Cmentarze są pełne marzycieli!

Kiedy słyszę opowieści ludzi o tym, jakie to mają plany, marzenia i tylko muszą jeszcze parę kwestii przemyśleć , to zastanawiam się czy powinnam im przerwać , zacząć się śmiać a może krzyczeć?

Jakbym słyszała siebie sprzed pół roku przynajmniej. Obudziłam się z tej ułudy późno, ale odpowiednio wcześnie na to, aby działać. Tak moi drodzy Czytelnicy, działanie to podstawa! Cmentarze są pełne marzycieli ?! Jeśli w Twoim życiu jest coś o czym marzysz, coś o czym intensywnie myślisz to zrób to! Tak po prostu, zacznij działać, podążać w tym kierunku. Każdy krok w stronę realizacji Twojego celu, marzenia to krok we właściwym kierunku. Nie musisz wiedzieć wszystkiego aby zacząć!

Jak zapewne wielu z Was wie, 30 kwietnia uczestniczyłam w seminarium motywacyjnym w Poznaniu. Do samego końca nie wiedziałam czy tam się pojawię, pomimo tego, że wygrałam na jednym z webinarowych konkursów bilet. Nie mam pracy, oszczędności , więc tak naprawdę jakim cudem miałabym się tam znaleźć??? Ale dotarłam. Byłam i chłonęłam te pozytywną atmosferę. Nikt już mi nie powie, że jeśli czegoś bardzo pragnę, to nie dam rady tego wykonać! Nie no jasne …to być może nie będzie bułka z masłem, ale dopóki w mojej piersi bije serducho nie poddam się!

Kiedy we wtorkowy poranek wsiadałam do samochodu kolegi, który tak jak i ja wybierał się na to wydarzenie czułam, że moja wewnętrzna motywacja do działania jest na wysokim poziomie i nie potrzebuje jej zwiększać. Nie mniej jednak ta wyprawa, uczestniczenie w seminarium oraz czas spędzony z tak ciekawymi i inspirującymi ludźmi jakich udało mi się poznać w międzyczasie, utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje marzenie,  jak również szanse na jego spełnienie są jak najbardziej realne. To było jak gigantyczny neon na środku autostrady do nieba, z napisem JESTEŚ NA WŁAŚCIWEJ DRODZE!

Podczas pobytu w Poznaniu, doświadczyłam jeszcze jednego niesamowitego odczucia. A mianowicie, kiedy siedziałam na fotelu w mieszkaniu koleżanki ,u której nocowałam, poczułam ogromny, niewyobrażalny spokój. Moje myśli przestały ganiać po czaszce w chaotycznym transie. Po prostu płynęły spokojnie, Ania krzątała się po kuchni, a ja siedziałam. Nie rozmawiałyśmy ze sobą, nie padło ani jedno słowo przez dłuższą chwilę, a mimo to było mi dobrze. Atmosfera była swobodna, nie odczuwałam  presji ani potrzeby mówienia. Dla tych, którzy postrzegają mnie jako gadułę z pewnością będzie to coś nie do uwierzenia. Najlepsze nastąpiło później, kiedy poczułam w sercu coś ,co mi mówiło, że to nie wszystko, to nie jest ostateczny mój cel. W tym momencie,  Ania mnie zapytała czy wiem, że jeszcze nie dotarłam do tego, czym tak naprawdę będę się zajmować? Uśmiechnęłam się w duchu do siebie. Nie pamiętam co dokładnie wtedy odpowiedziałam. Wiem jednak jedno, że ta kobieta powiedziała na głos to, czego ja doświadczałam, lecz nie zdążyłam ubrać w słowa… jeszcze.

Na stadionie moje miejsce znajdowało się na trybunie, na wprost sceny, dokładnie na drugim piętrze.
Kiedy tak siedziałam samiutka w całym sektorze, przede mną promienie słońca wpadały w otwór w suficie tego stadionu, oświetlając płytę i trybunę po mojej lewej stronie. Pomyślałam, że jestem tutaj, pomimo wszelkich przeciwności i setki wymówek jakie mnie dopadały zewsząd. Nie poddałam się żadnej, wierzyłam że dam rade. Nie wiedziałam jak, ale to nie miało znaczenia… nie w momencie kiedy odmrażałam sobie tyłek na niebieskim krzesełku, ściskając w rękach materiałową siatkę z kongresu dla businesswoman. Jeszcze kilka godzin zapełnionych merytorycznymi występami prelegentów i będę spijać słowa z ust Lessa Browna a potem Nicka Vujicica. W tym momencie zobaczyłam Oleńkę, dzięki pomocy, której mój blog w ogóle zaistniał. Kiedy podążała w stronę mojego sektora, sumienny pan ochroniarz powstrzymał ją przed przekroczeniem czerwono – białej taśmy, oddzielającej od siebie sektory. I tak odbyłyśmy spotkanie zapoznawcze, przedzielone ową taśmą…

Powiem Wam, że stadion to rewelacyjna forteca, w której zgubienie się nie jest żadną trudnością.
Pomimo większej ilości toalet zlokalizowanych na różnych poziomach, trafiłam na sporą kolejkę. Rozważałam w głowie plan działania i podjęcie ryzykownej zmiany kolejki do toalety,  na innej kondygnacji.  Niestety nauczona doświadczeniem, wiedziałam że ta zmiana, może mnie jedynie wpakować w kłopoty, a opróżnienie pęcherza może stać się misją życia. Stojąc tak w kolejce, która za cholerę nie przesuwała się do przodu, starałam się myśli pokierować gdzieś poza czas i przestrzeń. Brałam w pewnym momencie pod uwagę wtargnięcie do męskiego przybytku ,gdy nagle kolejka drgnęła. Nie pamiętam już która z nas rozpoczęła dyskusję, nie mniej jednak poznałam niezwykle sympatyczną młodą osóbkę, dzięki której resztę dnia spędziłam w miłym towarzystwie.

DSC_0621.JPGW
I tak ubrana na cebulkę, gdzie na rozpinany długi sweter, nałożyłam sweter z golfem, na to kurtkę skóropodobną, a szyję dodatkowo owinęłam szalikiem, siedziałam przytupując w oczekiwaniu na Nicka. Pocieszałam mnie myśl, że zimno konserwuje, a ludziska płacą słono za krioterapie, której oto doświadczałam w ramach wygranego biletu.  I nagle jest… otworzyły się w scenie specjalnie drzwi, którymi wwieziony został Nick Vujicic i umieszczony na stole. W tym oto momencie ,moje marzenie sprzed paru lat się spełniło. Zapewne domyślacie się co wtedy czułam, przykre było jedynie to, że nie miałam możliwości podejść bliżej. Jest jeszcze nadzieja, gdyż na koniec wystąpienia okazało się, że zamierza On jeszcze nas odwiedzić. Kiedy do tego dojdzie, będę przy scenie 😀

Mnóstwo wiedzy, wzruszeń, zabawnych ćwiczeń ,jak to z mówieniem do wpółsiedzących w obcym, nieznanym nam języku. Salwy śmiechu, przerywane gromkimi brawami  to tylko skrót tego, czego dane było mi doświadczyć. Kilka fotek, spontaniczny filmik przed stadionem oraz powalony alergią współtowarzysz podróży to także część tego dnia. Działo się moi Drodzy, oj działo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.