Kilka słów o demotywacji…

Temat motywacji ostatnimi czasy stał się bardzo popularny…i dobrze, chociaż nikt z tak zwanych osób motywujących nie zastanawia się, czy to co motywuje jednych, być może nie demotywuje pozostałych? Nie mnie to oceniać, gdyż sama robię drobne kroczki w tej dziedzinie i kiedyś nieświadomie udawało mi się zmotywować kogoś do działania. Tym razem staram się świadomie udzielać tego rodzaju wsparcia. Nie o motywowaniu jednak chciałabym napisać i nie o innych, a o mnie. Dzisiejszy wpis poświęcę demotywowaniu mnie przez ludzi w pracy i w życiu osobistym. Zacznę od wszelkiego typu powiedzonek z jakimi było mi dane się wychowywać. Specjalistą w demotywowaniu w naszej rodzinie jest mój tatuś.
Potrafi jednym stwierdzeniem ukatrupić nawet największą euforie we mnie. Jednymi z moich „ulubionych” powiedzonek są „Głową muru nie przebijesz” i „Dobra jest jak jest, nie trza psuć!”. Wbrew pozorom nie miał na myśli cieszenia się z rzeczy drobnych, oj nie! Kolejne zapewne znane nie tylko mnie, o okrucieństwie świata, że „Jak się urodziło biednym to się biednym zdechnie”. Z upartością maniaka kultywował w nas wiedzę o tym, że Ci którzy coś mają, z pewnością albo to ukradli, albo dostali w spadku. Mogłabym tak przytaczać bez końca, ale po co? Podejrzewam, że już w tym momencie nie jedno z Was zostało mocno zdemotywowane wspomnieniem tekstów, jakimi Was w dzieciństwie karmiono. Teraz do mnie dotarło, jak silne z nas kobitki, skoro do tej pory ja i moja Sis jakoś ogarniamy ten „potworny świat” 😉

Kolejnym miejscem demotywacji była szkoła. Wpajano nam, że jak się nie będziemy uczyć, to zostaniemy sprzątaczkami, fryzjerami albo sprzedawcami. Każdy z tych zawodów darze szacunkiem. Nie mniej jednak, moim oczom ukazywałam się sobie w wypłowiałym fartuchu, z chustką na głowie i szmatą w dłoniach. Ewentualnie w wyobraźni, starałam się komuś nie obciąć ucha podczas strzyżenia czy nie urąbać sobie nogi, podczas oddzielania siekierką mięsa od kości w masarni. Przepłakałam niejedną noc kiedy z jakimś przedmiotem szło mi gorzej….I pomyśleć, że gdyby mnie jednak ta wizja zmotywowała do nie działania, może byłabym już teraz, właścicielką dobrze prosperującego biznesu 😉 Ale poważnie….My dorośli, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak naszym własnym podejściem do życia oraz tymi wszystkimi teoriami na temat świata, ograniczamy rozwój własnym dzieciom. A potem się dziwimy , że jakieś to pokolenie niewydarzone. A w urzędach pracy kolejki!

Kolejnym etapem mojego życia, podczas którego czasem bardzo skutecznie byłam demotywowana to praca. Kiedy tak sobie zerknę na całą swoją karierę w sprzedaży, doświadczenie w terapii, to mogłabym kilka stron zapisać w kwestii demotywacji pracownika. Skupie się jednak na ostatnich doświadczeniach. Sprzedaż usług, zwłaszcza kiedy nie masz bezpośredniego kontaktu z klientem bywa naprawdę trudna. Sprzedając pokonujesz nie tylko obiekcje dotyczące samego produktu, ale i wizji sprzedawcy, którą większość klientów ma w głowie. A wszystko przez jednostki, które w sposób nieetyczny naciągały klientów, dodatkowo wprowadzając w błąd. Dorośli też mieli w tej wizji swój udział. Naprawdę, gdyby nie podejście do mnie mojej szefowej, to swoją prace w firmie telekomunikacyjnej zakończyłabym znacznie wcześniej. Dlaczego? Już odpowiadam. Otóż jednym z demotywujacych mnie zjawisk były wszelkiego rodzaju konkursy, w których nagrodą były kubki, smycze lub…i tu pojawia się moja nagroda pocieszenia za sprzedanie 5 nowych usług -batonik „knoperss”. Pamiętam jak ta „motywacja” zablokowała moje dalsze postępowania na parę dni. Zwłaszcza kiedy w chwile po otrzymaniu przeze mnie tej nagrody, koleżanka za sprzedaż jednej z łatwiej sprzedawanych usług, niosła w rękach z uśmiechem na twarzy torbę. Powiem szczerze, dla mnie motywujące jest samo dobrze wykonane zadanie i dobre słowo. Batonik był dla mnie równoznaczny z uderzeniem gumowcem w twarz.

Ostatnim miejscem totalnie demotywujacym mnie do działania było moje małżeństwo. Nie spełniając jedynie znanych mojemu małżonkowi wymagań, określana byłam mianem katastrofy i straszona rozwodem. „Jedyne czego od Ciebie wymagam to żebyś pracowała!”
Jak się później okazało, ten fakt był zupełnie nieistotny wobec rzadkiego smażenia przeze mnie kotletów mielonych…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.