Jak marzenie stało się ciałem??? Część kolejna historii o facecie z plamą… ;)

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak łatwo można przegapić swoją szanse w życiu?
Jak sądząc jedynie po pozorach, można kogoś skrzywdzić? I jak takie osądy mogą zniweczyć, dobrze zapowiadającą się przyjaźń, a nawet związek? I na koniec, od czego zależy to, czy czujemy do kogoś chemię lub jest nam praktycznie obojętny?
Jakiś czas temu, opisywałam Wam historię faceta z plamą i brudnym butem. Mam nadzieje, że czytaliście ten wpis i jeszcze go pamiętacie? Otóż w tym właśnie przypadku, pomimo zabawnej randki, no i partnera, który w moim mniemaniu niegdyś, był poza moim zasięgiem, niewiele brakowało aby nic więcej się nie wydarzyło. Zastanawiałam się. co jest nie tak? Czego brakuje? Był przystojny, starał się zrobić jak najlepsze wrażenie, ale moje serducho jakoś przysnęło.
Do pewnego, pamiętnego, późnego wieczoru. Po kolejnej męczącej dniówce w pracy, a pracowałam po raz kolejny w dla firmy, która swoje stoisko umiejscowiła na środku jednego z pasaży. Towarem były szale, czapki, kapelusze i torby. Oczy musiałam mieć niemalże wokół głowy, próbując upilnować wszystkiego. Pójście po coś do jedzenia, czy skorzystanie z toalety w trakcie pracy, urastało do rangi rzeczy niemożliwych i ryzykownych. Pracowałyśmy pojedynczo na stanowisku sprzedawcy. Kiedy ja byłam w pracy, ona wypoczywała w domu. Zdarzały się dni, kiedy z obawy przed kradzieżą, nie wychodziłam zza lady dosłownie nigdzie. Jak się później okazało, koleżanka z drugiej zmiany, swobodnie przemieszczała się po hipermarkecie. W czasie gdy powinna pilnować stoiska, o samej obsłudze nie wspominając, flirtowała z kolegami ze sklepu komputerowego. Co miesiąc sytuacja się powtarzała. Zarabiałyśmy spore pieniądze. Śmiało mogę powiedzieć, że były miesiące gdzie wynagrodzenie przekraczało obecne, jakie miałam okazje otrzymywać. Niestety ze względu na manko, spowodowane kradzieżami, do domu wracałam z marną cząstką owej pensji. Żyłam w stresie, zastanawiałam się jakim cudem miałyśmy tak duże braki, skoro podobno obie trzymałyśmy się stanowiska pracy?! Cóż….Właśnie po jednym z takich stresujących dni, głodna, wykończona, zmarznięta wracałam autobusem do domu. Jadąc nim wykorzystywałam resztki sił, żeby nie zasnąć. Marudziłam do siebie, że moje życie jest puste, wszyscy wracają do kogoś, czeka na nich ciepła herbatka, posiłek. Ja wracałam do pustego mieszkania, wiec siłą rzeczy nie czekało na mnie nic, ani nikt, oprócz czterech ścian. Choćby ktoś na mnie po prostu poczekał na przystanku i odprowadził do bloku…marzyłam. No ale kto ? Mężczyzna, z którym niedawno byłam na randce lub dwóch, to zbyt krótka znajomość aby liczyć na takie poświecenie. W dodatku, o ile mnie pamięć nie myliła miał na noc do pracy. Autobus zbliżał się do mojego osiedla. Westchnęłam na myśl o tym, co mnie nie czeka, kiedy przed moimi oczami , na skrzyżowaniu w pobliżu przystanku, na którym miałam wysiadać , mignęła znajoma postać. Tak mi się przynajmniej zdawało. Zwlokłam swoje ciało z siedzenia i podeszłam do drzwi pojazdu. Wysiadłam i powoli zaczęłam iść w kierunku skrzyżowania. Była dokładnie 22:05.
W pewnym momencie zrobiło mi się dziwnie gorąco na myśl, że ta postać to może być mój „facet z plamą”. Jakież było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że to istotnie był ON. Nic nie rozumiałam. Pytałam go : „Ale jak?” i „Skąd się tu wziąłeś?”. Powstrzymywałam swoją radość na wypadek, gdybym jednak coś pomyliła i nie miał nocnej zmiany, a jego obecność na skrzyżowaniu była przypadkowa. Nie była jednak przypadkiem. Zapamiętał do której mniej więcej pracuje, ale nie był pewien, o której wrócę. Stał na tym rogu jakąś godzinę. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
A praca? – zapytałam zaskoczona.
Mam nockę – odpowiedział z wyraźnym rozbawieniem. Zapewne miałam w tym momencie dosyć osobliwy wyraz twarzy.
W takim razie co tu robisz? – zapytałam obawiając się, żeby nie pomyślał, że nie cieszy mnie jego widok.
Urwałem się na dwie godzinki, żeby Cie zobaczyć, wiec odprowadzę Cię teraz do klatki i biegnę na autobus powrotny. Koledzy mnie kryją…ale wiesz…– wyjaśnił.

Chwycił moją dłoń i za tą dłoń, która w tym momencie skupiała całą moją uwagę w drodze, prowadził mnie do bloku. Radość mieszała się z zaskoczeniem. Kiedy weszliśmy do klatki, niespodziewanie objął mnie i przytulił mocno. Serducho nagle drgnęło i zamiast bić zaczęło dudnić w klatce piersiowej. Kiedy tak staliśmy w objęciach, próbując wytrzymać spojrzenie, postanowił mnie pocałować. Świat mi zawirował i nie umiałam utrzymać się na nogach. Ale to nie było ważne… w końcu trzymał mnie mocno, nie pozwalając upaść. Myśli kotłowały się w mojej głowie. Pomimo zimna wokół, mnie zalewała fala gorąca, a serducho rozpaczliwie próbowało wyrwać się poza moje ciało. Nagle puścił mnie, cmoknął jeszcze delikatnie w usta i powiedział, że chciałby tu ze mną zostać, ale musi wracać. Z niechęcią odsunęłam się od Niego. Spojrzał jeszcze na mnie w taki inny, zupełnie dotąd mi nieznany sposób. Wybiegł z klatki zostawiając mnie przy jej drzwiach, zupełnie oszołomioną. Zapomniałam o tym, że chciało mi się pić, jeść i właśnie…co ja tam jeszcze wtedy marudziłam???? 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.