It’s great to be me!!!!!!!!

Krzyk mamy, wzywającej pomocy, wybudził mnie dzisiaj ze snu. Wypadłam zaplątana w kołdrę na dywan. Na wpół przytomna wybiegłam z pokoju. Moim oczom ukazał się widok, zmagającej się mamy, z bezwładnym ciałem babci, usadowionym na muszli klozetowej. Idealne wprost miejsce na dokończenie żywota….jednak mamie udało się wyciągnąć głowę babci z miski, do której miała wcześniej wymiotować. Złapałam za telefon i już w niedługim czasie po tym, w drzwiach naszego mieszkania, pojawiła się ekipa pogotowia ratunkowego. Na szczęście stan babci uległ poprawie na tyle, że zdecydowano pozostawić ją w domu. Jestem wdzięczna za czarny humor lekarza z pogotowia, który pozwolił na rozładowanie napięcia….

Nie wiedziałam w co ręce włożyć…najpierw kawa czy prysznic??? A może usiąść i wziąć głęboki oddech? Ręce mi się trzęsły… Usłyszałam dźwięk budzika, który zwiastował porę pobudki…zupełnie bezsensu :/
Usiadłam na własnym łóżku próbując zebrać myśli. W drzwiach stanęła mama i zapytała czy pomimo wszystko napiję się z Nią kawy?…jak co dzień rano… Czekając na kawę, próbowałam przekierować myśli na coś pozytywnego…w końcu dzisiaj czekały mnie dwie rozmowy kwalifikacyjne. Koncentracje szlag trafił…byłam dziwnie rozbita!

Prysznic, suszenie głowy na balkonie z powodu sauny, jaka się utworzyła w łazience, potem syzyfowe próby ułożenia włosów i nałożenie choćby delikatnego makijażu na twarz, która co chwile była mokra?!
Nie czekając aż w sportowej marynarce i materiałowych spodniach spocę się jak świnia, wybiegłam na klatkę schodową. Nie, żebym coś miała do świnek…nie jem ich, ale nazewnictwo się przydaje, kiedy słów mi brak 😛
Spojrzałam na stopy i ciśnienie mi wzrosło…pedicure nie dokończony! Fuck! Powrót, zmiana obuwia na takie z zakrytymi palcami. Gdy chwytałam klamkę, dotarło do mnie, że nie mam cv…w papierze. Wpadłam do pokoju, odpaliłam kompa i wrzuciłam je na pedrive’a. Rozejrzałam się po pokoju, wzięłam głęboki oddech i wybiegłam z domu.

Na parkingu, dopadłam mojej mechanicznej pomarańczy. Wsiadłam, porozrzucałam swoje rzeczy gdzie popadło, pootwierałam okna i zapięłam pas. Kluczyk w stacyjce, przekręcam i nic! Silnik ani drgnie! Miałam dwie opcje. Mogłam się w….zdenerwować, albo ogarnąć sytuacje? Zaśmiałam się na głos do siebie, wyskoczyłam z auta i rozejrzałam po parkingu w poszukiwaniu rycerza z autem…olać konia! Iiiiiiii…są, trzej Muszkieterzy z puszeczkami piwa przy autku!
W kilku susach przemierzyłam parking i najmilej jak tylko potrafiłam zapytałam:

– Panowie, Niewiasta w potrzebie?! Akumulator mi padł…możecie mi pomóc odpalić silnik ???

I zaczęło się…..z wdzięczności dla ich uczynności, nie opowiem jak to wszystko się odbyło i jaką trudność stanowiło dla jednego z nich odnalezienie akumulatora w seicento.  Z całej trójki Muszkieterów klemy miałam ja hahahaha
Odpalił…zamknęłam maskę, wskoczyłam do auta i jak tylko odblokowano mi wyjazd ruszyłam z kopyta! Wprost pod szpital…Nie myślałam o tym jak wrócę, ważne było, że tam dotarłam. Na mój widok ucieszył się czarny kundelek 🙂 Zaparkowałam w pobliżu, pozbierałam dokumenty i wyruszyłam na spotkanie z naczelną pielęgniarek.

Co ja się naszukałam budynku z kadrami??? Przebiegłam pół parku, w którym znajduje się owy szpital. Na spotkanie rekrutacyjne czekałam ok trzech godzin. I kiedy tak sobie siedziałam chłodząc się znalezionym w torebce wachlarzem, olśniło mnie. Nie wydrukowałam CV?! Jezzzzzzuuuuu….! I znowu  miałam dwie opcje, załamać się albo jakoś z tego wybrnąć? Zajrzałam do kadr i zapytałam uprzejmie czy mają możliwość wydrukowania CV, gdyż przez przypadek zapomniałam tego uczynić, przyzwyczajona do wysyłania ich za pośrednictwem emaila . Przeprosiłam za kłopot i podziękowałam za pomoc, kiedy uśmiechnięta pani z kadr wręczała mi dokument. W jednym z kolejnych wpisów, opowiem Wam, jak w pocie i znoju je tworzyłam. Tym razem ograniczę się do informacji o tym, że oryginał jest w kolorach czarnym i zielonym. Wydrukowane w szpitalu było dwustronne i czarno-białe. Przełknęłam ślinę. Wtedy, mając na uwadze, że już niczego nie poprawię, oddałam całą te sytuację we władanie Sile Wyższej. Zamknęłam oczy i podziękowałam sobie za to, że tu jestem ….Niech się dzieje co chce!

received_10207345140404732
W międzyczasie okazało się, że nie zdążę na drugą rozmowę. Zadzwoniłam do pani manager z przeprosinami, na co ona z uśmiechem w głosie odpowiedziała:

– Madziu, to przełóżmy te rozmowę na jutro, po co masz się gonić teraz na Sosnowiec…jutro na spokojnie porozmawiamy. Może potrzebujesz, żeby Cie skądś odebrać? Będę wracała przez Katowice to mogę po Ciebie podjechać jutro i razem pojedziemy na miejsce? ( jakoś tak to brzmiało).

Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Myślałam, że mi serducho z wdzięczności wyskoczy. Oczywiście zgodziłam się na przełożenie terminu, na miejsce dotrę samodzielnie 🙂 Anioł nie kobieta…
Popijając wodę, którą uraczyły mnie panie z kadr, doczekałam się na naczelną. Czekając aż mnie zaprosi do gabinetu, wyobraziłam sobie jak chwytam jej twarz w dłonie i całuje ją w czoło, jeden policzek i w drugi, a potem w czubek nosa i brodę. W tym momencie usłyszałam jak mnie woła. Weszłam do gabinetu, a po 10 minutach, prowadzona przez przyszłą szefową, zostałam oficjalnie przedstawiona w kadrach, jako nowy terapeuta zajęciowy na Oddziale Neurologicznym i Pielęgnacyjno – Opiekuńczym ( o ile mnie pamięć nie myli z nadmiaru wrażeń?). Można? Można!
Po serii porażek, upadków, lekcji czy jakkolwiek to nazwiecie nareszcie GÓRKA!!!!! Uffff…..jutro ciąg dalszy.

 

 

2 thoughts on “It’s great to be me!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.