Bądź Otwarta!!!

To miała być impreza charytatywna, z której dochód z kolei, miał trafić…na szczytny cel…powiedzmy. To, co zastałam na miejscu, dosłownie wykopało mnie z czerwonych szpilek. W mojej głowie, kotłowały się dwa pytania, a w ramach przypomnienia o tolerancji, powtarzałam sobie : ” Bądź otwarta!„… Cokolwiek to u licha znaczyło w obliczu tego, co mnie otaczało z każdej możliwej strony.Gdyby nie towarzystwo dwóch pozytywnie zakręconych kobiet, kompletnie nie mam pojęcia, czy przetrwałabym te imprezę, z tak stoickim spokojem na zewnątrz, choć wewnątrz chwilami wrzało…
Od samego rana, dzień ów nie należał do mega energetycznych. Są w życiu kobiety takie dni, że taneczne imprezy są ostatnią aktywnością o jakiej marzą, inne zajęcia wymagające intensywnego ruchu przemilczę. W otoczeniu ręcznie tworzonych aniołów, w ramach szkolenia z rękodzieła, starałam się jakoś przebrnąć do końca dniówki w pracy. Marzyło mi się wygodne łóżko, podusia i święty spokój. I kiedy tak leżałam sobie najspokojniej pod słońcem zawinięta w kołderkę, sumienie dało o sobie znać.

Obiecałam…i ta obietnica właśnie, wyciągnęła mnie z domowych pieleszy w świat. Nie wspominając o kilku tabletkach, które miały niejako wspomóc moje ciało, w jako takim funkcjonowaniu.  Na godzinę przed wyjściem, gdy ubrana już byłam w czerwony kombinezon i tegoż samego koloru buty na obcasie, dopadła mnie fala kichania. Oczy mi łzawiły, z nosa ciekło, jakby mi ktoś wewnątrz nosa jakiś kranik odkręcił?! Przy kolejnym kichnięciu, blokowałam ręką krawędzie biurka i pobliskich mebli, gdyż w ferworze kichania, nie byłam wstanie zapanować nad odruchami ciała i głowy.

Pomimo tej kompletnej niesubordynacji ciała, udało mi się nie wybić sobie oka tuszem do rzęs, tudzież eyelinerem, a szminka równomiernie nawilżała moje usta, dodając im żywej czerwoności.
Zwarta i gotowa, wyszłam z mieszkania, nastawiona na dobrą zabawę, w ramach rzecz jasna pomagania innym. Przed blokiem, w równie czerwonym jak mój imprezowy image samochodzie, czekała na mnie pierwsza z koleżanek.

Po drodze, praktycznie na miejscu, dołączyła kolejna. Roześmiane i pozytywnie nastawione żeńskie TRIO, znacznie przed czasem, udało się piechotą do wskazanego w wydarzeniu na Facebooku lokalu. Przed wejściem, przywitało nas dwóch wyluzowanych i wygadanych Panów twierdząc, iż jest za wcześnie jeszcze, a obsługa nadal lata na szmatach po salach. Przeszłyśmy spacerkiem, kilka wejść na plażę w Sopocie dalej. Na miejsce oczekiwania na otwarcie naszego docelowego miejsca, wybrałyśmy jeden z pobliskich lokali, z ogródkiem, z którego na samą plażę było już tylko rzut beretem, z muszlą w środku 😛

coins-912718_1280
Obsługa była sympatyczna, aczkolwiek zupełnie nie zorganizowana. Aż troje kelnerów chciało od nas przyjąć zamówienie, nie podając uprzednio menu. Być może liczyli na telepatię z naszej strony, albo co najmniej żyłkę do ryzyka, a tym samym zamawiania w ciemno z nadzieją, że akurat tym dysponują? Płacenie rachunku również nie stanowiło standardowego rozwiązania. Obsługa próbując przyjąć od nas zapłatę, zgadywała co zamówiliśmy, po czym nie przygotowana do wydawania, rozbijała jakąś napiwkową skarbonkę, w celu zwrotu reszty. Kiedy formalnościom stało się zadość, ruszyłyśmy do celu.

Już po wejściu, nastąpiła zabawna seria pomyłek i niedomówień. Całkiem pokaźnych rozmiarów mężczyzna, tryskając humorem i zabawiając nas urocza gadką, skierował w naszą stronę skarbonkę ( jezuuuu, znowu skarbonka?!). Mając na uwadze informacje o tym, iż wstęp na tę imprezę, będzie jednocześnie cegiełką na cel charytatywny, wrzuciłyśmy odliczoną kwotę do owej puszki. Obsługa z uśmiechem, w żartobliwym tonie, poczęła nas częstować mini muffinkami z bitą śmietaną bądź kremem ( nie wiem bo nie skorzystałam). Gdy jedna z dziewczyn skończyła konsumpcję, ruszyłyśmy na salę taneczną…I tu nastąpiło pierwsze z nieporozumień. Pieniądze, które wrzuciłyśmy do skarbonki, myśląc, że uiszczamy wstęp, okazały się dodatkowym, dobrowolnym datkiem na ów zbożny cel, a dziewczyna obsługująca szatnię, poczęła się upominać o opłacenie wstępu.

gay-couple-1192249_1920
Gdy sprawa się wyjaśniła, mężczyzna zapytał czy ma wyjąć kasę ze skarbonki. Głupio mi było zażądać zwrotu, zatem po raz kolejny wyjęłam portfel i zapłaciłam za wstęp. Nie byłam z tego powodu zadowolona…ale przełknęłam tę gorzką pigułkę, zaserwowaną przez personel tego przybytku. Chowając portfel z powrotem do torby pomyślałam, że to najdroższe muffinki, jakich w życiu nie jadłam!

Byłyśmy jednymi z pierwszych klientów. Barmanka uważnie nam się przyglądała. Czyżbyśmy nie pasowały do typowej klienteli tego miejsca? Jak się później okazało, intuicja mnie nie zawiodła. Naszą uwagę przykuł mężczyzna, który w pojedynkę przemierzał obie sale taneczne. W ręku miał piwo, raz w kuflu, raz w butelce. Śmiał się nie wiadomo z czego i do kogo, wykonując ruchy takie, jakby napierał intensywnie na powietrze. Coś mi podpowiadało, że Ów Człek będzie mi towarzyszył przez resztę imprezy….i w tej kwestii niestety również miałam rację.

Klub się zapełniał. Pojawiały się różnego typu osobliwe jednostki, których płeć nie do końca była dla mnie jasna, o orientacji seksualnej nie wspomnę. Młodzi mężczyźni w zniewieściałym image, z fryzurami dopracowanymi w szczegółach, witali się niezwykle serdecznie…zbyt serdecznie jak dla mnie. Gdy wokół mnie ilość tulących się do siebie Samców zaczęła przekraczać akceptowalny dla mnie procent, wybuchnęłam śmiechem i totalnie nie potrafiłam przestać! Po godzinie, twarz mnie już bolała niemiłosiernie. To był prawdziwy i niezwykle ekstremalny jak dla mnie, test mojej tolerancji.

Muzyka porywała do tańca. W każdej z sal inny Dj, inna muzyka, niestety obraz ten sam. Gdziekolwiek spojrzałam pary. Pary tulących się do siebie i całujących w namiętnych ruchach mężczyzn. Obserwowałam to zbiorowe zjawisko i zachodziłam w głowę ” Co ja tu u licha robię?”. Gdy nie znajdowałam sensownej odpowiedzi, w miejsce tego pytania pojawiało się kolejne ” Czy na sali jest jakiś heteryk, z wyjątkiem mnie i dziewczyn, z którymi przyszłam?!” Moje burze mózgowe przerywał Latający Holender z piwem, nacierający na powietrze w rytm miksowanego utworu. Po raz kolejny wybuchnęłam śmiechem, który zastygł na mojej twarzy, gdy moim oczom ukazał się….no właśnie nawet nie wiem jak nazwać owe zjawisko.

Spróbuję najprościej jak tylko potrafię. Otóż z tyłu, owe zjawisko wyglądało jak kobieta z nadwagą w obcisłych , dżinsowych spodenkach i różowej obcisłej koszulce, z opadającym z jednej strony rękawem. Na nogach kabaretki i mega wysokie szpilki. Na głowie mnóstwo drobnych warkoczyków, częściowo jedynie upiętych z tyłu głowy. Z przodu mocny makijaż ukrywający twarz mężczyzny. Istota ta, poruszała się niezwykle kobieco, skupiając wokół siebie, grupkę podchmielonych już mężczyzn. Na trajektorii mojej wnikliwej obserwacji, zaplątał się ponownie Latający Holender, pozostawiając po sobie smużkę niezwykle silnego potu, który pomimo moich problemów ze swobodnym oddychaniem, wbił się w moje nozdrza.

Nagle, w tłumie tańczących dostrzegłam młodego, sympatycznie wyglądającego mężczyznę, który uśmiechał się do mnie. Odpowiedziałam uśmiechem, lecz już po chwili ów uśmiech zgasł, gdyż podszedł do niego kolejny mężczyzna, zamknął go w objęciach i namiętnie pocałował… Porzuciłam wszelką nadzieję. Miałam ochotę strzelić porządnego kielicha, lecz z racji zażytych medykamentów powstrzymałam się, próbując zająć swą głowę obserwacją koleżanek w tanecznej akcji. Niestety, skutecznie zakłócał mi tę czynność smrodkujący Latający Holender.

W pewnym momencie, podeszła do mnie nieźle już upojona alkoholem dziewczyna, wołając „Czeeeeeść” i próbując mnie objąć. Moje ręce niczym automat wyciągnęły się przede mnie. Zaskoczona i zblokowana dziewczyna próbowała coś wskórać rękoma, na co odrzekłam: ” Nie mam pojęcia kim jesteś, nie znam Cie!”. Dziewczyna zniknęła, a jej miejsce zajął kolejny Sympatyczny, próbując mnie przytulać. Z troską na twarzy zapytał dlaczego się nie bawię i czy powodem jest złe samopoczucie?

Dotrwałam do chwili, kiedy dziewczynom nieco baterie wysiadły i zarządziły powrót do domów. Po powrocie i szybkiej przebiórce w piżamę, padłam trupem. Wnioski jakie mi się nasuwają po tej imprezie są następujące:

  1. Po pierwsze dobrze wiedzieć dokąd się idzie, wiadomo wtedy jak się ubrać i tym samym czuć się swobodnie niezależnie od towarzystwa, w gronie którego przyjdzie nam się bawić.
  2. Po drugie, Geje to jednak troskliwe istoty. Wyobrażacie sobie na imprezie Heteryka, który szukając laski na podryw, podchodzi kilkakrotnie do kobiety z zapytaniem czy dobrze się czuje i dlaczego się nie bawi? Nigdy mnie to nie spotkało na dyskotece. No chyba, że był to mój znajomy…I to rozczulające pytanie ” Dlaczego już idziecie, takie fajne z Was Ciocie?” hahaha
  3. Następnym razem zakładam dżinsy i wygodne buty 😛 😛 😛