Gdy Walenty ciągle zajęty?!


Jest taki jeden dzień w roku, gdy cały niemalże świat, zamienia się w serduszkowe szaleństwo. Ludzie stają się nad wyraz wylewni, obdarowują się kwiatami, czerwonymi majtkami i wcinają wspólnie kolacje przy świecach…To, co następuję po tym rytualnym obłędzie pominę. Bo niby po kiego grzyba mam zaglądać komuś pod kołdrę? Tak czy inaczej, nikogo już nie dziwią kotlety w kształcie serca, jadalna bielizna, mężczyźni i kobiety z misiami pod pachą. Ot, taka nowa tradycja. I nie odkryję tu nowego lądu, ani nie powiem czegoś, co rozejdzie się po globie w formie mema.  Faktem jest, iż miłość winna być celebrowana co dzień. Wlewana do kawusi, smarowana na kromce, wpinana w pranie na balkonie. Zjadana wraz z obiadem, serwowana do kolacji i tulona w łóżku, przed snem, w trakcie i zaraz po przebudzeniu. Miłość jest wszędzie, wystarczy tylko szeroko otworzyć oczy, lub je zamknąć by poczuć owo uczucie w sobie. W natłoku spraw codziennych, prozy życia i wyzwań, jakie stawia przed nami los, zapominamy często o tym, że to za czym tak gonimy, mamy w sobie.


No dobrze, cóż zatem począć w sytuacji, gdy w taki dzień jak dzisiaj, jedynym naszym towarzyszem przy kolacji, jest nasze odbicie w zwierciadle??? Przede wszystkim nie panikować! Ot dzień jak co dzień, tylko bardziej zakręcony. Tyle się teraz czyta na temat akceptacji i miłości do siebie, że nawet jeśli ta teoria jest nam obca, to właśnie w takim przypadku, można się pokusić o maleńki eksperyment. Nie będę Was namawiać na próby wyjścia w miasto, aby wśród tłumów, odnaleźć przyzwoicie wyglądającego, potencjalnego kandydata na Oblubieńca. Z doświadczenia wiem, że im bardziej się do czegoś zmuszam, tym gorzej mi to wychodzi, a czasem dzieje się coś takiego, co z powodzeniem można by nazwać farsą lub kompletną katastrofą. Zatem odłóżmy łuki (jeśli takowe mamy) i weźmy głęboki oddech, a być może wpadniemy na jakiś rewelacyjny pomysł w tej kwestii? Ja polecam być dla siebie wyjątkowo miłym. Zabrać siebie w jakieś miłe miejsce ( odradzam kino lub restauracje dzisiaj, bo jeśli psychikę mamy słabo odporną, to możemy sobie zrobić kuku) i zafundować coś, tylko i wyłącznie dla nas. Alternatywą jest ciepły i mięciutki koc, butelka wina, pyszne domowe menu i książka, ewentualnie film ( rodzaj pozostawiam indywidualnym preferencjom).

 

Wróćmy jednak do eksperymentu…Sprawdź, zobacz, poczuj, jak to jest pokochać samego siebie??? Nie, nie…kompletnie nie mam tu na myśli, dwudziestoczterogodzinnego przeglądania się w lustrze i całowania po rękach, mięśniach i gdzie tam jeszcze dosięgniecie 😛 Spójrzcie na swoje odbicie łagodniej, uśmiechnijcie się do siebie samych i przyjrzyjcie się własnym oczom. A gdy już staniecie się obecni w tym kontakcie z własnym wizerunkiem, powiedzcie sami sobie ” Witaj, jak dobrze, że jesteś. Jesteś fajna/fajny (niepotrzebne skreślić)!!! Naprawdę Cie lubię!” (kocham Cie- wersja hardcorowa)…Zobacz co poczujesz, poczuj te akceptacje i ciepło na sercu, gdy wypowiadasz te słowa, które tak rzadko nieraz słyszysz od innych. Podaruj sobie miłość do siebie, by mieć się czym dzielić z innymi. Bo żeby obdarować kogoś miłością prawdziwą, trzeba tę miłość mieć i czuć w sobie. Tego właśnie życzę Tobie, z głębi mojego serca…by już każdego dnia, w Twoim życiu, w mniejszym lub większym szaleństwie, trwały Walentynki 😉

 

Leave a Comment

Filed under Uncategorized

Comments are closed.