Czy prawdziwa miłość istnieje?

child-1111818_1920
Jakiś czas temu, pewien człowiek zadał mi na pozór proste pytanie, które po chwili zastanowienia, stało się niemożliwym do szybkiego udzielenia odpowiedzi…Widząc w jego oczach oczekiwanie odrzekłam, że nie wiem czy to możliwe i chyba nie pamiętam już czy kiedykolwiek tego doświadczyłam…I w tym samym momencie, poczułam w sercu ogromny smutek, a w mojej głowie pojawiło się pytanie: „Czy to możliwe, abym nigdy tego nie doświadczyła tak naprawdę?!”
W kolorowej prasie, w telewizji i w książkach, codziennie możemy zanurzać się w historiach, jak z bajki wziętych. Pary wtulone w siebie, w namiętnych uściskach i pocałunkach, nie pomni jakichkolwiek zasad dobrego smaku, zatraceni w uniesieniach, sfotografowani niby przypadkiem, w miejscach odosobnienia. Walczących z całym światem o swoje uczucia tylko po to, by za chwilę pojawiać się na zdjęciach, w kompletnie innym duecie.

Jestem zwolenniczką budowania relacji, tworzenia więzi, rozpalania namiętności w związkach. Niestety sama obecnie jestem w kompletnym zawieszeniu, nie będąc zatem dobrym przykładem swoich poglądów. Nie mniej jednak, aby coś zbudować, należy mieć solidne podstawy, fundamenty do tego tworzenia….a jeśli ich nie ma, to choćby skały srały (wybaczcie kolokwializm), to nic się z tego nie urodzi!!! Dlatego ufam, iż za kilka miesięcy, ta część mojej przeszłości, będzie mogła być definitywnie zamknięta…

hug-1315552_1920
Wróćmy jednak do miłości…to taki wdzięczny temat do pisania. Kocham pisać, ale znacznie bardziej uwielbiam ten stan zakochania, kiedy dosłownie nie możesz się odkleić od partnera. Kiedy sam jego zapach, głos czy dotyk dłoni, rozpala cię do czerwoności. Niestety stan ten, można również pomylić z namiętnością i co wtedy??? I czy można w ten sam sposób kochać siebie, a jeśli tak to, czy nie zakrawa to o NARCYZM?

Całe życie uganiamy się za miłością. To ona stanowi źródło naszej energii i chęci do wszelakich zmian. Od dziecka niemalże, to czego się domagamy od rodziców to miłość. A czym mniej uwagi na nas zwracają, tym bardziej o te uwagę zabiegamy. Wszystko po to, by na pewnym etapie naszego życia odkryć,  że tak naprawdę pragniemy kochać samych siebie. Bo to właśnie MY, a nie inni ludzie wokół nas, jesteśmy dla siebie najsurowszymi krytykami.
Próbując zrozumieć powody, dla których moje życiowe doświadczenia są takie a nie inne, dotarłam do kolejnych wniosków…. Nie ja je odkryłam. Po prostu wypowiedziane przez kogoś zupełnie innego, stały się częścią mnie, tego co w tym własnie momencie poczułam. A kiedy to poczułam, ZROZUMIAŁAM, że to jest własnie moja PRAWDA.

O czym mówię? O tym, że Ci ludzie, którzy najdotkliwiej mnie ranią, zarówno słowem jak i czynem, najwięcej mnie uczą. Są dla mnie jak lustra. Wypowiadają na głos to, co ja sama na swój temat myślę. Pokazują mi w ten sposób obszary, nad którymi muszę jeszcze popracować. Wskazują miejsca, które należy wzmocnić. Zatem jak mogę się na nich złościć, jak mogę ich winić za wszystko co złe w moim życiu, skoro dzięki NIM wzrastam, rozwijam się, przechodzę na inny stopień świadomości?! Jedyne co mogę w tym momencie zrobić, to podziękować IM za to DOŚWIADCZENIE.

Dziękuję moim rodzicom, wszystkim ludziom z jakimi przez całe swoje życie, tworzyłam różnego rodzaju relacje. Dziękuję mojemu mężowi i jeszcze jednej osobie, która po każdym kolejnym moim wpisie, atakuje mnie komentarzami. Słowa, których używa czasem bolą, ale tylko przez chwilę, bo dociera do mnie, że jeszcze mocniej chce pisać, a to co mam do przekazania światu jest wartościowe…Niestety nie będzie dane to zrozumieć komuś, kto ma oczy szeroko zamknięte. Godzę się ze wszystkim czego doświadczam i co jeszcze będzie mi dane przeżyć, biorąc pełną odpowiedzialność za to, co sama tworzę, aby nauczyć się własnie tego, o czym wspominam powyżej.

Kiedy wysiadałam z pociągu, na jednej ze stacji w Gdańsku, siłując się z dwoma walizkami, torbą papierową z pakietem startowym i torebką, nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, że właśnie w tej części Polski, nastąpi w moim pojmowaniu świata tyle zmian. A jednak…To tu uczę się spędzać czas sama ze sobą. I nie na Śląsku, ale na Pomorzu odkrywam swoje prawdziwe oblicze. Zmagam się ze skrywanymi przez całe lata emocjami, pozwalam sobie mieć potrzeby i marzenia. Realizuje je, bez poczucia winy czy oskarżeń o bycie egoistką. Nie jest to proste dla kogoś, kto przez większość swojego życia, ciągle zastanawiał się co powiedzą inni, a kiedy najbliżsi używali argumentacji, która potęgowała ograniczające ją przekonania, poddawała się.

female-163758_1280
Nie miałam pojęcia, że o wiele prościej jest mi darzyć miłością innych ludzi i niż siebie samą….Tylko na pewnym etapie odkrywałam, że nie kocham tak jakbym mogła, a jedynie na tyle, na ile nauczyli mnie inni. Natomiast siebie nie kocham wcale! Pamiętam, jaka byłam wściekła na koleżankę terapeutkę, która widząc co się ze mną dzieje, po rozstaniu z mężem, poleciła mi spojrzeć w lustro i powiedzieć patrząc sobie w oczy ” KOCHAM CIĘ”. Nie byłam wstanie tego zrobić… Wyłam jak opętana. Wylewałam z siebie morze łez tylko po to, by za chwilę siedzieć w miejscu, patrząc się tępo w jeden punkt. Jak więc mogę kochać innych, skoro sama siebie nie kocham? Jak można nauczyć innych miłości, skoro samemu nie rozumie się jej znaczenia?

Oto moja lekcja na najbliższe dni, tygodnie, miesiące, a może nawet i lata…Kto wie, może pewnego dnia, odkryje co to znaczy „miłość od pierwszego wejrzenia”? A tymczasem, w ramach okazywania sobie ciepłych uczuć, zadbam o własne potrzeby, układając swoje ciało do snu. Dużo miłości Wam życzę Kochani….

Leave a Comment

Filed under Nieperfekcyjna Pani Swego Umysłu

Comments are closed.