Ciasteczkowy Potwór

Nie wiem czy jest to kwestia pory roku, czy też może pogody, ale obserwuje u siebie pewne niepokojące objawy. Otóż albo mam brak odczuwania sytości, albo mój żołądek to jakiś przepastny wór, kompletnie bez dna. Męczysz się tu człowieku, zajadasz marchewką, pomidorkiem,popychasz sałatą, stronisz od słodyczy lub ograniczasz je do minimum. Raz na jakiś czas, wciągniesz niemalże okruszek czekoladki u przyjaciółki aż tu nagle….
Od dwóch dni, mam problem z mobilizacją do gotowania czegokolwiek, co mogłoby się nazywać obiadem. Zapycham się kanapkami, bułkami, drożdżówami, czasem przeplatam jabłuszkiem lub mandarynką. Co prawda odkąd pozbyłam się samochódu, wszędzie łażę i dużo łażę…nie zmienia to jednak faktu, że jak tak dalej pójdzie, to mi nóżki popękają w kolankach pod wpływem ciężaru kadłuba. Popijam kawusię, wcinam kanapkę i „kątem” lewego oka (taaak mam kąt oka) zerkam na serial „Singielka”, który odtwarzam na komórce, z powodu świadomej rezygnacji z telewizora. Zauważam pewną analogię…i chyba zaczyna mnie to przerażać…

Dzień jak co dzień…po raz kolejny, mam za sobą jakiś pierwszy raz. Odkąd zamieszkałam w Gdańsku, te pierwsze razy przytrafiają mi się co chwilę. Dzisiaj na przykład, po raz pierwszy jechałam tak zwaną SKMką, jadłam pączka z czekoladą i wracałam z przystanku inną drogą. Cały dzisiejszy dzień jest jakiś inny…Wstałam później niż zwykle, ledwo nie wyzionęłam ducha biegnąc na tramwaj, który mi zwiał sprzed nosa. Potem wycieczka na lotnisko, w deszczu i na wietrze. Samoloty nie chciały jakoś startować, a konduktor mi proponował oprócz biletu, zakup samego siebie. Całą grupą, staliśmy jak te kołki na parkingu, na wprost pasów startowych, dupska nam marzły, ciuchy mokły….a samolotu jak nie było…tak nie było…. Na osłodę taki jeden wylądował, pokołował chwilę i schował się za terminalem.

Odmarzam owinięta kołdrą, mam rumieńce niczym rosyjska lalka, jeszcze tylko godzina korepetycji i już mam weekend.
Cóż przyniesie owy weekend????….Zobaczymy 😉 A jak tam Wasze plany na sobotę i niedzielę???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.