Kolejny dzień, kolejna przygoda!

Powroty bywają trudne, niezależnie od tego czy dotyczą relacji międzyludzkich, pracy czy perturbacji komunikacyjnych. Powoli zaczynam się przyzwyczajać zarówno do zmian, których w moim życiu jest wiele, jak i do powrotów… Przede mną kolejny etap w życiu, nowe miejsce, nowi ludzie, nowe linie tramwajowe i autobusowe, w nowej drodze z domu do pracy i z pracy do domu. Tkwiąc niczym łycha w misce zbyt gęstego budyniu, wracałam z kluczami do nowego pokoju, w którym wkrótce zamieszkam, obserwując współpasażerów. Awaria tramwaju, rozpacz kobiety, której kanar wypisywał mandat za jazdę bez biletu, dziecinne rozmowy nastolatków, zniecierpliwienie i pytania dotyczące wydalania gryzoni, to tylko cześć mojego dzisiejszego powrotu do domu…

O szkodliwości palenia, mógł się w trakcie owej podróży przekonać również pewien nastolatek, który wsiadając na jednym z przystanków, utknąwszy w tłumie, upuścił drogocenny dla siebie przedmiot. Ubawiona do łez, obserwowałam jak z rozpaczą w oczach, próbował się schylić i pozbierać wszystkie elementy. Żadna z możliwych opcji do wypięcia się w skłonie była niemożliwa. Wtem znalazł idealne miejsce i odpowiedni moment, wskutek czego, wypinając swój zadek w stronę starszego jegomościa, pozbierał wszystko spod nóg reszty pasażerów. Widząc moje rozbawienie zapytał:

– Czy ma pani może chusteczkę higieniczną?
– Jeśli znajdę takową w kieszeni to jest Twoja, inaczej….

I tu zawahałam się na chwilę uzmysławiając sobie, że jeśli nie mam ich w kieszeni, to zapewne są w torebce. Niestety, przeszukiwanie torebki w tym tłumie było niewykonalne bez szkody, dla ludzi stłoczonych wokół mnie. E-papieros to nie puzzle, zatem poskładanie go po upadku było niezwykle skomplikowane. Chłopiec sapał, mruczał coś pod nosem, deptał ludzi wokół siebie, koncentrując się jedynie na układance.Zobaczywszy zwalniające się miejsce, wskoczył na nie z impetem. Nic innego nie było tak ważne jak zmontowanie e-papierosa. Dymił w całym wagonie, próbując ukoić swoje nerwy, chociażby jednym pociągnięciem z niekompletnej „deski ratunku”. Doprowadził tym do kaszlu kilkuletnią dziewczynkę, siedzącą tuż obok. Ta podróż to była istną męczarnią, toteż wysiadając na przystanku w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, miałam dosłownie ochotę ucałować chodnik z radości…

day-838784_1280
Niedługo było mi dane czekać na kolejne przygody. Podróżując na święta do rodziny, niepomna moich poprzednich perturbacji z Polskim Busem, ponownie wybrałam usługi owej firmy. Wszelkie hymny pochwalne na temat ekonomiczności takiego wyboru, drastycznie zbladły w zderzeniu z rzeczywistością. Wsiadając do autokaru, moją uwagę przykuł stolik, a wokół niego cztery fotele. Oczyma wyobraźni zobaczyłam siebie z laptopem na owym stoliku, piszącą kolejne teksty lub strony do książki. I na tym zakończyła się moja przygoda z wyobraźnią…

Zmieszczenie przy owym stoliku, czterech dorosłych osób, plus ich bagaży podręcznych, które za cholerę nie chciały się mieścić nigdzie indziej, jak jedynie pod nogami i to z ogromnym trudem, graniczyło z cudem. Rozejrzałam się po twarzach otaczających mnie pasażerów i już wiedziałam, że to będzie dłuuuuuuga podróż. Na miejsce dotarłam z głową Ukraińca, który nie znając polskiego koniecznie chciał pogadać. Już po chwili bolał mnie zarówno mózg, twarz jak i ręce oraz nogi. Aby oszczędzić sobie dalszej udręki, udawałam nieprzytomną do momentu, kiedy mój rozmówca udał się wraz z resztą pasażerów do krainy Morfeusza. Na miejscu, zostałam bohaterką dnia, pomagając mojemu towarzyszowi niedoli, dogadać się z kasjerką i dowiedzieć skąd odjeżdża autobus do niejakiego Andrychowa. Na koniec wpakowałam Delikwenta do autokaru, pomachałam mu na pożegnanie, a sama spóźniłam się na swój autobus. Brawo JA!

Ze ścierpniętymi nadal kończynami, kuśtykając do przystanku, dotarłam na łono rodziny taksówką. Tam zaoszczędziłam, a tu straciłam, ale nadal uważam, że warto pomagać, a podróże kształcą…

Kończą zatem tę podróżniczą opowieść, zerkam na świat przez szybę pociągu, którym to jadę tyłem do jazdy, za to nad głową mam napisane skąd jadę i dokąd, wagon do mnie gada, a w WC podczas spłukiwania, podskoczyłam ze strachu na dźwięk zasysania moczu….Ahoj przygodo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.