk.
    Nigdy się nie dowiem jak to jest mieć dziecko, ale Ty masz jeszcze czas i oczekuj z uczuciem wdzięczności szczęśliwego związku i dziecka 🙂
    Życzę Ci tego 🙂

  2. dziękuję, jestem ogromnie przekonana o tym, że będę jeszcze matką i jestem na to gotowa….

  3. Kochana bardzo poruszający wpis. Dobrze, że wyrzuciłaś to z siebie, bo czasem tak trzeba i jest to najlepsze z możliwych rozwiązań. Tulę mocno do serca, w którym jest dla Ciebie miejsce szczególne!!

  4. Serduszko moje kochane…
    Wiem, że będziesz jeszcze cudowną Mamą. Tyle ciepla i dobroci ile masz w sobie nie jest dane Ci przypadkiem. :*

  5. Jesteś wspaniałą i silną kobietą. Bardzo Cię podziwiam! Nie każdy ( a pewnie większość nie) ma odwagę upubliczniać tak bolesne wspomnienia. Wielu chce je chować pod dywan, oszukując się,że ich tam nie ma.
    Nie wiem czy już rozmawiałyśmy na ten temat, ale chyba tak…pragnęłabym założyć drugiego bloga lub opisywać na swoim obecnym to, co mnie boli, co uwiera mą duszę, nie tylko poezją jak to robię teraz, ale prozą.
    Nie wiem jednak, czy starczy mi odwagi.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

  6. Moja Droga Madziuniu, tak ogromne pokłady miłości do dziecka, jakie są w Tobie, nie zmarnują się. Jestem pewna, że kiedyś spotkasz odpowiedniego faceta i będziecie mieli wspaniałą mała Istotkę do kochania, a każdy Jej uśmiech będzie najlepszym wynagrodzeniem tego wszystkiego, co Cię złego w życiu spotkało!

  7. Jakie to smutne 🙁 bardzo Pani gratuluje opisania tego zdarzenia. Zdaję sobie sprawę jakie to dla Pani jest trudne. Trzymam kciuki i wierzę, że bedzie miała Pani szanse na bycie mamą 🙂

  8. W momencie gdy zaczęłam czytać tą notkę, chciałam napisać w komentarzu, że mnie też szalenie przeraża poród… ale gdy skończyłam, to tak siedzę teraz przy biurku i w zasadzie nie mam pojęcia co napisać.
    Wszystko, co przychodzi mi do głowy wydaje się bezsensownie małe, trywialne i sloganowe…

  9. Madziu Ty jesteś po prostu SUPER !!!! Brak słów . Miałem nie płakać ! Nie udało się sorki .

  10. Madziu muszę przyznać, ze pod koniec czytania Twojego powyższego tekstu oczy mi się spociły… Każdego dnia myślę sobie jakie to szczęście jest żyć i własnie to jest mój główny moto napędzający, skoro urodziłam się i jestem zdrowa to nie mam prawa zmarnować tego życia – gratuluje siły! Będziesz jeszcze mamą, wspaniałą mama z małymi afrykańskimi chłopczykami i dziewczyną 😀 a na poważnie, jestem tego samego zdania, adoptowane czy biologicznie moje, kochałabym tak samo mocno <3

  11. Drogi Waldku wybaczam, cieszy mnie fakt, że to co piszę, a właściwie moje życie, budzi tyle emocji 😉

  12. Dziekuje, że w natłoku zajęć znalazłaś czas aby zagłębić się w dalszy ciąg tej historii. Zapraszam częściej 🙂

  13. Bardzo dziękuję za komentarz i słowa otuchy jakie w nim odnalazłam. Zapraszam częściej do mojego świata i pozdrawiam serdecznie 🙂

  14. Moja kochana Aguniu, dziękuję za każde słowo jakie zamiesciłaś pod moim tekstem. Jestem Ci wdzięczna za wsparcie. A co do Twoich planów stworzenia drugiego bloga to jeśli czujesz, że chcesz coś zrobić to po prostu to zrób. Nie bój się, lęk blokuje nasz rozwój i nasze działania 🙂

  15. Dziękuję za wsparcie i czas, który znalazłaś aby tu zajrzeć,zostawiając ślad po swojej obecności 🙂

  16. Bardzo współczuję droga Wiolu. Tym bardziej jestem Ci wdzięczna za każde słowo otuchy, pozdrawiam cieplutko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.