Jeszcze tylko zamknę ostatnie drzwi…

Zaginęłam. Zgubiłam się wśród wielu książek i setek mądrości, z dziedziny rozwoju osobistego i duchowego. Szukałam w tym wszystkim siebie samej. Gdyby nie ogarniająca mnie frustracja i wrażenie chodzenia w cudzych butach, kompletnie bym tego nie zauważyła. Nadal zastanawiałabym się dlaczego to czy tamto nie działa i jakim cudem innym sie udaje, a mnie nie? Czas, w którym nic tu się nie działo, ten zupełny brak wpisów na blogu, uświadomił mi z czym się borykam niemalże od dziecka. Lęk, to on mnie ogranicza i nie pozwala mi wprowadzać w czyn tego o czym marzę. Całe lata tkwiłam w spirali obaw i strachu. Pozwalałam innym się zastraszać i sama się pławiłam we własnych obiekcjach, podsycając to, co zaszczepili we mnie inni. Aż przyszedł wreszcie ten dzień, kiedy już to wszystko wiem i rozumiem mechanizm działania. Zorientowałam się, że tak naprawdę, nikt ani nic z mojej przeszłości, nie może mnie skrzywdzić! Straciłam tak wiele i doszłam do takiego punktu, które z powodzeniem możnaby nazwać dnem. Nie mam pracy, nikogo nie znam w nowym mieście, nie szukam partnera. Po prostu jestem. Mgła opadła. Jeszcze tylko zamknę te ostatnie drzwi i będę mogła naprawdę zacząć wszystko od nowa. Będę mogła WSZYSTKO!