Kreatywność dziecka nie zna granic!

Wyobraźnia ludzka nie zna granic, a dziecięca zupełnie nie ma pojęcia co to takiego granica? Z pewnością każdy z nas, mógłby opowiedzieć nie jedną historyjkę z dzieciństwa, wręcz mrożącą krew w żyłach. My z Siostrą byłyśmy w tej kwestii niezwykle kreatywne. Jestem przekonana, że nasza mama na nudę narzekać nie mogła. Ileż to razy, biegałyśmy z siostrą po mieszkaniu w niezliczonej ilości warstw ubrań naszej mamy. Kiedy rodzice pracują lub stoją w kolejkach to dzieci się nudzą. A ponieważ przyszło nam być dziećmi w czasach, kiedy nawet po papier toaletowy trzeba było swoje odstać, to jeśli nie stałyśmy akurat w kolejce, to z pewnością broiłyśmy. Dla nas to była zabawa i to jaka??? Niestety widząc minę mamy albo zwiewając przed reakcją taty, docierało do nas, że niekoniecznie to było „poprawne politycznie” 😉

 I tak pamiętam, osmoloną na czarno prawą dłoń, kiedy to postanowiłam samodzielnie włączyć radyjko do prądu. Niestety jeden z moich paluszków osunął się zbyt blisko dolnej części wtyczki i zetknął się z otworami gniazdka. Nastąpił huk i nagle rodzice usłyszeli mój krzyk, a potem głośny płacz, który spowodowany był lękiem i widokiem czarnej rączki. Na szczęście mamie udało się ją odbarwić, za pomocą wody i mydła. Kolejna urocza historyjka miała miejsce w łazience. Miejscem naszej kolejnej fantazji była wanna. Wyścieliłyśmy ją równiutko gazetami, gdyż pełniła rolę łóżka. Dlatego planując ułożenie się do snu, a światło żarówki było zbyt jasne aby zasnąć, wpadłyśmy na kolejny niecny plan. Narzuciłyśmy na żarówkę sweterek, tudzież bluzeczkę, aby nasza sypialnia nabrała nieco klimatu. Leżąc z błogim uśmiechem w wannie, poczułyśmy swąd spalenizny. Znad sweterka unosił się ciemny dymek. Wyskoczyłyśmy z niej wystraszone, zerwałyśmy „zasłonkę” z żarówki i z impetem wrzuciłyśmy ją do wanny. Nasze sypialniane łóżeczko zapłonęło żywym ogniem. Krzyk, panika, po czym bieg do sąsiadki naprzeciwko po ratunek! Dzięki jej szybkiej reakcji, nie puściłyśmy chaty z dymem. Myślicie, że to szczyt naszych możliwości? Ha! Niestety muszę zaprzeczyć. Nawet kiedy byłyśmy znacznie starsze , nasza pomysłowość przechodziła najśmielsze oczekiwania. Otóż, po każdej dyskotece, moja siostra odczuwała niesamowite ssanie w żołądku, także nie zważając na porę powrotu do domu, koniecznie musiała coś zjeść. Niestety moja Sis, kiedy jest wykończona to zapada niemalże w śpiączkę. I ma to do dzisiaj 😛 Wybacz Sis…wiem, że to czytasz. Można Cię normalnie z łóżkiem wynieść?!
Ale wróćmy do czasów wczesnej dorosłości, dyskotek i żarłoczności mojej młodszej siostry. Pamiętam, że na potrawy jakie zazwyczaj przygotowywała po powrocie, wybierała nie kanapki, czy jakiegoś owocka ale frankfurterki na gorąco, albo jajka na twardo. Plan działania był następujący. Wrócić ostatkiem sił do domu, nastawić danie i paść trupem do łóżka. W całym tym nieszczęściu, od dziecka miałam chyba niezłą intuicję, albo niezwykle rozwinięty instynkt opiekuńczy. Ona wracała ze znajomymi wcześniej, ja zostawałam nieco dłużej. Kiedy nie było Jej obok, to nie umiałam spokojnie siedzieć i nawijać ze swoimi znajomymi. Nawet jeśli wśród nich byłby jakikolwiek przystojniak, wpatrujący się we mnie jak w obrazek. Ja po prostu wstawałam , żegnałam się z nimi i z upartością maniaka wracałam do domu. Przeczucie mnie nigdy nie myliło. Podchodząc do bloku widziałam zapalone światło i jakoś dziwnie zaparowane szyby. Dlatego nie zważając na mówiących coś do mnie znajomych, biegłam jak szalona do mieszkania. Nie zapomnę do końca życia, jak podeszłam do drzwi wejściowych i poczułam potworny zapach spalenizny. Chwyciłam za klamkę, drzwi były zamknięte. Pamiętałam z lekcji w szkole, że nie powinnam dzwonić do drzwi, bo nigdy nie wiadomo co jest powodem pożaru. Trzęsącymi się rękoma wyjęłam z torebki klucze i otworzyłam zamek. Odepchnęłam drzwi, wtem buchnął w moją stronę ostry, ciemny, gryzący w gardło dym. Na wdechu wbiegłam do środka. Po omacku szukałam siostry. Znalazłam ją na łóżku, nieprzytomną. Ciężko było, ale wywlokłam ją na klatkę schodową i ocuciłam. Sama wpadłam do łazienki po mokry ręcznik, a z nim na twarzy do kuchni wyłączyć piec gazowy. Biegałam od pokoju do pokoju otwierając okna. O ile mnie pamięć nie myli, to siedziałyśmy jakiś czas na powietrzu, próbując się dotlenić. Tym razem Sis gotowała jajka, których za cholerę nie mogłam znaleźć. Kiedy tak mimochodem zerknęłam w górę, oba widniały przyczepione do sufitu. Moja kreatywność objawiała się na innym polu. W żaden sposób nie była związana z kuchnią, za to z „aktywnością fizyczną”. Rozwalone kolana to nie była rzadkość. Do tego moja ucieczka z kolejki, bodajże po kawę i próba zjechania ze ślizgawki z dziurą po środku, w sznurowanych trzewikach. Finalnie zerwano mi z głowy brudną od piasku czapę i przyłożono do krwawiącego łuku brwiowego. Mama została wywołana z kolejki. Jacyś mili ludzie w maluchu zatrzymali się, aby nas podwieźć na pogotowie. Szycie bez znieczulenia?….Idealne zakończenie dnia. Do tego wszystkiego tata wrócił z pracy i dowiedziawszy się o całym zajściu, próbował własnoręcznie wymierzyć karę. Jakież to szczęście, że mamy taką cudowną mamę.W innym przypadku, oprócz dolegliwości związanych z okiem, dodatkowo nie mogłabym siedzieć na pupie?!

3 thoughts on “Kreatywność dziecka nie zna granic!

  1. Ja chciałabym mieć tę dziecięcą wyobraźnię, tę spontaniczność.
    My, dorośli, jesteśmy zbyt poważni. To niedobrze.
    Zapraszam do mnie na nowy wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.