Emerytowany twórca Frankensteinów.

Określenie  „trzymać się czyjejś dupy” nabrało dla mnie dzisiaj nowego znaczenia. Zwłaszcza, że owa dupa, należy do mojego rodzica i przez połowę dnia, miałam ją centralnie przed oczyma. A wszystko to, za sprawą wspierania ojca, stojącego na drabinie, w trakcie wiercenia dziur w ścianie.
Od pewnego czasu, każda prozaiczna czynność domowa, budzi we mnie emocje, pobudza do myślenia oraz stanowi odpowiedz na pytania, które nurtowały mnie od lat.
Dzisiaj na przykład, odkryłam co jest przyczyną moich ciągłych konfliktów z tatą. Krótko rzecz ujmując, nie spełniam jego oczekiwań jako SYN. Jestem zobligowana, do ciągłego asystowania przy naprawach stolarskich, murarskich, malarskich jak i hydraulicznych. Przy każdej okazji, tatuś raczy mnie wykładami na temat wierteł, rur, zapraw, kątowników, gwoździ, rodzaju śrubokrętów i nakrętek. Tu wbijam gwoździe, tam trzymam deskę lub przenoszę z nim meble. A gdy protestuje, próbując  udowodnić, że nie jestem „wielbłądem” odpowiada: „ Musisz się uczyć, bo ja żyć wiecznie nie będę!”

Dla poczynań mojego rodzica, nie istotnym jest zupełnie fakt, że właśnie maluje paznokcie, nakładam maseczkę, czy też biust uniemożliwia, tudzież utrudnia, niesienie regału na klacie. Z przerażeniem oczekuje jego  nowych, spontanicznych pomysłów. W tym akurat przypadku, z całą stanowczością stwierdzam, że emerytura ogłupia!

Swoją drogą, kiedy co jakiś czas, jest mi dane podziwiać kolejne wytwory ojcowskiej wyobraźni, znajduje przyczynę własnej kreatywności. Jak to mawiają  „niedaleko pada jabłko od jabłoni .”
Dzięki Bogu, ja nie obracam w proch jednego, aby na jego bazie stworzyć drugie…ehhh?!
Do dziś pamiętam rozpacz mamy, kiedy wystrojona i gotowa do wyjścia, podeszła do szafki, aby wyjąć z niej swój upragniony nabytek. Tego dnia właśnie, tata utknął w schowku na półpiętrze na dobre parę godzin. W pewnej chwili, wpadł do mieszkania niezwykle ożywiony pan domu, pogwizdując pod nosem. Z dumną miną, zaprezentował światu czyli naszej trójce, swoje najnowsze dzieło. Była nim robocza , przetarta w kilku miejscach torba, z dosztukowanymi do niej uszami z delikatnej, pachnącej nowością skóry. Jedno do drugiego nijak nie pasowało, lecz czym rzesz była taka drobnostka, wobec funkcjonalności owego przedmiotu? Mama zbladła, a ojciec zaczął z zadowoleniem prezentować nowy wizerunek oraz zastosowanie tegoż „Frankensteina”.

metal-637748_1280
Okazało się, że nasz domowy kreator mody, odciął nożem uszy z nowej torebki mamy i doszył do własnej. Kiedy ta zalewała się łzami, pomna wszelkich wyrzeczeń, w trakcie zbierania na to cudo, tata paradował przed nią z okaleczoną torebką pod pachą, próbując zademonstrować nowy, kreatywny sposób jej użytkowania.

Dzisiejszy wpis dedykuje cierpliwości mojej mamy i tacie, którego zadek jeszcze przed chwilą, miałam przed twarzą, próbując nie dopuścić do złożenia się drabiny , na której stał…

3 thoughts on “Emerytowany twórca Frankensteinów.

  1. Madziu zrobiło mi się trochę smutno jak przeczytałam, że emerytura ogłupia bo ten okres w życiu człowieka już mnie dotyczy. Staram się więc jak mogę, żeby za szybko mnie nie ogłupiła. Z pozostałych opisywanych przez Ciebie sytuacji ubawiłam się. Wyobraziłam sobie Tatę paradującego z tą damską torebką i mamę patrzącą na to jak jej cenną rzecz bezmyślnie zniszczył. Ale nie przejmuj się (nie ubliżając niektórym Panom) mężczyźni w pewnym wieku mają takie pomysły.

  2. Kasiu, emerytura ogłupia głównie mojego tatę. W tej kwestii akurat odniosłam sie jedynie to jego przypadku. Co do pomysłów mężczyzn w pewnym wieku, to z całą pewnością mogę stwierdzić, że ten typ tak ma od dziecka 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.