I pomyśleć, że chciałam być chłopcem…?!

Kobiecości! Ach cudowna lekkości bycia w euforii egzystencjo. Wśród powiewu zwiewnych sukien i trzepotu rzęs, odnajdujesz życia sens! I niby to takie proste, naturalne, wypływająca prosto z serca potrzeba, bycia w zgodzie z samą sobą. A jednak, gdzieś nam się zapodziewa i chowa przed nami, niczym wąż…

Pamiętam te magiczne chwile, gdy z kokardą we włosach, bielusieńkich podkolanówkach, różowych sandałkach, z dumą prezentowałam, zakupioną przez moją mamę sukienkę. Pominę fakt, że już jako dorosła kobieta, zachodzę w głowę, jak Jej się to wszystko udawało, w czasach permanentnych braków na półkach??? Z octu nawet skarpety nie wydziergasz, a co dopiero sukienkę? Po bezsennej niemalże nocy na plastikowych wałkach, po moich ramionach spływały urocze loki. Byłam taka dumna. Czułam się niemalże jak księżniczka. Nawet przez myśl mi nie przyszło wtedy, aby chcieć być chłopakiem. A feeee! 😛 Tak czy inaczej dorastając, nabierałam bardziej kobiecych kształtów, a i doświadczenia na wielu polach życiowych. Przy okazji, powoli zmieniałam zdanie. W obliczu wielu niesprawiedliwości, zakazów i nakazów dotyczących tego, co dziewczynce przystoi a co nie, z zazdrością zerkałam na beztroskę chłopaków, w wielu aspektach życia.

W ramach ostrego sprzeciwu w kwestiach podziałów i zakazów, nieraz zwisałam z gałęzi drzew. Świeciłam majtami w kwiaty, machając nogami na konarach i wdrapując się na murki. Ganiałam z finką po pagórkach, pohukiwałam niczym puchacz udając Indianina, a wieczorem dostawałam reprymendę od babci, w trakcie doszorowywania mnie. Do dzisiaj mam blizny na kolanach, po nieudanych akrobacjach na rowerze i zjeżdżaniu po ślizgawce, z dziurą w środku. Chłopcy bawili się nieco hardkorowo  jak dla dziewczynek, ale właśnie w tychże zabawach, czułam ten wiatr we włosach i wolność. Zabawy „dla dziewczynek” już mnie tak nie bawiły jak kiedyś. Przemierzanie placu zabaw z lalką, zaczynało być passe i najzwyczajniej w świecie było mi wstyd.

Gdy zaczęłam na nowo odzyskiwać swoją kobiecość, miałam gdzieś około siedemnastu lat. Już nie mogłam dłużej ukrywać swoich kształtów, a i chłopcy zamiast szaleć ze mną z łukiem po lasach, coraz częściej słali mi laurki, pytali o „chodzenie” i rozpoczynali nie do końca dla mnie jasny „taniec godowy” ( zestaw mało zabawnych popisów między sobą i chwalenia się jacy to oni są SUUUUUPER). Tak czy inaczej odkryłam, że dzięki temu iż jestem dziewczyną, prawie kobietą, mam władze! Niestety nie zawsze nad tymi, na których akurat spoczywał mój wzrok, a serce wyrywało się z piersi(niestety celownik optyczny miałam nieco zdezelowany). Z kolei kompletnie nie zauważałam lub na wstępie traktowałam jak braci, czy też fajnych kolegów tych chłopców, którzy akurat mieli o wiele większy potencjał. Cóż…jak to mawiają serce nie sługa.


Jednak czy bycie świadomą swojej płci, a poczucie kobiecości idą w parze? Nadal próbuje te wszystkie puzzle poukładać w jeden, w miarę logiczny obraz… Tak czy inaczej, odkrywanie własnej kobiecości, poczucie kobiecej siły i mocy tworzenia wszystkiego wokół nas, to długi proces dla wielu kobiet. Żyjemy w świecie niekończącej się oceny i porównań. Jeśli ktoś inny nas nie ocenia czy porównuje, to robimy to sobie same. Tak trudno jest nam zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy. Dlatego zapewne jeszcze długo przemysł kosmetyczny, farmaceutyczny i medycyna estetyczna, będą zbijać na nas, zakompleksionych Cudach Świata, kokosy. I nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko poprawieniu delikatnemu urody, makijażom, sztucznym rzęsom czy lakierowaniu paznokci. Sama uwielbiam zmieniać kolor włosów i fryzury. Nie mniej jednak, zmiana na zewnątrz, nadal będzie środkiem chwilowej poprawy naszego samopoczucia, a nie stałym komponentem. Co dalej zatem? Rozłożyć bezradnie ręce i pogodzić się z sytuacją, czy jednak możemy coś w tej kwestii zrobić same dla siebie? Rozwiązanie jest zarazem proste i trudne. Paradoks? Niekoniecznie. Kiedy zaakceptujemy bezwarunkowo siebie same i pokochamy, jak najlepszą przyjaciółkę. Gdy potraktujemy siebie, jak kogoś z kim przyjdzie nam spędzić resztę życia, bez L4 i urlopu. Kogoś, na kogo zawsze możemy liczyć, kto będzie mógł nas zawsze wspierać, to poczujemy spokój, błogość i ogromną miłość, nie tylko do nas samych, ale i wszystkiego wokół. To będzie taka gigantyczna, nieodwracalna transformacja na plus w naszym życiu!
Zatem, czy nie warto jednak postawić na SIEBIE?

Siła kobiet, ich miłość i moc twórcza, to najpotężniejsze siły we Wszechświecie. Siły, bez których ta planeta, nie byłaby wstanie prawidłowo funkcjonować i tak niesamowicie rozkwitać. Jak pięknie to ujęła w słowa Małgorzata Gąska (Świadoma Piękna ) ” Kobiece nie działa bez męskiego, a męskie bez kobiecego. Uszczęśliwi nas wzajemnie uznanie, szacunek i wymiana, oparta na Miłości do tych różnic „. Zatem złotym środkiem w tej sytuacji jest równowaga. Niechaj męskie pozostanie męskim ze szczyptą kobiecego, a kobiece kobiecym z odrobiną męskiego 😉

Nie bójmy się być kobietami, akceptujmy to co w nas silne, ale i to co w nas słabe. Mówmy o sobie i o innych, ubierając nasze poglądy w piękne słowa. Dbajmy o innych, wspierajmy, lecz nie pomijajmy siebie samych. Tak jak zmiana zaczyna się od Ciebie, tak i miłość innych do nas, zaczyna się od miłości naszej do siebie…

Niechaj w Twoim życiu zadzieje się MAGIA KOBIETO! JESTEŚ WAŻNA! JESTEŚ CUDEM! ZASŁUGUJESZ NA OBFITOŚĆ! KOCHAJ SIEBIE, A BĘDZIESZ KOCHANA!