Jestem już inną kobietą…

Wiele wydarzeń w moim życiu było zarówno tragicznych jak i zabawnych. Były również momenty wielkich uniesień jak i totalnej stagnacji, aż do zupełnej depresji. Nie mniej jednak, od pewnej chwili zaczęły się w moim życiu ogromne zmiany. Miałam dość obecnie prowadzonego życia i tego ciągłego nieszczęścia jakie odczuwałam. Mój mąż w ostatnich miesiącach naszego bycia razem mówił, że cokolwiek by nie zrobił, to ja nadal będę nieszczęśliwa. Nie rozumiałam o co mu chodzi?! Przecież tak naprawdę nie był mi do szczęścia potrzebny ogromny telewizor, czy wycieczka zagraniczna, na której i tak nie będziemy. Zatapiałam się w prozie życia, codziennie budziłam się i zasypiałam wykończona.

Z perspektywy czasu, już rozumiem co miał na myśli i jak bardzo miał racje. Nikt z nas nie uszczęśliwi drugiej osoby na sile. Tak samo jak nie jesteśmy wstanie uszczęśliwić nikogo, jeśli sami ze sobą nie będziemy szczęśliwi. Ja nie byłam.
Parę miesięcy po rozstaniu z mężem jestem w zupełnie innym miejscu swojego życia. Zrozumiałam gdzie leżał problem, dotarło do mnie czego tak naprawdę pragnę i co muszę zrobić aby to osiągnąć. Zakończyłam związek, który nie dawał mi szczęścia, zwolniłam się z pracy, którą momentami nawet lubiłam, ale nie spełniałam się w niej zupełnie. Przynajmniej ja to tak odczuwałam….
Pod wpływem chwili i zaproszenia siostry, wyjechałam do Szwecji, aby pozbierać myśli, odpocząć, nabrać dystansu. I nie oglądać się za siebie idąc chodnikiem po osiedlu…. Chciałam zostawić za sobą sąsiadów, którzy zadawali niewygodne, czasem bolesne pytania.

Jestem już inną kobietą. Znacznie silniejszą, radosną i pozytywnie patrzącą w przyszłość. A przede wszystkim nauczyłam się egzystować „tu i teraz”. Przygotowuje w moim czerwonym terminarzu plany działania po powrocie. Wiem czego chce i wierze w siebie tak mocno, że tym razem nie pozwolę nikomu zniszczyć moich marzeń i planów. Nie narzekam, nie marudzę, zauważam pozytywne strony najtrudniejszych sytuacji. Poznaje wiele ciekawych osób, rozmawiam z nimi i uczę się…..siebie. Nauczyłam się podejmować decyzje i je realizować. Jednym z moich celów było stworzenie bloga i prowadzenie go, co jak wielu z Was widzi robię. Kolejnym celem jest zmiana sylwetki.

Z początku ustaliłam, że schudnę 15 kg. Teraz myślę, że jeśli zamienię tkankę tłuszczową na mięśnie i dobrą kondycje to już będzie sukces. Nawet jeśli na wadze zamiast 70 kg będzie 75, za to w sklepie będę wchodzić w sukienki w znacznie mniejszym rozmiarze niż dotychczas 😉
Z tego powodu właśnie ćwiczę, spaceruje  i podejmuje rożnego typu rozsądne wyzwania, mające na celu wspomaganie realizacji mojego celu.

Kiedyś dużo marzyłam…o wielu rzeczach, ale nie robiłam zupełnie nic, aby spełnić choćby jedno z nich, najmniejsze. Nadal marze, ale wiem, że oprócz marzeń potrzebne jest działanie, w celu ich spełnienia, co też czynię. Pisząc parę lat temu prace, jako zaliczenie na uczelni, w której studiowałam o Nicku Vujicicu, zamarzyłam, że bardzo chciałabym poznać tego niesamowitego człowieka. Bez rak, bez nóg, bez ograniczeń…widząc jak pływa, jeździ na deskorolce, dotarło do mnie, jak wielka szczęściarą jestem i jak wiele rzeczy mogę robić. Mogę na przykład przytulić każdego kogo tylko zapragnę, bo mam ręce, mogę pobiec dokąd chce, bo mam nogi. Mam jednak sporo ograniczeń, bo posiadając wszystkie kończyny nie potrafię pływać, wręcz boje się wody?!
W tym roku, dokładnie 30 kwietnia będę na wielkim wydarzeniu „Życie bez ograniczeń”, na którym wystąpi ów człowiek. Wygrałam ten bilet, gdyż postanowiłam zawalczyć o spełnienie swojego marzenia…i pod koniec kwietnia jej spełnię 🙂 Warto marzyc, ale bez działania nasze pragnienia pozostaną jedynie w naszej głowie…

2 thoughts on “Jestem już inną kobietą…

  1. 😉 uśmiecham się mocno, już zrobiłas pierwszy ogromny krok, wspaniale, czas zrobi swoje i dosięgniesz swoich celow, bo jestes na wlasciewj drodze , drodze do siebie i jest to najwazniejsze, wspaniały wpis , bardzo otworzył mi oczy , i pchnie do dalszego działania do realizacji marzeń:) dziękuję i posyłam moje małe serducho<3

  2. Madziu, tak już niestety jest, że często nie widzimy tego, co jest oczywiste i dopiero z czasem rozumiemy, dlaczego w naszym życiu działo się tak czy inaczej. Muszą upłynąć dni, miesiące, a nawet lata zanim same ze sobą dojdziemy do porozumienia, ale kiedy w końcu lampka się nam zapala w głowach i nareszcie umiemy spojrzeć na nasze życie stając „z boku” to jest najlepszy moment do tego, by zacząć robić to, czego się naprawdę chce, a nie to, co wypada, albo to, co powinno się robić. Jesteś teraz w takim właśnie wspaniałym momencie życia, kiedy bardzo dobrze wiesz czego chcesz i robisz to, co chcesz – podążaj więc za marzeniami i nie daj się tym wszystkim złym ogrom, którzy tylko czekają, aż zwątpisz. Ja będę zawsze mocno trzymać kciuki, by Ci się udało w każdej dziedzinie życia, Trzcinko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.