Jak znaleźć przyjaciela na całe jego życie???

Kocham psy…zwłaszcza jednego… Sporej wielkości, obdarzonego bujną sierścią, Golden Retrievera, wabiącego się NEO.

Ta biszkoptowej maści, góra futrzanego szczęścia jest ze mną już 10 lat i chociaż mam tego świadomość, to nie wyobrażam sobie chwili, kiedy będziemy musieli się rozstać na zawsze. Był ze mną w radosnych i tragicznych momentach mojego życia. To jemu również je zawdzięczam. Gdy po zabiegu w szpitalu, nafaszerowana lekami przeciwbólowymi, spałam nieprzytomna w kłębach dymu, to właśnie on leżał na mnie, próbując mnie obudzić piszczeniem i lizaniem po twarzy.

To dzięki niemu otworzyłam oczy i resztkami sił doczołgałam się do drzwi wejściowych, za którymi stali przestraszeni sąsiedzi. Przesiedzieliśmy wtedy na zewnątrz kilka dobrych godzin. Ludzie wkraczali w moje życie i z niego znikali. On był zawsze….Nikt nie jest wstanie zrozumieć tej więzi jaka jest miedzy nami i chyba nigdy nie zrozumie. Przestałam na to liczyć…pisze ten tekst bo moja tęsknota za nim dzisiaj jest ogromna. Kiedy zawodzili mnie przyjaciele, krzywdzili bliscy, gdy moje życie przestawało mieć dla mnie jakikolwiek sens, był obok i wciskał swój wilgotny nochal pomiędzy moje dłonie, zakrywające mokrą od łez twarz. Za to ja, leżałam obok niego na zimnej posadzce w klinice weterynaryjnej, kiedy o mało nie zakończył swojego życia pożerając łapczywie skórę z boczku, wyrzuconą przez jakiegoś debila tudzież debilkę przez okno na zewnątrz. Niestety ta rasa jest niezwykle łakoma. To jedna z tych rzeczy, jakiej nie udało mi się go oduczyć. Pamiętam te parę godzin, kiedy starałam się zachowywać spokój, głaskając jego kochaną mordkę podczas kolejnych zastrzyków i kroplówek. I ten lęk…czy wrócę z nim?!

Nie spaliśmy razem w jednym łóżku, gdyż mając świadomość końcowej wielkości mojego sierściucha, od szczeniaka uczyłam go własnego miejsca na podłodze i w pontonach, jakie mu kupowałam do spania. Nie mniej jednak zdarzyło się nam zapodać kilka wspólnych drzemek 😉 Zwłaszcza kiedy był chory. Spędzaliśmy za to mnóstwo czasu razem. Na spacerach, wycieczkach, szkoleniach i w pracy. Tak…dobrze przeczytaliście. Pracowaliśmy razem dobrych parę lat. To były jedne z fantastyczniejszych chwil w mojej karierze zawodowej. Podczas zajęć terapeutycznych służył za materacyk, robił za „wała”…rehabilitacyjnego rzecz jasna. Wszystko to wykonywał z miłości do ludzi i do mnie, a ja leżałam na podłogach różnych pomieszczeń razem z nim, nochal w nochal. A tak niewiele brakowało abyśmy się nigdy nie spotkali…

Zdjęcie039
Ja i ON :*

Pisząc prace dyplomową na temat przygotowywania psów do dogoterapii i samej dogoterapii, uległam ogromnej fascynacji tą metodą. Kochałam psy i bycie terapeutą. Idealna praca…móc do niej przychodzić ze swoim psem! Podjęłam decyzje i poszłam za ciosem! Marzyłam o własnym psie do dogo, a ponieważ lista ras była wówczas dość okrojona, moim pierwszym wyborem stał się Rottweiler. Wiem co teraz sobie pomyślicie, słyszałam masę historii o tragicznych w skutkach wydarzeniach z udziałem tej rasy. Tak się jednak złożyło, że miałam okazje rozmawiać z paroma specjalistami w tej dziedzinie tworząc swoją pracę dyplomową. Usłyszałam, że ta rasa jest naprawdę niesamowita i mogłaby zostać wykorzystana do terapii. Pamiętam jednak jedno zdanie, które przesądziło o moim wyborze: „Nawet jeśli znajdziesz idealnego psa tej rasy do tej pracy, super go wyszkolisz, to kto Cię z nim wpuści gdziekolwiek, żebyś mogła go zaprezentować i pomagać innym?!” Ręce mi opadły….kolejny przykład na to jak można zepsuć opinie o rasie, kiedy trafia ona do niewłaściwych ludzi. Właśnie mi się przypomniało, że po powrocie do domu czeka mnie krótkie, aczkolwiek drastyczne szkolenie pewnego upierdliwego sznaucera, doprowadzającego moją mamę do duszności. Właścicielka owego sznaucera jest niestety niereformowalna….

Ale do rzeczy….Wahałam się pomiędzy Labradorem a Goldenem, wybrałam jednak tego drugiego z pewnych względów psychicznych. Jedno było pewne, to musiała być suka i w pewnym sensie tak jest….tak, tak drodzy Panowie…wykastrowałam chłopa! 😛 Ostatnio usłyszałam od kogoś, że po tym zabiegu to już nie jest pies…to co w takim razie, KRET?!

Nie będę się wdawać w szczegóły moich poszukiwań odpowiedniej hodowli, niemniej jednak trafiliśmy do Częstochowy. Wprowadzono nas do wykafelkowanego pomieszczenia i kazano chwile poczekać. W pewnym momencie, wniesiono nam kilka złotych suczek i postawiono je przed nami na podłodze. Miałam ze sobą kilka przedmiotów, które zgodnie z testami jakie miałam przygotowane, miały mi pomoc określić wstępnie osobowość szczeniaków. Mam świadomość tego, że one tak jak i dzieci dorastając ulegają w tym względzie transformacji. Tak czy owak takie miałam wytyczne, dlatego przystąpiłam do dzieła. Niestety sunie, chociaż były rozkoszne, to zupełnie nie reagowały na mnie dłużej niż parę minut, po czym zajmowały się same sobą. Ta sama sytuacja miała miejsce w przypadku zabawek i innych akcesoriów, podrzucanych im w trakcie zabawy. Rozczarowana i zmęczona już poszukiwaniami, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam pakować swoje rzeczy. W tym właśnie momencie powrócił właściciel hodowli. Spomiędzy jego nóg, wybiegł ogromny, w porównaniu z resztą ekipy szczeniak. Ta puchata kula futra, wpadła na mnie z impetem i przystąpiła do demakijażu. Normalnie lepszego gazika nigdzie nie znajdziecie…co za perfekcja i skrupulatność oczyszczania? Wybuchnęliśmy śmiechem. Wtedy przewróciłam delikwenta na plecy i moim oczom ukazał się malutki siusiak. Szlag by to….piesssss. Pogłaskałam go po głowie, po czym odsunęłam na bok, kończąc zbieranie rzeczy. Sierściuch nie dawał jednak za wygraną. Pakował mi się na kolana i lizał po wszystkim co mu wpadło pod jęzor. Oprócz ponownego demakijażu, mycia rąk, butów przymierzał się również do prania moich spodni i kurtki. Ot trafiła mi się taka futrzana lizawka 😛 Postanowiłam wykonać ponownie testy, widząc jak całe towarzystwo, rozkręciło się pod wpływem tego puchatego tornada. Jakież było moje zaskoczenie…przeszedł wszystkie moje zadania wręcz „szczekająco”….Nie wiedziałam co mam robić. Widząc rozbawione miny na twarzach moich ludzkich towarzyszy tej wyprawy, błagalnie zerknęłam prosząc o pomoc w podjęciu decyzji. Jednak wzruszyli jedynie ramionami i zostawili mnie samą z tornadem?! Moje serducho drgnęło na widok jego cudnej mordki i mądrych oczu. Zakochałam się….nie umiałam go tam zostawić. Zapytałam wiec o cenę mego oblubieńca. Kwota, którą mi wyrecytował hodowca zwaliła mnie z nóg….

Obraz 004
To jeden ze spacerów , po którym nie dźwigaliśmy ze sobą kupy błota 😛
neosiekpark
Krótki przystanek przed następnymi kilometrami…

Ten blondyn musiał być mój…przystąpiłam zatem do negocjacji. Po chwili, zapłaciwszy czterysta złotych mniej, z zakrwawioną metryką, kuśtykałam w stronę samochodu, co chwile poprawiając kolanem wyślizgującą mi się z rąk prywatną lizawkę. Nie zamordowałam hodowcy, szczeniak dziabnął go w palucha. Od tej chwili byliśmy nierozłączni. Gdzie ja tam on, gdzie on tam ja 😉 Powiem Wam, że to najwspanialszy pies jakiego do tej pory miałam okazje znać…Na jego widok, ludzie przechodzą na drugą stronę ulicy ze strachu, albo nie zważając na bezpieczeństwo odzieży, podbiegają się z nim przywitać. Bo nie wiem czy wiecie ale mam bardzo groźnego psa… zalizuje na śmierć i obczepia sierścią, nie znając litości dla odzieży 😉 Poza tym zdejmuje mi skarpetki i buty, podaje pilota oraz otwiera i zamyka drzwi. Dodatkowo jest postrachem bałaganiarzy…spróbuj zostawić coś na podłodze a możesz być 100% pewny, że szukając tych rzeczy, powinieneś z miejsca kierować się w stronę jego legowiska 😛

8 thoughts on “Jak znaleźć przyjaciela na całe jego życie???

  1. świetny tekst Madziu 🙂 cholernie przyjemnie się Ciebie czyta 🙂 powinnaś kiedyś w oparciu o tego bloga wydać książkę i gwarantuje, że to będzie bestseller 🙂

    pięknie 🙂

  2. Bardzo dziękuje za te wszystkie miłe słowa…cieszy mnie fakt, że to co robię ma sens 🙂

  3. Madziu cudownie opisałaś swojego przyjaciela. Ktoś kto miał lub ma psa doskonale rozumie co piszesz. 🙂

  4. Aneta, zgadzam się z Tobą 🙂
    Pies to najwspanialszy towarzysz życia i kocha bezgranicznie zawsze. Nie zostawi Cię dla innej kobiety, nie widzi tego, że się czasem nieładnie wygląda, nie obgada na boku i zawsze będzie na Ciebie czekał. Nie ma lepszego Przyjaciela człowieka!

  5. Jeśli chodzi o Rottweilery – miałam kiedyś niebezpieczny incydent z psem tej rasy, a po paru latach będąc gościem u mojej cioci musiałam dzielić dom z suczką tej rasy i mimo tego, że ona była naprawdę grzeczna i kochana, blokada w mojej głowie została i nie umiałam się z Rottweilerką zaprzyjaźnić.

    Twój Neo to był najlepszy wybór pod Słońcem 🙂

  6. Magdalenko, nie wiesz jaką przyjemność sprawiłaś mi tym wpisem… Mysłowice, Ty u mnie w domu, piękne zdjęcia Twojej siostry, majówka w Bucharzewie, Ania i Karolina, nasze spacery i szkolenia … przez chwilę przeniosłam się w czasie ❤

  7. Dla mnie to również był wspaniały czas…naprawdę to była dla mnie niezwykła przygoda i coś, co nadal tkwi w moim sercu <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.