Jak zasnąć z chrapidłem obok????

Znacie to zapewne z autopsji. W każdym domostwie występuje takowe chrapidło, niepozwalające się wyspać reszcie domowników. Cmokanie, kląskanie, gwizdanie, szturchanie…nic nie pomaga ?! Co wtedy? Jak wybrnąć z tej niejako mało komfortowej sytuacji?

Wyrzucenie z domu odpada, spanie na kanapie bez sensu, zwłaszcza kiedy o poranku, ten „dźwiękowy uzurpator” przemienia się w słodkiego misiaczka, ukochanego mężulka, cudowną żonkę, rozkoszne stworzonko… Rady nie ma! Jeśli problemu nie można usunąć drogą medyczną, nie pozostaje nam nic innego jak się przyzwyczaić. Ewentualnie, jeśli jeszcze do tej pory nie mieliśmy przyjemności przebywania z jakimkolwiek chrapidełkiem, to zalecam profilaktykę lub samodzielne przeciwdziałanie 😉 Co konkretnie mam na myśli? Otóż tradycyjnie – oswoić bestie! 😉
W jaki sposób? Po pierwsze można obudzić, w przypadku małżonka, partnera, przechodząc do celów lubieżnych. Pozwoli nam to w trakcie, utrwalić w obiekcie obawę przed głębszym zaśnięciem, na wypadek przegapienia powtórki z rozrywki, tudzież lęku właśnie przed ewentualną powtórką 😛
Tak czy owak, jesteśmy na wygranej pozycji. Chrapanie zniknie, a w zamian mamy większe szanse na swobodne, niczym nie skrępowane „zaloty”. Mnie jednak, dane było oswoić się nie z bestią, ale z bestyjką. A stało się to wtedy, kiedy pomagając byłemu partnerowi w zakupie Cavaliera, zostałam zmuszona do spędzenia paru nocy z tym hałaśliwym słodziakiem. Te psiaki, ze względu na krótkie pyszczki, chrapią dość donośnie i niestety bez przerwy niemalże, w trakcie każdego snu. Wtedy to właśnie odkryłam, iż to rozkoszne, łaciate maleństwo chrapie niczym „stary chłop”…zaciągając się przy tym z lubością.

chihuahua-618459_1920
Na miejsce spoczynku, co noc wybierał czubek mojej głowy, ułożonej na poduszce. Wyobraźcie sobie moje rozpaczliwe próby zaśnięcia z tą charczącą „maskotką”. Za każdym razem, kiedy próbowałam zmienić jego miejsce snu, na oślep wracał, jak namagnesowany na poduszkę, centralnie nad moją głową. Mordkę miał tak cudownie milusią, niczym z króliczego futerka. Niesamowite połączenie rozkosznego malca, z odgłosem świdrującym w mojej czaszce. Po kilku nocach z tym osobliwym współspaczem, byłam tak wykończona bezsennością, że kiedy nareszcie padłam, to było mi wszystko jedno jakie dźwięki i skąd się wydobywają. I tak, oswoiłam chrapidło, a raczej chrapidło oswoiło mnie. A kiedy przyszło mi już spać bez niego, przez kolejny tydzień bez tego dźwięku nie mogłam zasnąć?! W następnych latach, miałam okazje spędzać noce z różnymi chrapidłami płci obojga, rasy ludzkiej . Przy pierwszych oznakach, uśmiechałam się jedynie, po czym spokojnie zapadłam w sen 😉 A może znacie jeszcze jakieś nowatorskie pomysły na oswojenie tego „młota pneumatycznego”???? Czekam na komentarze w tej sprawie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.