Boje o ciało moje ;)

foto www.eyenne.com

Odkąd pamiętam uważałam, że jestem za gruba. Nawet jeśli zdjęcia, lustro i opinie innych wskazywały wprost przeciwnie. Dlatego ciągle testowałam nowe diety. Moje ulubione to “Od poniedziałku”, “Od przyszłego miesiąca” i “Kopenhaska”.
Jak się pewnie domyślacie, dwie pierwsze trudno mi było rozpocząć, a ta ostatnia w trakcie stosowania budziła we mnie instynkty mordercze. Zresztą podobnie jak mycie naczyń. 
Czy wiecie, że Agatha Christie, autorka wielu poczytnych kryminałów, koncepcje na swoje najlepsze dzieła tworzyła podczas mycia naczyń właśnie??? Hmmm….
Wróćmy jednak do zagadnień związanych z odchudzaniem. Zmiana diety to jedno, jednak aktywność fizyczna to po prostu warunek powodzenia tej “misji”.
I tak nie pomna przepisów BHP, smagana wiatrem i deszczem testowałam różne warianty.


SIŁOWNIA.
Samo podjecie decyzji o przekroczeniu jej progu było wręcz nadludzkim wysiłkiem. Karnet kupiony, dres w torbie. Wchodzę!

Wewnątrz przywitał mnie właściciel siłowni i trener w jednym. A ponieważ się znaliśmy, osobiście nadzorował tę rzeź niewiniątek. W błyskawicznym tempie zapoznał mnie z obiektem, wskazał szatnie i czekał. Siedząc w dresie, butach sportowych z pasem ściągającym talię rozważałam sens mojej obecności w tym przybytku. Słowo się rzekło…idę!Trener wskazał mi rowerek i kazał przy określonym obciążeniu i tempie pedałować 30 minut, po czym wyszedł. Wzięłam głęboki oddech i pedałuję. W tle słychać ostre techno i odgłosy stękających i sapiących “pakerów” za ścianą.
“Boże, co ja tu robię?!”-pomyślałam. Nagle w progu stanął mój ówczesny chłopak, niczym młody Bóg i uśmiechnął się szeroko.
“A niech skonam!”- pomyślałam i przyspieszyłam.
Kiedy tak zaciekle wylewałam siódme poty, zerknęłam w lustro na wprost mnie i ujrzałam swoją czerwoną z wysiłku twarz.
“O tak, teraz z pewnością powalam wyglądem?!”-westchnęłam. Jakby spod ziemi, obok mnie rozsiadły się na rowerkach dwie roznegliżowane dziewczyny.
Ja tu w grubym dresie, pot mi po….ścieka…Jezu, za jakie grzechy?! Dekolty do mostka, szorty wycięte, odsłaniające spory kawałek pośladków. Cały ten obraz przybrany pełnym makijażem.
Przesłały perlisty uśmiech w stronę mojego Lubego a ja miałam ochotę dokonać żywota na tym rowerku. Ta wizja była niezwykle kusząca.
Wtem wrócił trener nawołując do dwóch osiłków z sali obok:
-“Przynieście mi tu te dwa duże ciężary ze sztangi”. Zamarłam.
-“Dla kogo to?”- zapytali zaciekawieni.
-“Tu, dla takiej laski, musi ściepnąć” (zrzucić wagę)- odpalił, a ja myślałam, że umrę ze wstydu.
Stan śmierci klinicznej to pikuś przy tym, co poczułam kiedy tłum ćwiczących w innych salach zbiegł się aby zobaczyć tego “wieloryba”, którym się w tym momencie poczułam.
Moja przygoda z siłownią trwała około trzech miesięcy. Pewnego dnia miałam dość bycia chomikiem w karuzeli moich ćwiczeń.
Zapisałam się więc na aerobik z przyszłą/niedoszłą teściową. Ale o tym jutro… 😉

8 komentarzy

Filed under Tatuaże z przeszłości...

8 Responses to Boje o ciało moje ;)

  1. Eve

    Dlatego właśnie nie cierpię siłowni 🙂

  2. Magdalena

    hahahah, mnie po tamtej pamiętnej wizycie również pozostał swego rodzaju uraz, ale w myśl zasady „nigdy nie mów nigdy”, którą ostatnio stosuje może kiedyś zawitam w jakiejś siłowni ???? 😉

  3. Angelika

    powiedziałabym, że mi się udało,ale dopiero 1,5 roku siłowni, i pewnie tylko dlatego że wtedy miałam przy boku fajnego przystojniaka, którego zaraziłam bieganiem,dzięki niemu zaczełam przygode z siłownią, zarazilismy się pasjami, no jeszcze jeden plus nie w Polsce, czyli brak panienek ktore pomyliły sale dyskotekową siłową,on cały czas był przy mnie i bardzo bardzo motywował i podniósł moje ja do tego stopnia ze jak go zabrakło( brak czasu ) to zostałam sama ,chodzę i się ,,panoszę,, wsrod roznej narodowosci facetów:) efekty czasem są czasem ich brak, lubie sport i jak mi coś strzeli to działąm ,tylko czasu mi juz brak i tak to dzielę ,zimą siłownia przeplatana wszystkimi aerobami,wiosna lato rower bieganie rolki ruch ruch:) jeden skacze i ,dzwiga, drugi pisze:) i teraz odpoczywam czytając,i się relaksując pozdrawiam i czekam na duzo duzo więcej:)

  4. Dlatego ja chodzę na babską siłownię. Nie ma facetów i nie trzeba się spinać.

  5. Magdalena

    To jest myśl. Rozejrzę się za takową w okolicy. Dzięki za podsunięcie pomysłu 🙂

  6. Aneta

    Moja najpiękniejsza. : *

  7. nitsz

    Madziu czytam codziennie twojego bloga,z wielu rzeczy się smieje nigdy nie pomyslalabym ze z Ciebie taka pisarka,pozdrawiam Ela

  8. Michał

    I pierwszy Twój artykuł mam już przeczytany – pióro lekkie, podoba się 🙂
    Wzmianka o wielorybach zupełnie nie potrzeba 😉 jesteś kobietą, a nie wieszakiem na ubrania – zamiast sama siebie wysyłać na siłownię trzeba było postawić chudziakom dobry obiad 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.